Oksford – Londyn – wieś

6 września 2013

Za tydzień o tej porze będę właśnie docierać do jednej z wystaw o modzie gdzieś w Londynie. Napisać, że ta myśl mnie cieszy, to mało. Ale najpierw hormon stresu osiągnie swoje apogeum jakoś w godzinach popołudniowych w środę, kiedy to stanę przed audytorium słuchających z różnych krajów świata i opowiem, dlaczego działalność Barbary Hoff w czasach PRL-u była czymś wyjątkowym.

Przedzierając się przez felietony Hoff (i w części także Janiny Ipohorskiej) od 1954 do 1989 roku publikowanych w Przekroju stwierdzam, że warto było część wiosny spędzić w uroczym otoczeniu czytelni UAM. Te felietony, zdjęcia, rysunki to kopalnia informacji o tym, kto i jak ubierał przynajmniej część naszego społeczeństwa. Modelki, fotografowie, różnego rodzaju zakłady odzieżowe i te produkujące obuwie – myślę, że to jest część naszej historii, którą warto i trzeba przedstawiać zagranicą. Bo przy całym szacunku i podziwie dla francuskiego haute couture czy angielskiej rewolucji w modzie lat sześćdziesiątych, podjęcie przez Barbarę Hoff walki o to, żeby Polki (a także Polacy) nie zostali zupełnie zsowietyzowani w kwestii stroju i nie ulegali masowo ideałom estetycznym radzieckiej kołchoźnicy i chłoporobotnika, było czymś wyjątkowym na skalę europejską. Stworzenie kolekcji przy braku materiałów, projektowanie płaszczy z tkaniny na koce – jeśli tylko taka akurat była dostępna, wymagało zarówno olbrzymiej kreatywności, jak i zdolności organizacyjnych. A przy tym olbrzymiego samozaparcia, jeśli takie działania trwały latami i były przede wszystkim misją, bo o korzyściach finansowych nie ma tu raczej mowy. Te 35 roczników Przekroju, w których Barbara Hoff publikowała swoje porady i pokazywała swoje kolekcje  były niesamowitą podróżą w czasie, z którego jednak osobiście pamiętam niewiele (no jednak nie jestem aż tak wiekowa, choć kartki na żywność wspominam zupełnie świadomie).

Wielokrotnie modele z kolekcji Hoff trafiały na okładkę Przekroju i moja ulubiona z nich wszystkich prezentuje się następująco:

P_1983_1990

Okładka jest z 1983 roku, może ktoś z Was naprawdę pamięta jak bluzy z napisem Hoffland sprzedawano w sklepach? Z rzadka odbija mi palemka pod hasłem „muszę to mieć”, ale takiej właśnie bluzy z okładki bardzo, ale to bardzo pożądam. No i do tego TO słowo: „modzi”. Też mnie zachwyca. Od razu proponuję, żeby czasownik „modzić” odnosić do tych osób projektujących ubrania, które robią coś nowego, świeżego – „modzą” właśnie. Jak Wam się podoba?

Przygotowując swoją prezentację myślałam o dwóch sytuacjach: jedna z nich miała miejsce w 1967 roku. Wówczas Przekrój kilka razy opublikował kupon, dzięki któremu można było sobie zamówić sukienkę zaprojektowaną przez Hoff. Założeniem było danie osobom spoza Warszawy możliwości zakupu rzeczy niedostępnych wówczas w innych miastach Polski, innymi słowy: chodziło o dobre publicity. Przygotowano 200 sukienek. A tu z całej Polski, ale także zza granicy, spłynęło kilka tysięcy zamówień. W kopertach z kuponem znajdowały się także ruble czy dolary. Na miejscu doszywano dodatkowe sukienki, ale i tak nie zdołano odpowiedzieć na wszystkie zamówienia.
W pewnym momencie po prostu brakło papieru i sznurka, żeby zwyczajnie wysłać przesyłkę. Cała akcja okazała się porażką i oczywiście winę za to zwalono na Hoff.

A teraz robimy skok w czasie do drugiej sytuacji, do 1964 roku do Londynu, gdzie inna Barbara (też polskiego pochodzenia), czyli Barbara Hulanicki oferuje do sprzedaży sukienkę w różową kratkę, tzw. gingham dress. Dostaje 17 000 zamówień i to umożliwia jej otwarcie butiku i rozkręcenie własnej marki Biba. W Polsce trzy lata później akcja w Przekroju nie miała szans na taki zwrot i umożliwienie Barbarze Hoff otwarcia własnej działalności. Nie w tym czasie i nie w tym reżimie.

W 1988 roku w jednym z numerów Przekroju Barbara Hoff napisała w swoim felietonie kilka zdań na temat obeznania z modą: Na modzie znamy się wszyscy. I to jest na swój sposób piękne. Bo wszyscy ją w jakiś sposób uprawiamy, na jakimś tam szczeblu. I to czy chcemy, czy nie. A nawet czy o tym wiemy, czy nie. A swoją drogą mamy do niej jakiś stosunek. O innych dziedzinach sztuki mówimy nieco ostrożnie, no bo nie chcemy się zbłaźnić, robimy takie kokieteryjne zastrzeżenia. W każdym razie wiemy, że gdzieś tam są jacyś uczeni ludzie, którzy się znają i to przez duże Z. Mnie zależy na tym, żeby Ci ludzie od dużego Z poznali Barbarę Hoff. Przynajmniej na początek. Dlatego proszę: trzymajcie kciuki w najbliższe środowe popołudnie. Zainteresowanych programem konferencji odsyłam tutaj.

A jak już przestaniemy się wymądrzać, to czekają mnie prawie trzy pełne dni w Londynie, gdzie na ten moment mam wynotowanych już sześć wystaw poświęconych modzie i ubiorowi, także po powrocie zarżnę Was opowieściami kto, gdzie i co pokazał. Pewne miejsca to Victoria&Albert Museum z wystawą o latach osiemdziesiątych, Muzeum Designu z wystawą o wykorzystaniu druku 3D i Sommerset House, gdzie zapoznam się z niejaką Miles Aldrige. Dotarciu na wszystkie możliwe wystawy stoi niestety na przeszkodzie nocleg w okolicy Brick Lane, gdzie każdy kolejny budynek to wołanie na pokuszenie w kwestii zakupu perełek vintage (ale nie powiem, żeby spędzało mi to sen z powiek). Nie mówiąc o tym, że kwestią nadrzędną jest znalezienie miejsc z dobrym jedzeniem.

Po tym wszystkim odetchnę kilka dni na wsi i wrócę do Was mniej więcej za dwa tygodnie. Mały urlop od blogowania dobrze mi zrobi, ale może (nie obiecuję, ale może) coś pojawi się na fanpejdżu.

Do następnego wpisu!

  • Joanna Dydynska

    Nie mogę doczekać się tego zarżnięcia opowieściami :-D

    Kciuki są mi niezbędne, ale myślami i duchem – wspieram mocno bardzo bardzo.

    Temat – rewelacja i duma ogromna z Modologii! <3

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Wsparcie duchowe może być ekwiwalentem dla kciuków – dziękuję :)

  • METR52

    O taak. Niech modzenie postępuje wciąż i wciąż. Słowo jak najbardziej do słownika. Przyjemne, ładne, pozytywne.
    Trzymam kciuka za Twoje wystąpienie. Niech stres nie zjada Twoich słów, zdań, myśli, bo znając Ciebie przygotowana jesteś najlepiej jak to możliwe. ;)

    Czekam(y) na wieści. Trzymaj się.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Staram się jak mogę, zwłaszcza, że mi zależy na tym, że to nie tylko ma być ciekawe dla mnie, ale przede wszystkim dla słuchających. Dziękuję za kciuka :)

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ kelly

    A na wykład numer dwa na ten temat można liczyć? Ale już w Polsce ;) „Modzić” brzmi świetnie, że też to słówko nie przedostało się gdzieś dalej, jest piękne!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Myślę nad tym, ale dla polskich słuchaczy zrobiłabym to jednak ciut inaczej, bo u nas mniej czasu potrzeba na przedstawienie realiów PRL-u. Zobaczymy. Jeśli dojdzie do skutku, dam znać. A co do popularyzacji słowa „modzić” – to dla Ciebie pole do popisu :)

  • Kayka Sadowska

    tak, poprosimy wykład w Polsce, koniecznie wyczerpujące relacje z wystaw z fotorelacją! :-) i trzymam kciuki wszystkie cztery bardzo mocno!! powodzenia :-)
    aha, płaszczów nie, to dawna i raczej nie używana forma jest, płaszczy, błąd się wkradł na początku tekstu :-)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dziękuję i za kciuki, i za prawidłową formę :)

  • welldressedmind.blox.pl

    Prezentuj (się) godnie, zwiedzaj efektywnie, odpoczywaj zdrowo i wracaj do nas szybko:)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Z tym odpoczynkiem to średnio wyszło (teraz nadrabiam), ale reszta nad wyraz udana :)