10 tekstów, które warto znać, by uniknąć „efektu Chajzera”

14 października 2013

No dobrze. Pośmialiśmy się z fanów Gutenberga, Gotta i Hannawalda? Pośmialiśmy się. Szczerze, z serca, czasem z serca bólem, a czasem z żalem. Efekt jest taki, że po raz kolejny do całej masy osób w ogóle niezwiązanych z jakimkolwiek aspektem modowego światka dotarł jasny przekaz: ci od mody są głupi. Jak nie, jak tak, telewizja śniadaniowa wszak nie kłamie. Szydzić możemy w nieskończoność. To nie był kamyczek rzucony w PR mody szeroko rozumianej, to był głaz. Powiedzieć teraz „jestem modową blogerką” to towarzyskie samobójstwo.

No dobrze. A co możemy zrobić, żeby taka sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości? Mogę podejść do tego w jedyny znany mi sposób: po belfersku. Nie ma czego ukrywać, lubię uczyć i czasem na blogu również dopuszczam do głosu moją wewnętrzną belfrzycę. I co ona radzi? Radzi … czytać.

Dostałam już raz, drugi i kolejny pytanie o książki, które można by przeczytać, żeby się czegoś więcej o tej modzie dowiedzieć, czegoś, co wykracza poza kolorowe magazyny czy blogi. Pojawiła się nawet wątpliwość, czy jest cokolwiek w języku polskim. I odpisując po raz kolejny doszłam do wniosku, że zrobię taki właśnie wpis o lekturach dla zainteresowanych początkujących. Część z Was pewnie zna już teksty, które poniżej polecam, ale może nie wszystkie. Chętnie też się dowiem, co czytacie lub czytaliście w początkach swoich zainteresowań modą.

Na pierwszy ogień pójdą zatem teksty, które są w języku polskim, są dostępne w wielu bibliotekach lub można je czasem upolować na allegro za parę złotych. Od razu zaznaczam, że nie każdą książkę uważam za specjalnie powalającą pod względem treści, ale dziś staramy się dotrzeć do tego, co już zostało wydane i co można zdobyć bez ponoszenia większych kosztów (czyli o romansie z amazonem będzie przy innej okazji). Dziś nasza pierwsza randka z lekturami, po których można zdecydować, czy potraktujemy ten związek poważnie, czy zostaniemy tylko dalekimi znajomymi.

IMG_0004

1. Na pierwszy ogień musowo idzie esej „Filozofia mody” Georga Simmla. Tekst niedługi, moje wydanie ma jakieś trzydzieści stron, pisany bardzo przystępnym językiem, więc całość jest zrozumiała dla każdego. Czytamy, bo to jeden z podstawowych tekstów, który stara się odpowiedzieć na pytanie, czym jest moda, jak można ją scharakteryzować i zdefiniować. Nie twierdzę, że ten tekst z 1905 roku w każdym punkcie przetrwał próbę czasu, ale ładnie porządkuje myśli.

2. Po tym jak bohatersko przebrnęliśmy przez owe dzieści stron samego tekstu, ani pół obrazka, sięgamy po „100 lat mody” wydane niedawno przez wydawnictwo Arkady. Po tekście Simmla chcemy zakochać się w historii mody XX wieku, a nic nas lepiej nie uwiedzie niż ten pięknie ilustrowany album. Plus ma krótki, acz konkretny opis tego, co najważniejsze w wieku XX. A jeśli wczytamy się w podpisy pod zdjęciami i rysunkami, to wyłapiemy wiele bezcennych szczegółów i informacji. Zobaczcie TUTAJ.

3. Wtedy będziemy mogli znów ruszyć na podbój tekstu, czyli – patrząc na sytuację na polskim rynku wydawniczym – po tekst-świeżynkę, bo już z 1979 roku. Sięgamy po książkę „Potęga i urok mody” niemieckiego socjologa Rene Koeniga. O ile dobrze pamiętam, w kilku miejscach widać, że to poziom wiedzy z lat siedemdziesiątych i niektóre podejścia się zmieniły, ale nie chodzi o to, żeby teraz wybrzydzać. Jest po polsku, dotyka problemów rozprzestrzeniania się mody, przemian w niej zachodzących i zawiera kilka ciekawych odniesień na przykład do literatury – ja na przykład sięgnęłam po szekspirowską sztukę „Wiele hałasu o nic”, żeby poznać kontekst cytatów o modzie w tym dziele sprzed wieków. Po prostu czytając mamy z tyłu głowy, że stan wiedzy od 1971 roku, gdy książka została po raz pierwszy wydana, uległ zmianom i tyle.

4. Pojawia się nagląca potrzeba powrotu do książki bardziej obrazkowej, więc zabieramy się za „Historię mody XX wieku” Gertrudy Lehnert. Kiedyś już o niej pisałam, więc nie chcąc się powtarzać – KLIK. Sprawdźcie tylko w trakcie lektury, kto faktycznie wchodził w skład anwerpskiej szóstki, bo w tym punkcie autorce trochę się noga podwinęła, ale poza tym mamy przegląd wieku XX i więcej tekstu niż w albumie „100 lat mody”. Dwudziesty wiek może zacząć jawić się jako pewien logiczny ciąg zmian w modzie, szczególnie kobiecej, może zacznie nam się w głowie układać zupełnie ciekawa historia.

5. Tę historię może należałoby nieco poszerzyć, więc warto zajrzeć do innej publikacji wydawnictwa „Arkady”, czyli książki Aliny Dziekońskiej-Kozłowskiej „Moda kobieca XX wieku”. Tytuł nieco zwodniczy, bo ów wiek XX kończy się w książce na początku lat sześćdziesiątych – jak dla mnie urywa się w najciekawszym momencie, ale nic dziwnego, bo książka została wydana w 1964 roku, a jej reprint nie został rozszerzony o kolejne dekady. Niemniej, chronologiczny układ książki sensownie uporządkuje naszą zdobywaną z takim uporem wiedzę. O tej książce też już kiedyś wspominałam, więc KLIK.

6. Nadszedł czas na powrót do klasyki z teorii mody, czyli książkę Thorsteina Veblena „Teoria klasy próżniaczej”. Opublikowana po raz pierwszy w 1899 roku na język polski została przetłumaczona … oględnie mówiąc z poślizgiem konkretnych paru dekad. Sięgamy bo? Bo czasem w różnych artykułach można natknąć się na określenie „próżniacza konsumpcja” czy ” teoria klasy próżniaczej” – a to z Veblena właśnie. Nie zawsze jest to wyjaśnione, a warto znać źródło. Ponownie zachęcam, bo tekst nie jest trudny, aczkolwiek przydługi i obecnie stracił na aktualności, ale ponieważ zaliczamy go do tak zwanych „podstaw”, to … oczywiście czytamy.

7. W tym miejscu może zakiełkować nam w głowie małe ziarenko ciekawości: no dobrze, tyle o tej zachodniej modzie czytamy, ale przecież i u nas, w kraju nad Wisłą, ludzie nago nie biegali. Jest coś do poczytania? No oczywiście. Przeciekawa książka Anny Pelki „Teksas-land. Moda młodzieżowa w PRL” i to wydana nie tak dawno, bo w 2007 roku. Bonusowo dobra wiadomość, że Anna Pelka przygotowuje dla nas nową lekturę zatytułowaną „Z politycznym fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD”. I jak tu się nie cieszyć?

8. Pozostając w polskich realiach, świetną monografię przygotował Maciej Chłopek opisując zjawisko bikiniarzy. To jest jedna z moich ulubionych książek, jeśli chodzi o przedstawienie polskich realiów w zakresie tematów związanych z modą. Uważam, że książka powinna zostać przetłumaczona na angielski, bo opracowanie jest bardzo dobre. Już kiedyś się nim zachwycałam i nadal gorąco polecam – KLIK.

9. Jest też książka sprzed kilku lat, która jakoś nie może doczekać się wpisu na blogu, a jej lektura dała mi mnóstwo radości. Chodzi o pracę „Od skarpetek Tyrmanda do krawatu Leppera” Piotra Szaroty, który zanalizował styl kilku wybranych polskich osobistości. Poza bohaterami wymienionymi w tytule autor zajął się również Markiem Hłasko, Kaliną Jędrusik czy Czesławem Niemenem. Nasze, polskie, dobre.

10. Dziesiątkę zamknę książką Marka Hendrykowskiego „Moda i film”, w której mojej ulubione rozdziały to te o filmie i modzie w PRL-u oraz o Edith Head. Nadal co prawda uważam, że to skandaliczne napisać książkę o modzie i filmie całkowicie pomijając serial „Seks w wielkim mieście”, ale ze względu na fantastyczną filmografię na końcu książki mój żal zostaje nieco złagodzony.

Właściwie to myślałam, że nie dobrnę do dziesiątki, a zostało mi na krześle jeszcze kilka pozycji, które wytargałam z regału. Nie zmarnują się, pojawią się przy innej okazji. Myślę, że dziesięć pozycji na początek wystarczy. Mam nadzieję, że na zachętę.

Kiedyś ktoś zadał mi pytanie, czy to nie jest jednak trochę frajerstwo z mojej strony, robić takie zestawienie, bo w końcu te książki same do mnie przyszły, też powoli je odkrywałam i trochę czasu mi to zajęło. A teraz tak po prostu podaję je na tacy i zaoszczędzam czasu na poszukiwania innym. No więc nie uważam tego za frajerstwo. Mam taki upierdliwy pedagogiczny gen, który skierował mnie tam, gdzie skierował (czyli na uczelnię) nie bez powodu – lubię dydaktykę, nic na to nie poradzę. Zdobywanie wiedzy dla tego, żeby wiedzieć jest fajne, ale energię daje możliwość podzielania się nią z innymi. I jeśli to strasznie naiwne wierzyć, że taka lista lektur może cokolwiek zmienić w zainteresowaniu większej ilości osób czytaniem książek o modzie, to tak: jestem naiwna do bólu. I może jeszcze bardziej naiwne jest to, że wierzę, że jeśli coraz więcej osób będzie czytać i połknie takiego modowego bakcyla, to za jakiś czas wpłynie to na jakość powstających nowych tekstów, bo wyedukowany czytelnik to wymagający czytelnik, który nie da sobie wcisnąć byle czego. I na tym mi zależy, o święta naiwności.

Przyjemnej lektury życzę.

  • Kayka Sadowska

    cudownie! Dziękuję serdecznie, bo dwie książki podrzuciłaś Dominiko i udało mi się je w antykwariacie znaleźć! :-)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      No to pięknie, cokolwiek upolowałaś – mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

  • Frenja Moja Moda

    Bardzo się cieszę, że popełniłaś taki wpis. Ja w przeciwieństwie do „ekspertów” Chajzera nie będę się kreować na wszechwiedzącą i bez bicia się przyznam, nie czytałam wszystkich tych pozycji. Zamierzam to jednak nadrobić.
    A na marginesie czy mogłabyś polecić (a może sporządzić kolejny wpis?) publikacje o historii mody obejmującej szersze okresy niż XX wiek? Ale może nie koniecznie „Historia mody” Boucher’a :-)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      No akurat z Boucherem to ja mam problem, bo to jest taka strasznie sucha książka. A o te z historii mody poza XX wiekiem to chodzi o czasy wcześniejsze, czy o początek XXI wieku? W tym pierwszym przypadku jest fajna książka, ale po angielsku (Christopher Breward „The culture of fashion”), ale ja się rzadko zapuszczam poza wiek XX, więc trudno mi coś wyłuskać.

      • Frenja Moja Moda

        Poszukuję czegoś przed XX wiekiem i też mam poczucie, że Boucher jest taki… mało przysiadalny. Zbadam „The culture of fashion”. Dzięki!

  • olgacecylia

    O, super, przyda się :-)