Na jesień: Dior. I konkurs.

30 września 2013

W powietrzu wisi jesień. Jak tylko wyniuchałam jej pierwsze zapachy instynkt kazał mi przygotować legowisko na chłodne wieczory, zrobić zapas napojów i przegryzek i ułożyć stosik lektur, których widok mile łechce oko i odrywa od pracy. Wśród nich biografia Diora, którą łapczywie połknęłam w ciągu ostatnich popołudni.

IMG_0024

Dior. Czyli kto? Ten od New Look’a, od marnotrawienia materiału na sukienki w okresie powojennych niedoborów, ten, którego dom mody przejął Yves Saint Laurent. Sukces New Look to 1947, Dior umiera w 1957. Kojarzymy tylko pewne wydarzenia z ostatniej dekady życia projektanta, a co było wcześniej? W końcu czymś zajmował się przez pierwsze czterdzieści parę lat życia.

Urodzony w 1905 w Granville Dior ma za sobą ciekawą biografię. „Ciekawą”, czyli taką, której pozazdrościmy? Szczerze wątpię. Bo choć urodzony w bardzo zamożnej rodzinie, to niektóre etapy jego życia są nie do pozazdroszczenia: utrata rodzinnej fortuny na skutek kryzysu lat trzydziestych, bieda, niedojadanie, brat, którego trzeba było umieścić w szpitalu psychiatrycznym i siostra, która spędziła rok w obozie koncentracyjnym w czasie II wojny światowej. Mnóstwo uwielbiających go całe życie kobiet i kolejni partnerzy mówiący „zostańmy przyjaciółmi”, kiedy on tak bardzo chciał być kochany. A kiedy już znalazł kogoś, z kim mógł dzielić życie, zmarł.

A jednak czasy, w których żył Dior, były ciekawe. Jest takie powiedzenie „obyś żył w ciekawych czasach”, co niekoniecznie oznacza życzenie szczęśliwego żywota. Czy mogła być nieciekawa młodość w okresie dwudziestolecia międzywojennego spędzona w dużej mierze w Paryżu? Książka skrzy nazwiskami osób z artystycznego światka tego okresu, przewijają się przez nią literaci, malarze, tancerze i projektanci. Jean Cocteau, Coco Chanel, czy Paul Poiret. Wszyscy gdzieś się mijają, spotykają, przyjaźnią lub rywalizują. Najpopularniejszym lokalem w Paryżu po pierwszej wojnie światowej był „Le Boeuf sur le toit”. Bywali tam Picasso, Artur Rubinstein, Maurice Sachs czy Jean Hugo – lista nazwisk jest długa i stanowi świetny punkt zaczepienia do odkrywania twórczości tego okresu.

Intelektualna atmosfera tego okresu niewątpliwie miała wpływ na Diora. Jednak pomysł, żeby zostać krawcem, nie pojawił się od razu. W oczach mieszczańskiej rodziny Diora taki zawód jak krawiec, to był zwyczajny rzemieślnik, a rodzice Christiana widzieli syna w dużo bardziej poważanej profesji. Dior pukał do różnych pracowni, w tym do Luciena Lelonga, wielokrotnie słysząc „pan się nie nadaje”. Jednak coś drgało mu w duszy na myśl o wyborze tego właśnie fachu – może wspomnienia z dzieciństwa, gdy lubił tworzyć karnawałowe kostiumy? (W tym miejscu dygresja: jeśli lubiliście w dzieciństwie robić ubranka dla lalek, to niekoniecznie musi znaczyć, że macie w sobie drugiego Diora. Ale spróbować nie zaszkodzi ;)).

W końcu w 1938 roku Dior otrzymał posadę krawca modelarza u Roberta Pigueta. I to był moment, w którym coś drgnęło. Wtedy po raz pierwszy informacja o istnieniu Diora dotarła do uszu Carmel Snow, naczelnej Harper’s Bazaar. Rok później wybuchła druga wojna światowa i znowu kariera Diora musiała na kilka lat zawisnąć na kołku. I mogłaby tam długo powisieć, bo w czasie wojny Dior został przydzielony do kompanii pomagającej kobietom, których mężów zesłano na front, w uprawie roli. Praca przy zbiorach tak mu się spodobała, że nie chciał początkowo wracać do Paryża, mimo kuszących propozycji pracy w jego wymarzonym zawodzie.

Dom mody Diora został otwarty w 1946 roku dzięki finansowemu wsparciu biznesmena Marcela Boussaca. Zaraz po zawarciu umowy Dior wystraszył się chyba, że jego marzenie ma naprawdę się spełnić i chciał zrezygnować ze świeżo zadzierzgniętej współpracy, ale dzięki wsparciu przyjaciół nie podjął tego kroku. W niecałe dwa miesiące po otwarciu domu, w lutym 1947 roku pojawił się New Look – i w ten sposób Dior w wieku lat 43 rozpoczął swoją światową karierę. Patrząc na swoje nazwisko zawieszone na butiku stwierdził, że gdyby jego mama nadal żyła, nigdy by się na to nie odważył – pamiętając jej oburzenie, gdy chciał pod własnym nazwiskiem prowadzić galerię malarstwa. Zdaniem matki było to co najmniej niestosowne.

Biografia Diora nie skupia się na jego talencie do projektowania jako nadrzędnym elemencie odniesionego sukcesu, ale pokazuje też osoby z jego otoczenia, bez których ten sukces nie byłby możliwy. Jego trzy osobiste asystentki, partnera biznesowego (co pokazuje po raz kolejny, że duet projektant plus menadżer jest świetnym rozwiązaniem), pracujące przy kolekcji szwaczki, muzy i przyjaciół. Talent nie rodzi się w próżni i sam z siebie na niewiele się zda, jeśli nie dołączymy do niego grona dobrych współpracowników.

Jest też w tej książce kilka smakowitych anegdot, jak na przykład ta o oblężeniu domu mody Dior przez prostytutki. Jak do tego doszło? Okażę odrobinę serca i nie ujawnię tej opowieści. A skąd się wzięła Liga Spłukanych Mężów oraz Klub Trochę Poniżej Kolan (nawiasem mówiąc: świetna nazwa)? I dlaczego Pierre Cardin opuścił dom mody Diora?

Jak tylko sięgnęłam po tę książkę zboczenie zawodowe najpierw kazało mi rzucić okiem na ostatnie strony: a tam lista kilkudziesięciu osób, z którymi autorka przeprowadziła wywiady, bibliografia związana z Diorem, kilka filmów oraz lista instytucji, które przyczyniły się do powstania książki. Taki zestaw obiecuje, że książka będzie dobra. I tak faktycznie jest.

Jest w niej co prawda kilka potknięć, na które zwrócił już uwagę Piotr w swojej recenzji na blogu Muzealne Mody, czyli nieuzasadniona odmiana nazwiska Molyneux, który staje się „Molyneuksem”, tajemniczy „kapelusz z kotletem” zaprojektowany przez Schiaparelli, którego nie potrafimy odnaleźć, czy jedno zero za wiele przy podaniu ilości lalek tworzących Teatr Mody (powinno być raczej 200 zamiast 2000). Ja z kolei wyrzuciłabym angielskie słowa i nazwy, w zwrocie „zdobył uznanie top fashion magazines” (s.114), gdy można swobodnie napisać „najlepszych magazynów mody”, a International Wool Secretariat (s. 285) to Międzynarodowy Sekretariat Wełny, nazwa istniejące w literaturze od dawna. Z kolei merchandising na tyle zadomowił się w języku polskim, że raczej tego terminu nie tłumaczymy, ale odmieniamy zgodnie z polskimi końcówkami: zatem „geniusza merchandisingu” zamiast „geniusza merchandising” (s.193). Zbędne jest też określenie „success story Diora”, bo „historia sukcesu” dałaby radę.Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę wyrzucić wszystkie angielskie słowa – bo np. must have nie ma dobrego odpowiednika – ale w niektórych przypadkach można spokojnie skorzystać z polskich odpowiedników. Być może spełniałabym się jako korektorką, kto wie? Szkoda tylko, że tak trudno mi wyłapać literówki we własnych tekstach.

Natomiast cieszy mnie ponowne użycie słowa „modowy” w kontekście „dziennikarki modowej”, bo – jak już pisałam w kontekście biografii Prady – to tylko kwestia czasu, aż w końcu zauważy to słowo słownik języka polskiego.

W książce znajduje się również wkładka ze zdjęciami kreacji Diora, okładki magazynów – w tym okładka magazynu Time z 1957 roku, który to magazyn po raz pierwszy w historii pokazał na okładce krawca. Jest tam również okładka Paris Match, której oryginał mogliśmy w minionym lecie obejrzeć na wystawie „Elegancja Francja” w Poznaniu: Dior z centymetrem w ręku pokazuje, jaka długość spódnicy jest obowiązująca w sezonie.

Moim ulubionym cytatem z całej książki są następujące zdania: „Możliwe, że krawiectwo jest formą ekspresji, która – jeżeli zachowuje się odpowiednie proporcje i pamięta o ulotności – może być porównywana do architektury czy malarstwa. Nawet jeśli ekspresja jest celem początkowym i najważniejszym, kolekcja osiągnie sukces tylko wtedy, gdy jest dobrze skrojona i uszyta”. Proponuję wygrawerować to gdzieś nad głównym wejściem podczas zbliżającego się tygodnia mody w Łodzi.

Na koniec: akcent najbardziej optymistyczny, czyli konkurs. Zasady identyczne, jak w przypadku konkursu o książkę o Pradzie, jedyna zmiana to pytanie konkursowe. Reguły gry są następujące:

1. Pytanie konkursowe brzmi: czy fajnie jest być modnym? Można się zgodzić lub nie. Długość odpowiedzi – dowolna.

2. W konkursie biorą udział wyłącznie odpowiedzi zamieszczone pod tym wpisem na blogu. W konkursie nie biorą udziału odpowiedzi umieszczone na fejsbuku.

3. Konkurs trwa do piątku 4.10. do 23.59. Ogłoszenie wyników nastąpi w sobotę, w godzinach popołudniowych. Zwycięska odpowiedź będzie tylko jedna. Zwycięską odpowiedź wybieram ja i tylko ja, żadne tam lajki znajomych. Osoba, która wygra książkę zostanie poproszona o podanie adresu, na który z pomocą Poczty Polskiej wyślę nagrodę.

4. W konkursie nie mogą brać blogerki i blogerzy, których mam wśród znajomych prywatnie. Choć żadna siła nie broni im udzielenia odpowiedzi na konkursowe pytanie i dzielenia się swoimi przemyśleniami.

5. Aby wziąć udział w konkursie nie trzeba lubić fanpage’a modologii: jeśli jesteś tu właśnie pierwszy raz i Twoja odpowiedź zagwarantuje Ci wygraną i interesuje Cię tylko książka – ok. Osobiście nie znoszę konkursów, w których najpierw trzeba coś „polubić” żeby móc coś wygrać, więc skoro jesteśmy w mojej piaskownicy to ja rozdzielam grabki i wiaderka. A poza tym, naprawdę są ciekawsze rzeczy do roboty niż sprawdzanie czy konkursowicze to fejsbukowi polubowicze.

6. Uprasza się o niewklejanie linków do innych stron do swoich odpowiedzi: odpowiedź ma obronić się sama.

Jasne? Czas start.

* * *

Dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las za przesłanie dwóch egzemplarzy książki oraz za absolutny brak wskazań, co należy zrobić z drugim egzemplarzem.

23.10. nakładem tego wydawnictwa ukaże się kolejna biografia projektanta: będzie to Balenciaga.

Strona wydawnictwa (KLIK), fanpage (KLIK).

  • Michalina

    Sądzę,że fajnie. Chyba większość z nas lubi być chwalonym za wygląd, komplementowanym. Czujemy się wówczas… fajnie :D Jednak coraz częściej zwracamy uwagę na osoby, które nie podążają za modą tylko ubierają się w swoim stylu. Być może Jedni ich chwalą inni hejtują. Jednak oni również podążają za modą chociaż w małym stopniu korzystając np z dodatków. Oni również są modni przez co dobrze się czują. Człowiek modnie ubrany czuję przynależność do większej grupy- jest akceptowany przez społeczeństwo, co dodatnio wpływa na jego samoocenę.
    Pozdrawiam
    Michalina

    P.S Bardzo zainteresował mnie Pani blog i spojrzenie na świat mody. Jestem studentką filozofii spec. komunikacja społeczna w Poznaniu. Czy prowadzi Pani fakultety w Instytucie?

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      W tej chwili nie prowadzę takiego fakultetu, może w przyszłości. Jeśli się pojawi taki pomysł, to na pewno dam znać na fanpage’u.

  • Kayka Sadowska

    Fajnie jest być modnym? Jasne, że fajnie jest być modnym, teraz jedynie nasuwa się pytanie, co to oznacza- „być modnym”? Bo jak to już zdołaliśmy zauważyć na przykładzie Coco Chanel, Diora, Schiap, Poireta i jeszcze paru innych projektantów, ich postrzeganie bycia modnym było diametralnie inne od tego przyjętego przez ogół. Ale przypuszczam, że fajnie im było ubierać się tak, jak się ubierali, byli modni też dlatego, że należeli do modnego towarzystwa paryskiej elity, tutaj już kompletnie abstrahując od ubioru. A dzisiaj fajnie jest być modnym? No tak, fajnie jest być modnym. Na ulicy może zaczepić fotograf zajmujący się street fashion i poprosić o zdjęcie, bo jest się modnym. Można stać się wyrocznią mody w towarzystwie. Można aspirować do roli stylisty albo personal shoppera, ale to już tylko nieliczni mają taki przywilej. Także fajnie jest być modnym. Ludzie patrzą i widzą, że z modą jest się za pan brat i raczej się człowiek nie pojawi na faszynfromraszyn. Ale problem jest taki, że modny dziś nie oznacza modnego sprzed lat. Dzisiaj moda kojarzy się tylko z ciuchami (ja wiem, ze jest modna muzyka, modne sklepy i restauracje, ale pierwsze co przychodzi na myśl, to ubrania mimo wszystko), a tutaj kontekst powinien być i może kiedyś znowu będzie, znacznie szerszy. Bo modny to teraz ‚na czasie’. A kiedyś to był i ‚na czasie’ i reprezentujący jakąś głębszą wartość, nie powierzchowny.
    :-)

  • Ania

    Moim zdaniem fajnie jest wiedzieć, co w modowej trawie piszczy, ale nie jestem przekonana, czy warto ślepo podążać za modą. Miło jest złapać zajawkę na jakieś ubranie lub dodatek, dopasować trendowe rzeczy do swojej sylwetki, modyfikować styl i wyrażać siebie. Byle z głową i bez fiksacji :)

  • Paulina Śledziak

    Czy fajnie jest być modnym? Fajnie jest być modnym… miejscem, ponieważ takie zarabiają najwięcej pieniędzy. Z ludźmi wydaje mi się, że może być inaczej. Bycie „modnym”, w podobnym tego słowa znaczeniu jak w przypadku miejsc, często oznacza brak prywatności i zdziczałe grupy fanów (lub antyfantów), którzy śledzą każdy nasz krok. W tym wypadku wydaje mi się, że nawet wysoki budżet nie jest w stanie tego wynagrodzić. Natomiast bycie „modnym”, czyli ubieranie się modnie, może mieć również kilka oblicz. Ślepe dążenie za trendami często do niczego nie prowadzi. Ubranie staje się przebraniem i może nawet zaczepi nas jakiś streetowy fotograf, albo koleżanka nam powie „wow, ale masz modne ciuszki”, ale co z tego, jeżeli pod całą tą warstwą modnych ciuszków kryje się brak własnego „ja”? Fajnie jest mieć styl i umieć w ten sposób manifestować przez ubiór swój charakter. Niekoniecznie musi być to „modny” ubiór, jeżeli za modne uznamy to, co co miesiąc pojawia się na stronach magazynów modowych. W przypadku kiedy to, co ktoś uznał aktualnie za modne, w żaden sposób nam nie pasuje, nie „czuejmy” tego, to nie warto się na siłę w to wciskać. Trendy w obecnych czasach zmieniają się tak szybko, że ciężko jest za nimi nadążyć. Można tylko dostać oczopląsu i w międzyczasie zbankrutować. Fajnie natomiast jest mieć styl, nawet jeżeli żadna modowa wyrocznia nie uzna go za modny i zgodny z aktualnymi trendami.

  • Paulina

    Uważam, że bycie modnym i bycie trendy to dwie różne rzeczy. Moda istnieje od początków ludzkości, natomiast trendy mają sezonową żywotność. Więc, według mnie nawet jeśli ktoś nie interesuję się trendami i tak jest modny, ponieważ nosi ubrania, a czasy same określają najmodniejsze fasony. Człowiek taki nawet tego nie świadomy jest modny :) Najlepsze w modzie jest również to, że określamy samych siebie, swoją indywidualność, poglądy, pasje, grupę społeczną i kulturową :)

  • czapla1101

    Tak, fajnie jest być modnym. Fajnie jest nosić modne ubrania, bywać w modnych miejscach, prowadzić modny tryb życia. Żeby robić to wszystko, trzeba móc sobie na to pozwolić – przede wszystkim pod względem materialnym. Trzeba mieć nieco pieniędzy na nowe ubrania, nawet jeśli kupuje się je w lumpeksie (co samo w sobie także jest w pewnych środowiskach modne). Niezbędny jest także wolny czas, który można poświęcić na planowanie i dobieranie stroju. Potrzeba odrobiny wiedzy o tym, co jest modne. Modna osoba żyje fajnie – posiada pewien nadmiar pieniędzy, czasu i energii, który może poświęcić na dobieranie garderoby. Od wieków modny strój (a także styl życia) świadczy o wyższym statusie społecznym, a to także jest fajne. Nie jest to niezbędne, by żyć szczęśliwie, zwykle nie wzbogaca nas duchowo, nie wpływa znacząco na naszą kondycję fizyczną czy moralną – bycie modnym jest po prostu fajne.

  • Agata

    Moim zdaniem bycie modnym wcale nie jest równoznaczne z „fajnością”. Usilna chęć bycia modnym i na czasie często kończy się na kompletnie odmiennym odbiorze przez ludzi którzy nas otaczają, a to przecież oni są gremium decydującym o naszej fajności w ten czy w inny sposób. Osobiście szanuje, podziwiam i staram się przyjaźnić tylko z osobami które coś sobą reprezentują, mają tzw. „własny styl”. Nie koniecznie musi się on przejawiać w ubiorze (zresztą to samo dotyczy bycia modnym). Styl to świadomość własnych przekonań, własna tożsamość i odwaga do dzielenia się własnymi poglądami / opiniami (np. przez odmienny styl ubierania czy aktywny sprzeciw przeciwko traktowaniu zwierząt). Bycie modnym jest dla mnie równoznaczne ze stratą własnego „ja” na rzecz wyboru jakiego dokonała za nas większość bądź jakieś wysoko postawione grono, który tak naprawdę nie ma nic wspólnego z nami. Bycie modnym to nic innego jak utrata własnej tożsamości na rzecz poczucia iż należymy do społeczności, gdzie nie musimy podejmować żadnych decyzji i zachowujemy się jak typowe owce w stadzie :(.

  • Nana

    No jasne, że fajnie! Bo jeżeli ktoś nie wstydzi się własnej osobowości i potrafi to pokazać za pomocą ubioru to co może być w tym niefajnego?
    Jeżeli za strojem nie kryje się żadna fałszywość, nienaturalność i kopia innych ,a w dodatku wygląda to dobrze wizualnie to więcej niż fajnie. Bo bycie sobą i pokazywanie tego jest więcej niż fajne ;)

  • mira

    Dla mnie być modnym oznacza – być sobą, akceptować siebie, umieć spojrzeć na siebie krytycznym okiem, mieć swoje poglądy i umieć je obronić; i to jest fajne. Strój, makijaż, fryzura, pieniądze itp. to tylko marne tło dla tego jacy i kim naprawdę jesteśmy, bo z „pustego i Salomon nie naleje”. W związku z powyższym – fajnie jest być modnym.
    Dziękuję.

  • Aleksandra Tyka Grzesiak

    Oczywiście, że fajnie być modnym. To oznacza, że większość społeczeństwa uważa że jesteś na topie, na czasie i wiesz co w modzie piszczy (a przynajmniej w sklepach, które serwują uproszczone i uładnione trendy). Bycie modnym jest przyjemne, tak jak przyjemne jest bycie po prostu fajnym. Można od tego zostać blogerką i stylistą mody, zarabiać pieniądze i chodzić do modnych miejsc.

    Można się odgradzać od chęci bycia modnym (a idąc dalej, bycia fajnym), ale tak naprawdę, głęboko w środku, większość z nas, nie obraziłaby się na komplementy i poczucie bycia „wow” w mniemaniu innych. Tacy jesteśmy. Dlatego bycie modnym jest fajne.

  • Basia

    Bycie modnym nie jest wcale łatwym zadaniem. Trzeba poświęcić odpowiednią ilość czasu na śledzenie najnowszych trendów, do tego dochodzi spędzanie czasu na zakupy i dopasowywanie ciuchów do pozostałych które posiadamy. Zmiany witryn sklepowych następują szybciej niż zdąży się zauważyć, że ta super burgundowa czapka już wyszła sobie z mody. Chcąc być modnym ucieka czas w którym chcielibyśmy pomagać starszym robić zakupy, biegać z własnymi dzieciakami po paru, pić piwo z kumplami, pisać kolejną publikację. Pozwolić sobie na bycie abnegatem? Ok, ale wówczas możesz nie dostać tej pracy, kolega drugi raz nie zaprosi na kawę.. Bycie modnym to nieodstawanie od reszty, konformizn i odrzucenie innych czasochłonnych zajęć/hobby/sportów jakimi chcielibyśmy się zająć. Bycie modnym nie jest fajne gdy mamy poczucie straty czasu i bezcelowego pędu za czymś co realnie nie zbawia świata, nie wychowuje nam dzieci, nie przynosi pieniędzy na chleb i nie czyni nas lepszymi ludźmi.

    • Guest

      Hmmm, zajrzałam dopiero dzisiaj i od razu chciałam przystąpić do konkursu, ale wszystkie mądrości zostały już opisane w komentarzach powyżej :(.
      Pozostała mi księgarnia :)

      Pozdrawiam serdecznie

  • Aga

    Hmmm, dopiero co zajrzałam i od razu wzięłam się do pisania swych mądrości na temat mody, ale po przeczytaniu komentarzy uświadomiłam sobie, że wszystkie mądrości zostały już opisane :(

    Jutro idę do księgarni :)
    Życzę powodzenia wszystkim biorącym udział w konkursie i pozdrawiam serdecznie.

    • http://modologiablog.pl modologia

      A może jednak spróbujesz? :)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      A może jednak spróbujesz?

  • matt

    Czy fajnie jest być modnym?

    Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć dziś w sposób jednoznaczny. Bo co moda oznacza dzisiaj? Mimo mojej wielkiej i prawdziwej miłości do mody (która ciągle tli się
    gdzieś w zakamarkach serca – przez chwilę byliśmy naprawdę blisko :)) stwierdzam, że w dzisiejszych czasach bycie modnym oznacza jedynie coraz bardziej spotęgowany kult hedonizmu. Każdy z nas chce uczestniczyć w światowej
    paradzie mody bez głębszej refleksji nad jej istotą. Wszystko podporządkowane jest jednemu celowi: sprzedawaniu złudzeń i potęgowaniu iluzji. Moda stała się już chyba czymś więcej – ogromną wszechogarniającą siłą, kształtującą i kierującą bezrefleksyjnymi masami. Dokonało się w ten sposób po raz pierwszy w historii odwrócenie ról. Z podmiotu, którym dotychczas byliśmy dla mody, staliśmy się jej przedmiotem sami niejako ją upodmatawiając. Moda coraz mocniej kreuje dziś w nas nowe, wyimaginowane potrzeby, ulegające głębokiej internalizacji przez co odczuwamy je jako własne. Coraz bardziej chcemy jej doświadczać w każdym aspekcie naszego życia, a gdy nie jest to możliwe odczuwamy wewnętrzny dyskomfort. Gdy z kolei jej doświadczamy, często świadomie bądź nie krzywdzimy innych (vide ostatnie wydarzenia w Bangladeszu). Tak więc moda stała się w pewien sposób mechanizmem zniewolenia umysłu, a czasem i przyczyną krzywdy innych ludzi, przy jednoczesnym utrzymywaniu nas w poczuciu iluzji wolnego i świadomego wyboru. Moda stała się podstawową siłą napędową kapitalizmu (ale to już temat na osobną rozprawkę:))
    I mimo, iż mój głos w sprawie bycia modnym może troszkę odbiegł od tematu – nie
    chcę aby jego odczytanie zawierało się w czysto ideologicznych kategoriach
    akceptacji bądź odrzucenia.

    Pozdrawiam

  • Małgorzata

    Czy fajnie jest być modnym? Może i tak, mnie jednak zupełnie nie zależy na tym by być modną. Ktoś w jednym z kryminałów Agathy Christie mówi o jednej z bohaterek, że jest „just odd, peculiar”. Fajnie byłoby być właśnie taką osobą. Lubię wyglądać trochę inaczej niż inni. Te szeroko otwarte oczy przechodniów, czy koleżanek w pracy. To jest właśnie to)))

  • http://bezpowodu.blogspot.com/ Koleta

    Zdecydowanie fajnie jest być modny! Nawet więcej: warto być
    modnym, choć, wbrew pozorom, wcale nie jest to takie proste.

    Czym dla mnie, osoby będącej za byciem modnym, oznacza to
    określenie? Mieć swój styl, umieć korzystać z trendów, dobrze wyglądać, być ubranym,
    a nie przebranym? Wszystko to mieści się w mojej definicji, mającej jednak za
    punkt numer jeden „Czuć się ze sobą i w tym co ma się na sobie
    dobrze”. Fajnie to czuć patrząc w lustro :)

    Fajnie jest być modnym, także poza sektorem odzieżowym. Zdrowo
    jeść, biegać, mieć ten samochód, ten telefon, przeczytać tą książkę i być na
    premierze tego filmu. Słowa „być modnym” stają się synonimem
    „być obecnym”, zawsze tam gdzie trzeba (i/lub warto).

    Tym co z moim doszukiwaniu się fajności w byciu modnym najbardziej
    mnie zaskoczyło i szalenie mi się spodobało, jest fakt, że wg mnie… być
    modnym to mieć wpływ, choćby na postrzeganie nas przez innych i kreowanie
    kawałka świata wokół nas.

  • Ulisses delaHeniu

    Według mnie niefajnie jest być modnym. Bycie modnym musi być ciągłym stresem, życiem pod presją, że jest się z czymś w tyle za innymi, ciągle wyszukiwanie nowosci i to nowosci ktore sie przyjmą w szerszym gronie. Modnym byc to jednoczesnie nosic nowinki jak i to co popularne, przykladowo- skoro teraz na wybiegu pojawila sie skora weza w 3 pokazach, koniecznie trzeba ja zdobyc, bo za chwile bedzie ona w sieciowkach i wszyscy beda w niej chodzic- a wtedy to juz bycie jak wszyscy a nie bycie modnym, na czasie.
    Ale za to byc stylowym, miec wlasny ukierunkowany, ulubiony, lub po prostu charakterystyczny, swój styl, ktory dopelnia nas jako osoby i pasuje do nas to jest juz super sprawa:) moze nam nawet pomoc niekiedy w zyciu, a juz na pewno sprawia przyjemnosc nam i innym gdy na nas patrza:)

  • Anna

    Bycie modnym… właściwie co to znaczy. Mieć modne ubrania, telefon komórkowy, okulary czy przebywać w modnych miejscach? W słowniku socjologicznym Krzysztofa Olechnickiego i Pawła Załęckiego pod definicją „moda” napisane jest, iż jest to „…powszechnie uznawany za pożądany w danej zbiorowości społecznej, przejściowy i zmienny styl, sposób ubierania się, zachowywania, prowadzenia konwersacji, wyrażania poparcia i dezaprobaty itp. Znajdujący odzwierciedlenie w obowiązujących normach i wzorach grupowych. Moda praktycznie obejmuje wszystkie dziedziny rzeczywistości społecznej”.
    Jeżeli „modą” jesteśmy my to jak najbardziej fajnie. Natomiast jeśli jest to na potrzeby bycia zauważonym, akceptowanym to zdecydowanie nie. Bycie modnym osobiście odbieram być na czasie z wiedzą ogólną, czytać książki, wiedzieć co się w świecie dzieje i mieć pojęcie i zdanie na każdy temat. Modnym być to według mnie także intelekt, czyli czytanie książek, studiowanie (nie chodzi o uczelnie, lecz pogłębianie swoich zainteresowań/pasji), poszerzanie słownictwa oraz życie kulturalne. Na koniec czym dłużej się zastanawiam to „bycie modnym” to co pół roku zmiana garderoby, czasem jednak „perełki” można schować do worka próżniowego i ubrać za 5/10 lat, bo znając modę będzie znów modne :).

  • Katarzyna Wójcik

    Fajnie jest być modnym, bo kojarzy się to z życiem przepełnionym fajnymi ludźmi, którzy chodzą w równie fajne miejsca, będąc ubrani najfajniej na świecie. Zewsząd bombardują nas reklamy, okładki czasopismi książek, które wręcz krzyczą, że nie wypada nie podążać za spragnionym luksusu tłumem. Efektem czego jest chociażby polska blogosfera. W przeciągu niespełna 6 lat mnóstwo dziewcząt i chłopaków udowodniło, że nie tylko marzą o tym, by być modnym, ale rzeczywiście kupują modne ubrania i mają pomysł na siebie. Część z nich utworzyła z tej niepozornej formy przekazu swoje główne źródło dochodu. W chwili obecnej stanowią przykład dla swoich rówieśników, prawdziwą inspirację i dowód na to, że marzenia rzeczywiście się spełniają. Trzeba tylko stać się modnym, choć to jak się okazuje, nie jest takie proste. Nie wystarczy wykupić wszystkich rzeczy z najnowszych kolekcji, założyć na siebie i dumnie paradować ulicą. Tu liczy się kreatywność i wierne odwzorowanie własnego „ja”. Świadomość wyboru, która wymaga wielkiej motywacji i pracy. Nie sztuką bowiem jest być modnym dla samego bycia. Sztuką jest znalezienie wśród zmienności sezonów i kolekcji czegoś, co rzeczywiście do nas pasuje, nie przytłacza, sprawia, że czujemy się lepsi, nie epatując próżnością, a będąc po prostu sobą.

  • vinga

    bycie modnym – nie (zawsze kojarzy mi się to z kopią kopii i brakiem pomysłu na siebie), bycie stylowym – tak

    nie mam fejsbuka, więc cudownie, że nie muszę niczego polubić:)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dziękuję za odpowiedź, ale niestety już po konkursie. Ale wkrótce kolejny, na równie bezfejsbukowaych zasadach, więc zapraszam.

      • vinga

        tak, wiem. jak opublikowałam komentarz zorientowałam się, że mi się tygodnie pomyliły:) cóż, czas umyka mi między palcami…