„Chcę tylko, żebyś mnie kochał”

12 października 2013

Co się kryje za tym dramatycznym stwierdzeniem? Zakończona niedawno w londyńskim Sommerset House wystawa fotografii Miles’a Aldridge’a pod takim to właśnie tytułem. Zdjęcie zapraszające do odwiedzenia wystawy wręcz atakowało kolorem, a ja bez oporów weszłam w rolę bezbronnej owcy prowadzonej do galerii. Wystawa z gatunku „w sam raz”, czyli kilkadziesiąt fotografii okraszonych niewielką ilością tekstu, tak by zwiedzający nie utonęli w nadmiarze wrażeń i informacji.

IMG_0111

Tego, że fotograf ma słabość do mocnych zestawień kolorystycznych i kobiet jako bohaterek, które stawia przed obiektywem, nie trzeba chyba było podawać w materiałach prasowych, bo jest to jeden z elementów, który od razu rzuca się w oczy. Zdjęcie zapraszające do wejścia pochodzi z sesji z 2011 roku zatytułowanej Home Chic. Możecie ją obejrzeć na stronie włoskiego Vogue’a (KLIK).

Jak tak sobie patrzyłam na te piękne, kolorowe kobiety – tak piękne, że aż plastikowe – nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że fotograf pomimo całego ciężaru glamuru dodanego do prostych, kuchennych czynności, i tak puszcza do nas oko: „Ok, to jest sesja dla Vogue’a – jak inaczej miałaby wyglądać? To nie jest miejsce do pokazywania rzeczywistości, rzeczywistość masz na co dzień”. Sesja ostatecznie budzi u mnie rozbawienie – podobnie jak i inne utrzymane w rodzinno-domowych skojarzeniach (Family Portrait czy A Perfect Mum), bo jest tak przerysowanym obrazem rzeczywistości, że nie można brać jej na serio. Można aspirować do zbliżenia się do doskonałości prezentowanej przez modelki na łamach magazynów, ale gdy owa modelka jest wręcz nad-doskonała, to bardziej przypomina nieistniejącą kosmitkę niż w jakimkolwiek stopniu kobietę, do której chciałabym się zbliżyć. Sceny z życia domowego, które powracają w pracach fotografa są efektem obserwowania własnej matki, która została pozostawiona wraz z dziećmi przez męża. Ile takich historii znamy? A fotografie Alridge’a pokazują jak daleko pada sytuacja z życia wzięta przerobiona na luksusową wersję rodzinnego dramatu. Nawet groszek rozsypuje się z klasą po podłodze.

Poza sytuacjami rodzinnymi fotograf sięga też po motywy hollywodzkiego glamuru, ewidentną inspirację pracami Helmuta Newtona (sesja Minuit), widać też zamiłowanie do filmów Hitchcocka czy Felliniego. I to śledzenie tropów poprzez kolejne fotografie z różnych sesji jest fascynujące. Skąd akurat taki, a nie inny motyw? Taka twarz? Takie ustawienie? Takie kolory? Czasami jest to bardziej, czasami mniej dosłowne. Jeśli znacie filmy Hitchcocka lub widzieliście film Davida Lyncha „Blue Velvet” wyłapiecie od razu stosowne motywy. Część fotografii Alridge’a z różnych sesji możecie przejrzeć na stronie galerii Stevena Kashera – dzieli Was od nich jeden KLIK.

Na samym końcu wystawy pojawiły się zdjęcia, które najbardziej zapadły mi w pamięć i do tej pory krąży wokół mnie pytanie: czy Matka Boska może być seksowna? Bo w sesji Immaculée z 2007 roku na jednym z ujęć modelka wystylizowana na Matkę Boską rozchyla usta w oczywistej ekstazie. Na innym – trzyma ręka na piersi i patrzy na nas bynajmniej nie niewinnym wzrokiem. Z niepokalaną dziewicą łączy ją chyba tylko szata i chusta na głowie. Byłabym bardzo ciekawa, jaka byłaby reakcja wierzących oglądających taki obraz Matki Boskiej. Przy całej uwodzicielskości tych ujęć, uważam, że one nie są wulgarne. Igrają z tematem, który wciąż ma w sobie element tabu, ale moim zdaniem nie są obraźliwe. Choć to oczywiście bardzo mocno związane jest z wyznawanymi przez każdego z nas wartościami. Nie mam wielkich wątpliwości co do prac Aldridge’a prezentującego jego wersję Matki Boskiej, ale kiedyś pisałam o sesji na cmentarzu i do tej pory uważam ją za nietrafioną.

Tak sobie myślę, na ile sposób portretowania kobiet przez fotografa – jako nad-perfekcyjnej pani domu i matki, gwiazdy dużego ekranu, czy uwodzicielki – jest tylko pewną kreacją, fantazją płynącą z obserwacji otoczenia i wymienionych źródeł inspiracji. a na ile faktycznie jest to jego sposób widzenia kobiet. I czy, sugerując się tytułem wystawy, kobiety przyjmują wszystkie te role żeby za wszelką cenę zdobyć miłość mężczyzny? To byłby dosyć smutny wniosek. Niemniej wystawa była dużym przeżyciem dla oka, a towarzyszący jej album wydany przez wydawnictow Rizzoli wart jest swojej ceny (o ile akurat dysponuje się wolną gotówką na ten cel, czego nie mogę o sobie powiedzieć). Ale od czego mamy internety i wyszukiwarki, pogrzebcie trochę i zobaczcie to szaleństwo kolorów. Na nadchodzącą chłodną porę – idealne.

  • Kasia

    Polecam obczajkę całej rodziny Aldridge’ów. Ta dziewczyna za zdjeciu w poście to modelka Ruby Aldridge, siostra Milesa, zresztą nie jedyna modelka spośród tego pokolenia. Alan Aldridge, ojciec, jest rysownikiem i projektantem graficznym – to on robił te krejzi psycho rysynki dla Beatelsów czy plakat do Chelsea Girls Warhola i Morriseya.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dzięki za podpowiedź, tego nie wiedziałam, rozejrzę się.