Anatomia ubioru

4 września 2013

Pisze do Was fanka rysunków technicznych na poziomie szkoły podstawowej oraz wykreślania wszelakich figur geometrycznych aż do etapu szkoły średniej. W kilka lat później nie mogłam się zdecydować, czy większą frajdę na kursie szycia sprawia mi tworzenie wykroju, czy zszywanie z takim mozołem wyciętych fragmentów materiału. Dlatego obok wystawy fotografii z kolekcji Gundlacha w krakowskim Muzeum Narodowym, drugim miejscem na mojej liście do odwiedzenia było krakowskie Muzeum Etnograficzne. W tymże muzeum trwała i potrwa jeszcze chwilę wystawa „Ubranie. Ćwiczenia z architektury i anatomii”.

Na wystawie zaprezentowano kilkadziesiąt ubrań z kolekcji Muzeum Etnograficznego. Wśród nich kolorowe spódnice, pięknie zdobione gorsety oraz obuwie. Jakkolwiek fazę oczarowania folkiem mam już za sobą, to i tak dałam się uwieść zaprezentowanym strojom. Ich kolory i faktury do tej pory cieszą moją wyobraźnię, a możliwość uczestnictwa w nietypowej sekcji ubiorów poprzez zbadanie ich wykrojów obudziło moje niespełnione ciągoty inżyniera-konstruktora z czasów podstawówki.

Pokazane na wystawie elementy stroju to rzeczy noszone nie na co dzień, ale od święta, na wyjątkowe okazje, służące pokazaniu swojego statusu i zamożności. Spójrzcie na przykład na te kobiece kaftany: aplikacje, cekiny, koraliki, hafty. Wszystko ręczna robota. Ile pracy, ile fantazji.

IMG_0016

Jedną z zaskakujących informacji, na którą nadziałam się oglądając wystawę, był wymiar obwodu spódnicy u dołu: 483 centymetry. Przecież to morze materiału. Ta spódnica pochodzi z 1927 roku, czyli z okresu, gdy spódnice osiągnęły długość niewiele ponad zakrywanie kolan. Ale to nic, kiedy pomyślimy sobie, że w okresie upowszechnienia się krynoliny (druga połowa XIX wieku) również kobiety na wsiach starały się osiągnąć efekt podglądnięty na dworach i wówczas taka spódnica (oczywiście dłuższa niż ta na zdjęciu, bo właśnie skoczyliśmy kilka dekad wstecz) liczyła nawet pięć warstw. Gdyby dziś przywrócić ten styl, to producenci tkanin chyba oszaleliby z nadmiaru zamówień. Nie mówiąc już o tym, że każda warstwa mogłaby być inaczej zaprojektowana – co za pole do popisu dla osób projektujących ubrania. Ale dosyć tych fantazji – spódnica z 1927 roku wyglądała następująco:

IMG_0010

Z części poświęconej obuwiu pokażę Wam coś dla pań i panów. Panie najpierw, czyli kobiece sznurowane trzewiki sprzed pierwszej wojny światowej. I co Wy na to? Założyłybyście dziś? Bo mnie chyba bliżej męskim kierpcom (chociaż dopięłabym do nich tę kolorową ozdobę z damskich trzewiczków) Te kierpce ze zdjęcia są akurat męskie i powstały już w latach 60-tych XX wieku, ale istniały również kierpce dla kobiet. Buty były jednym z najdroższych elementem ubioru i nawet bardziej zamożni ludzie starali się jak najmniej je zużyć, np. pokonując drogę do kościoła boso, a buty ubierając dopiero przy wejściu. Nierzadko przekazywano je z pokolenia na pokolenie.

IMG_0029

IMG_0030

Wystawa miała też małą, ale przyjemną, część interaktywną. Czyli można sobie było podotykać, poprzymierzać i pociąć. Dotykać można było kawałków różnych tkanin, np. atłasu. Przymierzyć – płótniankę (zdecydowanie nie mój kolor, coś za blady), wyciąć – krok po kroku mały wykrój przymierzonej właśnie płótnianki. Jestem wielką fanką takich rozwiązań w muzeach, które pozwalają dosłownie „poczuć” temat wystawy. Oglądanie – często za szybką – owszem, ale jak można nawiązać osobisty kontakt z ubiorem, to cieszę się jak dziecko. I na pewno lepiej zapamiętuję, czemu była wystawa poświęcona.

IMG_0028

Wspomniana powyżej płótnianka. Zdecydowanie słabo mi w takich pastelach. Przy okazji: duży plus za napisy czcionką, którą można swobodnie przeczytać na ścianie. Wbrew pozorom, to nie jest standard.

IMG_0025

A jak to wyglądało w wersji papier plus nożyczki? Tak oto:

IMG_0024A skoro już przy wykrojach różnych strojów jesteśmy, to pojawiły się też schematy poszczególnych części garderoby. Niestety umieszczone w mało strategicznym miejscu, czyli tuż przy podłodze, na wysokości mniej więcej kontaktu. Nie mam jeszcze problemów z klękaniem, niemniej wygodniej byłoby się nie schylać, zwłaszcza jak w tych kuckach chwilę musiałam wytrwać.

IMG_0013Wystawie towarzyszy bezpłatny folder, w którym można doczytać słów kilka na temat zmian zachodzących w prezentowanych odświętnych strojach wiejskich. Tekstu nie ma zbyt wiele, ale jego kompozycja bardzo mi się spodobała: owe zmiany w ubiorze ludowym są bowiem zaprezentowane na tle ogólnych zmian w ubiorze europejskim. Czyli od szerokiej perspektywy do naszego rodzimego podwórka. Mnie tam trochę szkoda, że tego tekstu jest niewiele, ale patrząc na to z perspektywy osoby, która niewiele wie na temat historii ubioru, to tekst w folderze jej nie znudzi, a w krótkim zarysie przedstawi problem: co, jak i dlaczego. Takie podejście szalenie mi się podoba, bo zbiory Muzeum Etnograficznego pewnie pozwalały na dużo większą ekspozycję, ale pokazywanie „wszystkiego” zwykle jest koszmarnie męczące. Pomyślcie, że macie do obejrzenia 200 eksponatów, przy piątej-szóstej dziesiątce ja mam ochotę zwykle uciec, bo to jest nawał informacji. A tutaj wystawa jest w sam raz, a kto ma niedosyt, to zejdzie sobie piętro niżej i doogląda stałą kolekcję strojów umieszczoną w muzeum. Może można było dodać dla ciekawskich jakąś dodatkową literaturę, ale nie róbmy znowu z siebie takich niedojd, co to nie potrafią znaleźć interesującego nas tekstu.

Natomiast trochę mi żal, że folder został wydrukowany na papierze – nazwijmy go tak – gazetowym, czyli takim cienkim jak powiedzmy Gazeta Wyborcza. Kilka razy go złożę i rozłożę, a jego trwałość pozostawi wiele do życzenia. Ale za to jest za darmo. Coś za coś.

Myślę, że jak tylko w Polsce pojawia się wystawa poświęcona modzie i ubiorowi w jakiejkolwiek postaci, to osoby zainteresowane projektowaniem ubiorów powinny mieć w takie miejsca obligatoryjne wycieczki. Nawet mój mało twórczy umysł został zainfekowany różnymi nowymi możliwościami łączenia ze sobą kolorów i dodatków, więc specjaliści w tej dziedzinie mieliby pewnie sto pomysłów na minutę. I nie chodzi mi o to, żebyśmy teraz wszyscy zaczęli biegać w kierpcach, ale o korzystanie również i z własnej tradycji w twórczy sposób. Taka mi się refleksja nasunęła.

Wystawę zatem polecam. Nie pokazałam Wam wszystkiego, są jeszcze piękne gorsety i męskie spodnie, i więcej kaftanów, więc: kierunek Kraków!

* * *

Strona wystawy w Muzeum Etnograficznym w Krakowie (KLIK).

  • Joanna Malita

    Ooo, wygląda bardzo interesująco, muszę się wybrać — zwłaszcza ten namacalny kontakt mnie przekonuje. Bodajże dwa lata temu była w Muzeum Etnograficznym wystawa „Przejścia i powroty”, można sobie było na koniec przymierzyć spódnicę góralską, korale i ogólny miszmasz ubiorowy; bardzo to zapada w pamięć!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      To też brzmi super, widać, że ME dba o to, żeby zwiedzający uczyli się bawiąc :)

      • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ kelly

        Też bardzo lubię takie „zabawy”, bo mam wrażenie, że wtedy mózg jakoś lepiej trawi to, co zobaczył do tej pory ;) Nie wiem, czy uda mi się wybrać i teraz tak przyglądam się podlinkowanej stronie…Na plakacie jest data 29.09, w tekście 27.10 – optymizm podpowiada, że wystawę przedłużono, a nie skrócono ;) Jeśli tak, to istnieje szansa, że zdążę tam zajrzeć!

  • Kayka Sadowska

    fantastycznie, kolejny punk na tak dla Krakowa, dzień wolny i jadę :-) i zabieram moje kierpce i ciupagę :-) a tak na marginesie, to ostatnio zwiedzałam muzeum etnograficzne w Czarnogórze i niesamowicie wiele strojów ma podobne albo wręcz takie same elementy jak nasze Polskie ludowe stroje narodowe. Oczywiście, pochodzimy praktycznie od tych samych słowiańskich Adamów i Ew, jednak historia w pewnym momencie rozeszła się w dwie różne strony a stroje pozostały niezmienione :-)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      A to ciekawe, najwyraźniej Słowianie z północy i południa mają ze sobą więcej wspólnego niż nam się zdaje. Czarnogóra to jedno z miejsc, do których na pewno kiedyś się wybiorę, Pytanie tylko kiedy ;)

      • Kayka Sadowska

        polecam serdecznie, trochę o Czarnogórze piszę u siebie na blogu, bardzo skondensowany przewodnik wrażeń po tym pięknym kraju :-) pozdrawiam

  • Kamil

    Ciekawe z którego roku pochodzi środkowy kaftan, bo patrząc na niego miałem luźne skojarzenie z Elsą Schiaparelli. W ogóle moim zdaniem te ubrania są jak takie polskie, swojskie haute couture spod strzechy i chyba muszę się wgryźć w temat strojów ludowych ;)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Niestety co do daty nie pomogę, bo nie mam tego ani na zdjęciach, ani w folderze. Można podpytać bezpośrednio w ME. Za to Twoje określenie „haute couture spod strzechy” jest rewelacyjne i bardzo trafne. Może uda mi się je kiedyś spopularyzować przy opisie jakiejś innej wystawy – oczywiście z podaniem Autora :)

      • Kamil

        Proszę bardzo ;) Chociaż to smutne, raczej niewielu polskich projektantów inspiruje się twórczością ludową i praktycznie całkowicie o niej zapominają na rzecz niezidentyfikowanego „prawie paryskiego szyku-ąę modą-prawie Raf Simons i w ogóle balensjaga i wersaczi”. A szkoda, bo wzory i wykroje można by było odświeżyć, może jednak niekoniecznie tak, jak zrobił to Arkadius ;)

        • http://www.modologiablog.pl/ modologia

          Podejście Arkadiusa nie jest jedynym możliwym, a poza tym od czasu jego kolekcji już trochę lat upłynęło, więc czas na nowe :) Mnie się czasem wydaje, że sięganie do ludowości kojarzy się jednak wciąż z obciachem i może stąd ten brak sięgania do własnych tradycji? Trudno zgadywać, ale można kiedyś zrobić o tym wpis :)

          • Kamil

            Wpis to dobry pomysł, ale problem jest naprawdę złożony ;)

  • Piotr Dowski

    A ja właśnie czytam Ludowość na sprzedaż Piotra Korduby, którego miałem przyjemność niedawno poznać. Niebawem więc pojawi się na moim blogu recenzja :)
    Ale oczywiście samemu też warto sięgnąć po tę pozycję
    http://www.bookarest.pl/ksiazka/Korduba-Piotr/Ludowosc-na-sprzedaz,61959902894KS

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      No i to mamy literaturę poszerzającą temat. Jak zrobisz wpis, to doklej go proszę w kolejnym komentarzu, zostanie w dobrym miejscu dla zainteresowanych potomnych :)

  • http://www.modologiablog.pl/ modologia

    Dzięki za linka Malwina, zapomniałam na napisać, że dużym plusem folderu było to, że był w dwóch językach. O wystawie o modzie patriotycznej nie słyszałam, więc nie udało mi się jej obejrzeć (nie wiedziałam, że w Krakowie jest Muzeum Fotografii, co za szkoda).

  • Klaudia BArt

    Polecam w tym temacie Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Wybieram się, wybieram, może w listopadzie dojadę.