Lustro Gundlacha

26 sierpnia 2013

Straszliwy żal mnie ściskał na przełomie maja i czerwca, ponieważ wszelka gimnastyka z kalendarzem wskazywała jasno: nie uda mi się dojechać do Krakowa w trakcie trwania Miesiąca Fotografii. Szczególnie, że w tym roku tematem festiwalu była „moda” w różnych odsłonach. Co prawda dyskutowałabym, czy wszystkie podciągnięte pod ten temat projekty fotograficzne miały coś wspólnego z modą, ale nie zmienia to faktu, że i tak chciałam je zobaczyć. Wszystkie.

Na otarcie łez została jedna jedyna wystawa zorganizowana w ramach Miesiąca Fotografii, czyli „Vanity. Fotografia mody z kolekcji Franza Christiana Gundlacha” w Muzeum Narodowym w Krakowie. I to był cel główny mojego minionego weekendu. Dlaczego aż tak chciałam zobaczyć tę wystawę? Bo coś takiego jak moda istnieje przede wszystkim dzięki obrazom: kiedyś były to ryciny, ilustracje, aż nadeszła epoka fotografii, dzięki której mamy dostęp do pomysłów różnej maści projektantów, ale także indywidualnych osób. Czasem dzięki temu, że ktoś gdzieś zobaczył coś interesującego u kogoś innego pojawiają się mikrotrendy, które mogą (choć nie muszą) przerodzić się w coś, co zacznie naśladować większa rzesza odbiorców. Zdjęcia grają w tym niebagatelną rolę.

Czy było warto telepać się przez pół Polski pociągiem zaliczając przy okazji wycieczkę krajoznawczą z okien wagonu kolejowego? W 99% – zdecydowanie tak.

Zacznijmy może od tego, że wystawa – choć prezentuje fotografie w porządku chronologicznym z wieku XX – nie jest wystawą historyczną, czyli nie dokumentuje krok po kroku przemian w sposobie fotografowania ubiorów, ale jest to subiektywny wybór fotografii pochodzących z prywatnego archiwum fotografa F.C. Gundlacha. Jednak jego zbiory są na tyle bogate, że poprzez wybraną setkę zdjęć, czy tego chce, czy nie, pokazuje jednak zmiany w podejściu do fotografowania modelek i ubiorów, zdjęcia fotografów i fotografek, którzy zmienili bieg historii fotografii mody, ale także prezentuje mniej znanych, a równie interesujących twórców, przede wszystkim niemieckiego pochodzenia.

Udało mi się załapać na ostatnie oprowadzanie po wystawie, dzięki któremu dostrzegłam kilka spraw niewidocznych na pierwszy rzut oka. Trudno wchłonąć sto ujęć na jeden raz bez opuszczenia jakiegoś interesującego szczegółu, a komentarze pani opowiadającej o wystawie przyjemnie dopełniały zdjęcia.

Z nazwisk, o których już kiedyś wspominałam na blogu, na wystawie można obejrzeć zdjęcia Helmuta Newtona, jak np. „Siodło”, które wzbudza wiele kontrowersji u oglądających, czy ujęcia Williama Kleina, znanego Wam już w kontekście filmu „Kim jesteś, Polly Maggoo?”.

Jednym z bardzo znanych zdjęć umieszczonych na wystawie jest fotografia Guy’a Bourdin z 1980 roku, na którym modelka leży z „rozbitą” głową. Ten motyw przemocy na fotografii był w tym okresie czymś nowym, a zdjęcie Bourdin znalazło się w kanonie fotografii XX wieku. W trakcie oprowadzania dowiedziałam się też, że owa czerwona, krwista plama na zdjęciu jest niczym więcej jak lakierem do paznokci. Bourdin był fotografem, który nie przepadał za retuszem zdjęć, zostawiał surowe ujęcia, w takiej postaci, w jakiej powstały, gdy aparat robił „pstryk”.

Pentax Calendar, 1980

Foto: Guy Bourdin, Bez tytułu (dla Pentaxa), 1980, © Guy Bourdin Estate / Art + Commerce

Inną znaną fotografią z kolekcji Gundlacha jest „Alek Wek w kreacji Christiana Lacroix: Mój dom” z 1997 roku. Chyba łatwiej zapamiętać pierwszą część tytułu tego zdjęcia, czyli kto i w czyjej kreacji pojawia się na fotografii, natomiast „mój dom” wydaje się nie do końca pasować do kompozycji. Ale jeśli wiemy, że widniejący na zdjęciu dom, opakowany w materiał w kolorze zaprezentowanej kreacji nawiązuje do twórczości Christo, słynącego z opakowywania różnych znanych budynków w olbrzymie ilości materiału, to wówczas tytuł zyskuje pełnię, a różowy domek przestaje dziwić.

8_LaChapelle

Foto: David LaChapelle, Alek Wek w kreacji Christiana Lacroix: Mój dom, Nowy Jork, 1997, © David LaChapelle / Art + Commerce

Jednymi z ciekawszych ujęć były dla mnie zdjęcia Leona Levinsteina z 1966 roku, które pokazywały ludzi ustrzelonych aparatem na ulicy – od tyłu, bez głowy i jak mi się wydaje, bohaterowie i bohaterki zdjęć raczej nie byli świadomi tego, że właśnie padli łupem fotografa. W niewielkim przewodniku po biografiach osób, których prace pokazano na wystawie, Levinstein tak mówi o swojej pracy: „W swoich fotografiach chcę przyglądać się życiu, banalnym rzeczom, tak jakbym właśnie wyszedł zza rogu ulicy i wpadł na nie po raz pierwszy”. Jedną o z osób, na które właśnie tak wpadł, była kobieta na zdjęciu:

7_Levinstein

Foto: Leon Levinstein, Bez tytułu, Nowy Jork, 1966, © Leon Levinstein, dzięki uprzejmości Staley-Wise Gallery, Nowy Jork

Przywołałam tu fotografię Levinsteina, ponieważ akurat temu fotografowi najwyraźniej nie zależało na wyłapywaniu na ulicy ładnych ludzi i produkowaniu wygładzonych, perfekcyjnych zdjęć. Od razu pcha się na myśl skojarzenie tej fotografii ze stronami prezentującymi sfotografowanych z ukrycia osób, które następnie stają się przede wszystkim pośmiewiskiem dla komentujących i sposobem na dowartościowanie siebie, niewiele mając wspólnego z wrażliwością wobec bliźnich. Myślę, że sfotografowanej przez Levinsteina kobiecie nie uszłaby płazem zaprezentowana kreacja, gdyby rzucić ją na pożarcie domorosłym krytykom i krytyczkom stylizacji.

Zasadniczo Levinsteinowi raczej bliżej było do estetyki Williama Kleina, któremu przypięto łatkę fotografa mody ulicznej, podczas gdy jego interesowało przede wszystkim to, co dzieje się na ulicy, a że przypadkiem ludzie na zdjęciach nie występowali nago, lecz w ubraniach, to dla potomnych stał się fotografem z gatunku nie tyle street photography, ale właśnie street fashion photography.

Na wystawie znajdują się też zdjęcia samego Gundlacha, który stale współpracował jako fotograf w niemieckich czasopismach takich jak „Film und Frau” oraz „Brigitte”. Jego zdjęcie z 1966 roku można potraktować jako esencję op-artu: kostium wykorzystujący złudzenie optyczne, linie zdjęcia, okulary modelki – wszystko składa się na niezwykle wyrazistą całość. Mnie zachwyca (choć nie zmuszam do podzielania mojego zachwytu).

1_Gundlach - noweFoto: F.C. Gundlach, Moda w stylu op-art, Brigitte Bauer dla Sinza, Vouliagmeni, Grecja, 1966, © F.C. Gundlach

Czy było coś, czego brakowało mi na wystawie? Dlaczego gdzieś uciekł mi ten jeden procent do pełnego zadowolenia? Powody są dwa, choć maluteńkie: po pierwsze, w księgarni Muzeum okazało się, że nie ma już ani katalogu z samej wystawy, ani też katalogu z samego Miesiąca Fotografii. Można się wściekać, ale złość piękności szkodzi, więc wolę spojrzeć na to z radosnej strony życia: nasz polski naród chodzi po muzeach i nie przepuści okazji do nabycia publikacji z „modą” w tytule. Dlatego mnie pozostają zakupy internetowe i tylko „klik” dzieli mnie od zakupu. Ale rozumiecie ten żal, gdy przy wystawie ogląda sobie człowiek album, ostrzy na niego zęby, a potem się okazuje, że trzeba obejść się smakiem i jeszcze trochę poczekać? Okropne. A druga sprawa jest związana z opisami zdjęć: rozumiem, że głównym punktem ciężkości jest praca fotografa, więc oczywiste jest podpisanie zdjęcia nazwiskiem autora lub autorki i podanie (lub nie, gdy nie ma) tytułu dzieła. Czego chciałabym jeszcze? Chciałabym jeszcze, żeby opisane zostały wszystkie zaprezentowane na zdjęciach ubrania. Szaleństwo, wiem, ale takie mam apetyty. Czasami taka informacja się pojawiała, ale w większości jej brakowało. Ale może znajdę to w katalogu i będzie po sprawie.

W trakcie oprowadzania przewodniczka przywołała słowa Gundlacha o modzie, który twierdził, że „fotografia mody jest jak lustro, w którym odbija się społeczeństwo”. W kontekście jego zbiorów mogę jedynie napisać, że czasem to odbicie jest piękne, czasem zaskakujące, ale czasem też prowokuje lub niepokoi. Wydaje mi się, że ilość możliwych podejść i sposobów prezentacji tzw. ducha czasów przez pryzmat fotografii jest nieograniczona, każdy może znaleźć tutaj coś dla siebie.

Na koniec, akcent niemalże swojski, czyli fotografia urodzonego w naszym polskim Lesznie Petera Lindbergha. Fotograf lubił pracować z grupami modelek, a to, na którym widać Cindy Crawford, Tatjanę Patitz, Lindę Evangelistę, Claudię Schiffer, Naomi Campbell, Karen Mulder i Stephanie Seymour to również jedno z najbardziej rozpoznawalnych ujęć minionego wieku.

9_Lindbergh_nowe

Foto: Peter Lindbergh, Cindy Crawford, Tatjana Patitz, Helena Christensen, Linda Evangelista, Claudia Schiffer, Naomi Campbell, Karen Mulder, Stephanie Seymour dla amerykańskiej edycji „Vogue’a”, Nowy Jork, Brooklyn, 1991, © Peter Lindbergh

Gdybym miała wybrać jedno jedyne zdjęcie z całej wystawy to tuż przed fantazyjnym ujęciem Tima Walkera z rozbitym Humpty-Dumptym na podium stanęłoby zdjęcie z 1932 roku zrobione przez Georga Hoyningen-Heune. Zdjęcie nosi tytuł „Punkt widzenia Vogue’a, panna Agata Fischer”. Widać na nim kobietę wpatrującą się w szklaną kulę, w której to kuli znajduje się modelka w sukni wieczorowej, bodajże autorstwa Vionnet. I to zdjęcie jest dla mnie najlepszym obrazem chwytającym ideę mody, przewidywania mody jako swoistego rodzaju wróżbiarstwa. Patrzymy na coś, co jest i próbujemy z tego wywnioskować coś na temat tego, co dopiero będzie, z lepszym lub gorszym skutkiem.

Wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie potrwa jeszcze tylko do końca tygodnia. Takie ekspozycje zdarzają się u nas rzadko, więc jeśli ktoś wciąż się waha – to jechać koniecznie.

* * *

Zdjęcia: materiały prasowe Muzeum Narodowego w Krakowie.

Informacje o wystawie TUTAJ.

  • welldressedmind.blox.pl

    Zgadzam się z Sz.P. Autorką. Zwłaszcza w kwestii dość ubogiego opisu prezentowanych fotografii. Mnie z kolei w totalną konsternację wprawiło ostatnie zdjęcie (wg mojego sposobu zwiedzania), czyli zrzut z google street view :)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Sz.P.Autorka przeprasza za zwłokę w odpowiedzi, ale zastanawiała się dłuższą chwilę nad tymi zdjęciami z Google’a. I nic nie wymyśliła, albo inaczej: mnie te zdjęcia nie pasują do całości wystawy, bo jednak co to za „fashion photo”, skoro nie widać na nim w ogóle ciucha. A to, że możemy zrobić taką fotę z dowolnego miejsca na świecie to trochę mało. No możemy zrobić takie zdjęcie jakoś tam gdzieś ubranej osoby – ale co z tego wynika? I tutaj nie starcza mi wyobraźni na dalszą interpretację.

  • Asia

    Na wystawie byłam pod koniec sierpnia. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Osobiście podobały mi się najbardziej najstarsze zdjęcia. Pokazywały modę z tamtych lat bez przerostu formy nad treścią. Byłam bardzo zdziwiona, kiedy zobaczyłam datę niektórych z nich np. z 1928, a na moje oko to zdjęcie mogło być równie dobrze z naszych czasów. Uważam, że to świetnie, że mamy takie bezpośrednie nawiązania do tamtych lat :)