A Ty? Masz blogerkę w lodówce?

21 listopada 2013

Nie wiem, czy to kwestia jesieni, skróconego dostępu do słońca, czy może większego przestoju, ale mam od pewnego czasu wrażenie, że jakowyś marazm tknął modową blogosferę, szczególnie zaś jej pisaną część. Przypominam sobie, że rok czy dwa temu recenzje po łódzkim tygodniu mody sypały się z taką częstotliwością, że nie nadążałam z czytaniem. W tym roku nie wiem, czy było tak nudno, czy czas goni piszących o osobach projektujących ubrania w naszym nadwiślańskim kraju, więc albo pojawiały się recenzje zbiorcze (wrażenia z całego tygodnia w jednym wpisie), lub też nie pojawiły się wcale (efekt braku akredytacji?). Albo skapują wolno i jakby bez większego entuzjazmu. Oczywiście, że ilość nigdy nie przekłada się na jakość, ale i tak widzę, że recenzji jest mniej.

logo-fb (1)

Przyznaję, że brak mi trochę szerokich, subiektywnych spojrzeń na różne kolekcje, bo są one dla mnie dużo ciekawsze niż te z różnych magazynów, mniej lub bardziej z modą związanych. Co prawda jest też kategoria, która nieźle się trzyma, czyli „wpisy z łódzkiego tygodnia mody” ograniczające się do opisu „co miałam/em na sobie” i z kim mam razem fotkę, ale te z założenia interesują mnie mniej lub wcale, bo i tak nie mam szans żeby skorzystać z tych pomysłów i choć trochę podobnie się ustroić w mojej mało glamur pracy przed ekranem komputera. Wracając do modowych tekściarzy i tekściarek: może jest tak, że blog spełnił już swoją rolę, pojawiły się dzięki niemu lub obok niego jakieś inne pomysły na zajmowanie się szeroko rozumianą modą i po prostu pisanie bloga spadło o kilka oczek niżej na liście priorytetów?

Bodajże pod informacjami na fanpejdżu Art&Fashion Festival pojawił się kiedyś komentarz osoby, która na widok spotkania z blogerkami napisała coś w rodzaju „blogerki? zaraz wyskoczą mi z lodówki”. I wtedy pomyślałam sobie, że właśnie nie, nie wyskoczą. A już na pewno nie z mojej. Dlaczego? Zaczęłam się zastanawiać, jak długo można regularnie oglądać bloga ze stylizacjami danej blogerki, która – jeśli ma już wyrobiony jakiś styl – siłą rzeczy popada w pewną sztampowość. Nawet jeśli za każdym razem pokazuje się w nowych ciuchach, to one i tak są najczęściej pod jedno dyktando. Po co wchodzić na takiego bloga codziennie, skoro przewinięcie stylizacji zebranych w ciągu miesiąca można zrobić w kwadrans i po sprawie? Oczywiście, że rozciągam na ogólne spostrzeżenie moje własne podejście, ale … chyba nie tylko moje. Szafiarkom, które odniosły sukces dzięki prowadzeniu bloga (czytaj: dzięki niemu się utrzymują) trudno mi zazdrościć, bo myślę, że presja, która jest na dziewczynach, żeby wciąż utrzymywać zainteresowanie tysięcy lubiących, jest ogromna. Rozumiem, że można naprawdę kochać ubrania i dodatki i nie czuć zmęczenia – mam coś takiego w stosunku do książek, miłość na życie i kropka – ale z drugiej strony: czy ta konieczność prezentowania swoim fanom czegoś nowego nie jest męcząca? A może nie, bo fani są wierni i lubią właśnie dlatego, że „nowe” nie jest tak naprawdę „nowe”, ale właśnie znane i lubiane. Zgodnie z powiedzeniem, że lubimy piosenki, które znamy i znamy te, które lubimy.

Ciąg dalszy wrażeń: powoli chyba wyczerpuje się też liczba celebrytek, które postanowiły zająć się stylizacją, bo właśnie poczuły taki zew krwi. A jeśli nawet pojawią się nowe, to nie wzbudzą już raczej takich emocji jak niejaka Maja czy Kaja, czy jak te ładne dziewczyny mają na imię. Bo to już nie będzie nic nowego i świeżego, to już wszystko było. Z kolei modowa pisanina chyba w końcu zaczyna czasami być doceniana, bo i do tego wagonu chcą się dosiąść co poniektórzy (a raczej co poniektóre), o ironio, wypowiadając się na temat krytyki mody tworząc tym samym nową jakość w pisaniu o modzie: krytykę krytyki mody. Paulinko (KLIK) i Ilonko (KLIK), naprawdę dziękujemy.

Obstawiam bezczelnie, że tematem, który skończy się jako ostatni, będzie temat wspomnianych właśnie szafiarek. Szafiarka to temat nośny, tzw. evergreen, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto podlinkuje dalej, oburzy się, nie zgodzi lub poprze i zachwyci. Wciąż przed nami dramatyczny tekst w rodzaju „czy to koniec popularności szafiarki X?”. Może zanim do tego dojdzie zdążę jeszcze sama przejechać się na tym ciepłym, wysiedzianym foteliku z gatunku „kolejny-tekst-o-szafiarkach-ile-można-o-tym-czytać”.

Te skrajnie subiektywne i bardzo moje spostrzeżenia mogą być oczywiście mylne. Może omija mnie wiele, bo rzadko mam dostęp do telewizora, za dużo pracy i za mało chęci, żeby docenić relaks płynący z oglądania portali z ludźmi, których nie kojarzę, a większość z nich jest jakoś do siebie podobna. Niemniej, mam chwilami takie wrażenie, że bum na modę jakoś troszkę ustał, ucichł, a parę głosów zamilkło lub przeszło w inne rejony rozważań.

To dobrze czy źle, że do kawalkady mniejszych lub większych znawców i znawczyń mody dołącza jakby mniej osób, a jeszcze inni odłączają się od niej – a przynajmniej od tej części ogólnie dostępnej jaką jest blog? Ani dobrze, ani źle, temat po prostu już nieco okrzepł i dopóki nie pojawi się kolejna piramidalna bzdura lub jakiś mało lotny komentarz na temat mody (najlepiej od osoby ze środowiskiem modowym jakkolwiek związanej, żeby ktoś spoza owego światka mógł ową świeżą głupotę skrytykować) to i emocji wokół mody będzie mniej. W końcu ile można o tych szmatach gadać?

To jest taki nieco rozlazły wpis, bo jesienny splin w kwestii blogowania dopada i mnie. Może to fanpejdż tak rozleniwia? Trochę też, a trochę dlatego, że nęka mnie pytanie o to, jak zajmować się modą w sposób jak najbardziej satysfakcjonujący bez uciekania w kazamaty publikacji naukowych, które i tak mało kto czyta? Jak robić w modzie w taki sposób, który nie będzie tylko czytaniem dla siebie i do poduszki, i żeby inni też mogli z tego skorzystać? I żeby nikomu nie wyskakiwać z lodówki. Choć to akurat ewidentnie mi nie grozi. A jako że trochę gonię w piętkę z tymi pytaniami, to korzystam z bloga, żeby wylać wątpliwości, znaki zapytania i spostrzeżenia. Zatem komentarze dotyczące fragmentów, całości lub nie na temat mile widziane. Mogą pomóc, a na pewno nie zaszkodzą.

I czego Wy, czytający mocno niszowego bloga z modą w tytule, oczekujecie od nas, piszących o modzie z różnych perspektyw? Może z Waszych obserwacji wyjrzy nowy kierunek, nowy pomysł lub solidna krytyka? Pomyślmy.

  • Nana

    Sama zabrałam się ostatnio za pisanie. O modzie. Zaczynam dopiero, więc nawet nie śmiem nazywać się blogerką. Po prostu piszę. I mimo początków zauważam tendencję, że ludziom nie chce się czytać. Że w blogosferze większość (oczywiście nie wszyscy) po prostu lubi wejść, obejrzeć obrazki, zostawić komentarz, podbić sobie statystyki i wyjść.
    Ja osobiście uwielbiam czytać o modzie. Uwielbiam Tobiasza Kujawę, Harel, Michała Zaczyńskiego. Odwiedzam muzealne mody. Bo jak już napisałam kiedyś kupienie kostiumu z Zary i sfotografowanie się w nim to dla mnie żaden wyczyn. Ale myślenie, odniesienie tego kostiumu to projektanta, który skądś na pewno czerpał inspirację jest już moim zdaniem czymś czego blogerkom brakuje. One nie myślą!
    A co do bumu na modę. Raczej wątpię żeby wygasł. Zwłaszcza teraz kiedy i Fox life i tvn zaczęły tworzyć programy typu „project runway”. Boję się, że dwie, trzy edycje i wszyscy staną się projektantami. Moda jak widać się sprzedaje. I chyba jeszcze przez jakiś czas będzie.
    Pozdrawiam
    Nana

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Wiesz, to że łatwiejsza (ogólnie rzecz ujmując) treść jest bardziej popularna niż coś, nad czym przez dłuższą chwilę trzeba się skupić to jasne. Czy ludziom nie chce się czytać? Nie wiem, może coraz trudniej jest ich czymś zainteresować? Myślę też, że jednak czytający potrafią docenić dobre treści.

      Może podeślesz linka do tego, co piszesz? Chętnie zajrzę :)

      No i wyszło, że brak telewizora odcina mnie od pewnych treści, w ogóle nie śledzę tych programów. I zgodzę się z Tobą, że moda sprzedaje, ale mam też wrażenie, że jesteśmy w jakimś momencie status quo, jedziemy na tym rozpędzonym wózku siłą rozpędu i tyle. Czas wolnej amerykanki mamy chyba powoli za sobą – choć to może moje pobożne życzenie?

      Mnie się to moje wrażenia nakładają też trochę na refleksje o ostatniej konferencji o modzie, w której brałam udział, ale to będzie osobny tekst.

  • Irena

    Dominiko, kontynuuj to co robisz w taki sam sposob, jak to robilas do tej pory. Twoje przemyslenia, recenzje ksiazek, czy wystaw sa bardzo cenne. To oczywiste, ze do Twojego bloga zagladac bedzie okreslona grupa odbiorcow, ci, ktorzy poszukuja wiedzy, informacji, tworczego myslenia, a nie tylko estetycznej inspiracji. Napisalam o tym pod poprzednim Twoim wpisem, ze Polska potrzebuje dziennikarzy modowych na miare tych najlepszych z zachodu. I uwazam, ze masz wielka szanse zostac kims takim. Posiadasz duza wiedze, a to podstawa, zeby moc o czyms pisac w kreatywny i madry sposob. Moja kolezanka stwierdzila kiedys, ze aby napisac jedna ksiazke trzeba najpierw przeczytac sto innych.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Tę relację czytanie-pisanie znam z pracy nad doktoratem ;) Co do bloga: zdaję sobie sprawę, że to nie będzie blog masowy i nad tym nie ubolewam. Nad wiedzą natomiast lubię i chcę popracować, ale efekty tego w takiej postaci jakiej bym sobie życzyła, pokażą się za kilka lat (mam nadzieję).

  • Irena

    Chcialam dodac jeszcze jedna uwage. Czy myslalas kiedys o tym, aby zamieszczac swoje teksty rowniez po angielsku? Wiem, ze to duzo wiecej pracy, ale dzieki temu mogliby Cie czytac ludzie z calego swiata. A w obecnej sytuacji jestes ograniczona wylacznie do waskiej grupy polskich czytelnikow.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Myślałam i myślę, ale mam brak mocy przerobowych. Wiem, że to byłaby świetna opcja, ale jak na razie zawieszam ten pomysł.

  • cammelie.com

    Też mam wrażenie, że jest trochę przesyt ale również borykam się z myślą, czy ja aby zbytnio nie przesadzam i jakiegoś defetyzmu nie sieję. Blogerka modowa tu, blogerka modowa tam… Czy się trend utrzyma ? Wydaje mi się, że to wszystko wróci na bardziej właściwe tory, gdzie meritum i know how liczy się bardziej, że ta powierzchowność się nam przeje. Oczywiście, zainteresowanie modą jako taką czyli samym sposobem ubierania się z pewnością się utrzyma. Pytanie w jakiej formie ? Czy szafiarka, która operuje tylko swoja szafą to udźwignie ? Raczej nie.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Moim zdaniem nie tyle zanikną w jakimś stopniu powierzchowne treści, ale ów know-how o jakim wspominasz zajmie nieco więcej miejsca niż dotąd. I jeśli tak się stanie, to będzie dobrze. I w sumie na to właśnie liczę. Myślę też, że kilka szafiarek wymigruje z szafiarstwa czy to np. w stronę pisania, czy to fotografii, bo części z nich też zmienią się po prostu zainteresowania. Zresztą mówiły o tym same dziewczyny podczas poznańskiego Art&Fashion – Macademian Girl interesuje dziennikarstwo, Jessicę Mercedes – stworzenie własnego portalu, a Maffashion – fotografowanie i pewnie też rozwijanie własnej marki.

  • http://www.modologiablog.pl/ modologia

    Dziękuję za linka :) A konferencję możesz wyklikać w zakładce „o mnie”, dotyczyła fantazji i utopii w modzie.

  • Irena

    Jestes bardzo skromna, a to cecha ludzi wielkich. Madrzy ludzie zawsze uwazaja, ze wiele jeszcze wiedzy przed nimi do zdobycia, chca sie wciaz doskonalic, rozwijac, nie osiadaja na laurach. Bardzo podoba mi sie wnikliwosc, z jaka czytasz ksiazki, to, ze zwracasz uwage na pomylki (typu sukienka stworzona przez Salvadora Dali, a tak naprawde stworzona przez Schiaparelli z pomoca Dalego, antwerpska szostka, uzywanie slow angielskich w sytuacjach, kiedy istnieja ich dobre polskie odpowiedniki itd). Kiedys przejrzalam polskie portale modowe i naprawde wlosy mi stanely na glowie. Poziom niektorych tekstow jest niski, wiele pomylek, czasem widac, ze autorzy nie wiedza o tym, co pisza, albo jest to wiedza typu „wiem, ze dzwoni, ale nie wiem, w ktorym kosciele”. Np. jedna z dziennikarek napisala, ze sukienki Azzedine Alaia mozna kupic w Barclay’s (!). Jak mozna zajmowac sie profesjonalnie moda i nie potrafic rozroznic Barclay’s od Barney’s New York. Ale niestety takich „perelek” jest wiecej.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dzięki Irena za wszystkie dobre słowa. W portalowe niusy od dawna się nie zagłębiam, więc i spokojniej śpię ;)

  • http://karinagraj.pl/ Karina

    „Szafiarkom, które odniosły sukces dzięki prowadzeniu bloga (czytaj: dzięki niemu się utrzymują) trudno mi zazdrościć, bo myślę, że presja, która jest na dziewczynach, żeby wciąż utrzymywać zainteresowanie tysięcy lubiących, jest ogromna.” – to jedno z najbardziej wnikliwych i pełnych empatii zdań, jakie przeczytałam na temat tego fenomenu. Chapeau bas.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Sukces zawsze ma swoją cenę, więc nie ma czego zazdrościć. Dziękuję za uchylenie kapelusza ;)

  • Karo

    Paulino, Twoje wpisy sa zawsze interesujace i bardzo doceniam Twoja rzetelnosc i wnikliwosc podczas analizowania tematu (musztra doktoratowa, rozumiem). Daja mi kontakt z tym, co dzieje sie w Polsce bez niepotrzebnego przekopywania sie przez stosy ignorancji i egoizmu wszechobecnego na wielu portalach i blogach. Bardzo zalowalam, ze nie moglam byc w Oxfordzie, zeby posluchac Twojej prezencjacji.

  • Karo

    Przepraszam za ‚Paulino’ moja przyjaciolka ma tak na imie i musialo mi sie niechcacy nalozyc. Pozwole sobie zrzucic to na karb tzw. baby brain (jestem w ostatnich dniach ciazy)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Nie stresuj się tym, masz ważniejsze sprawy na głowie. A co do moich wystąpień: myślę, że jeszcze niejedno będzie mieć miejsce, o czym zwykle trąbię na fanpejdżu, więc zapraszam :)

  • Fashion Split Personality

    Powiem tak – pisząc ten tekst „siedzisz” mi w głowie Dominiko ;-) Ostatnio rzadziej piszę i mam wiele wątpliwości. I nie o pisanie chodzi – tylko o poruszanie się w obszarze mody. Za dużo hipokryzji, niedotrzymywania słowa, braku płatności za zlecenia, poklasku dla „tabloidowej mody” itp. Wiem, że tak jest w wielu branżach – ale rynek mody okazuje się wyjątkowo hermetyczny, egoizm jest większą wartością niż wsparcie, otwartość, wiedza i morale. Dobrze jest mieć znajomości, chociaż i one nie gwarantują swobodnego funkcjonowania w środowisku. Na portalach i fanpagach sprzedaje się modowy tekst plotkarski – klucz do sukcesu. Znany piesek w ujęciu modowym jak widać daje wielu fanów i wiernych obserwatorów. Pytanie tylko czy chcemy tak szczekać ?

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Lubię, gdy udaje mi się takie „wejście” do cudzej głowy ;) Tak sobie myślę, że jak się czymkolwiek zajmujemy, to chyba trzeci rok jest w jakiś sposób przełomowy: mamy za sobą już dwa cykle robienia tego samego, leci trzeci, dużo rzeczy zaczyna się powtarzać i pojawia się pytanie: i co? to już? i tak do końca życia? Ok, może nie każdy zadaje sobie takie pytanie, ale u mnie to jakoś tak działa. Oczywiście, jest pewne znużenie, może czasem właśnie zbyt wiele powtarzalności, ale może zamiast rzucać się na coś nowego cieszyć się z tego, że właśnie nam coś wychodzi bez takiego wysiłku jak na początku? I dalej robić swoje, bez oglądania się na innych. I tak sobie powtarzam jak mantrę: „rób swoje, rób swoje, rób swoje” licząc, że za dzieści lat uznam, że warto było :)

      No i jeszcze jedno: my też przecież mamy znajomości w branży: w końcu troszkę się znamy :)

  • Julia

    A ja chcę słynne „szafiarki” usprawiedliwić. To są najczęściej młode dziewczyny z jakąś tam niejasną wizją własnej pasji. Więc dobrze, że robią COŚ, a nie siedzą pusto przed laptopem i czatują na fejsie. I może to start do czegoś więcej? Bo same mówią, że marzą o nieco innej karierze. Jess chciałaby prowadzić portal modowy, Maff projektuje ciuchy. Więc, na gruncie bloga, rozwijają się. I jeśli będą uważać na nadmiar wody sodowej to oby tak dalej.

    Sama przez rok prowadziłam bloga o tematyce typowo szafiarskiej i to pomogło mi znaleźć inną drogę.

    A wraz z przyjaciółką zaczęłam prowadzić bloga bardziej lifestylowego, jeśli masz ochotę zajrzeć to oczywiście zapraszam.

    http://wheremag.wordpress.com/

    Pozdrowienia i do zobaczenia! (dopiero znalazłam Twojego bloga i starsze artykuły czekają na mnie w otwartych kartach, więc zabieram się do lektury)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Ale ja ich w żaden sposób nie atakuję, w innym wpisie zwracałam uwagę i na to, że jeśli mogą się utrzymać ze swojego hobby to super, bo dzięki temu mamy kilka więcej osób zadowolonych ze swojej pracy.

      Dziękuję za linka i pozdrawiam :)

  • matt

    Droga Dominiko! (przepraszam, jeśli się zbyt spoufaliłem tym zwrotem). Od dawna jestem wiernym czytelnikiem Twoich wpisów. Według mnie,( a myślę, że inni również to potwierdzą) reprezentują one bardzo wysoki poziom merytoryczny. Uwielbiam czytać Twoje artykuły (to zdecydowanie coś więcej niż popularnie zwane posty) W temacie którym się zajmujesz reprezentujesz „najwyższą półkę”. Nic nie jest przypadkowe, a każde zdanie jest wyważone, jednocześnie cechuje je głębia. No i te piękne celne i odważne riposty. Zero płycizny i powierzchowności. Masz bardzo szeroką wiedzę, którą jednocześnie w mistrzowski sposób potrafisz zsyntetyzować i wyciągnąć z niej esencję. I to podejście do mody jako zjawiska kulturowego, z całym jego zapleczem, historią.Celne uwagi, nieoczywiste na pierwszy rzut oka spostrzeżenia. Obyś dalej podążała tą drogą. Jestem ciekaw twoich poglądów na kilka spraw, ale o tym może innym razem,

    Mam jeszcze takie małe życzenie: Czy nie zastanawiałaś się nad wydaniem felietonów w formie drukowanej? Wiem,że technika ciągle idzie do przodu, ale nie ukrywam, że jestem trochę staroświecki i miło był było zaszyć się wieczorem w łóżku z prawdziwą książką:) Twoje pisarstwo to miód na moją duszę ;) A w tym temacie pozycji jak na lekarstwo, Biorąc pod uwagę nasze rodzime „publikacje” byłabyś niekwestionowaną królową,
    Pozdrawiam
    Matt

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Matt, forma „ty” jest jak najbardziej na miejscu, od każdej „pani” mam jednego siwego włosa więcej, więc sam rozumiesz ;) Dziękuję za wszystkie komplementy i poparcie, działają bardzo mobilizująco, co w listopadowym okresie jest niezwykle potrzebne.

      Co do wydania publikacji papierowej: to chyba marzenie większości piszących on-line. Też uwielbiam papier w łóżku na dobranoc, ale myślę, że wydanie czegoś większego z moim imieniem i nazwiskiem na okładce jest jeszcze zbyt wcześnie. Najpierw chciałabym się uporać z doktoratem, a to jeszcze trochę potrwa. Co potem – pomyślimy.

  • Krystyna Bałakier

    Serdeczne dzięki za te przemyślenia. Moim zdaniem tak jak na każdym „rynku” zostaną najlepsi a Ty na pewno będziesz wśród nich. Mamy obecnie społeczeństwo obrazkowe, które woli oglądać niż czytać. ale zawsze będzie również duże grono osób, które potrzebują mądrych treści, bo przecież człowiek uczy się całe życie.Serdecznie pozdrawiam.

    http://balakier-style.pl/

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Przyjemność po mojej stronie, cieszę się, że się spodobało i dziękuję za komplement, do którego jeszcze długo będę dorastać. Serdeczności.

      • Krystyna Bałakier

        Nie ma za co. Należał się jak najbardziej.

  • www.krasnaraz.wordpress.com

    Szafiarek nie czytam/ oglądam, ale myślę, że trochę szacunku dziewczynom się należy. Polska niestety jest krajem, gdzie ludzie o modzie nie mają pojęcia. [Ostatnie zajęcia z Materiałoznawstwa - prowadzący pyta (Przyszłe projektantki mody) co teraz się nosi. Zapada cisza. Ja jako jedyna odzywam się, mówiąc: to było na jesiennych pokazach, to było. Dziewczyny rozpoznają Diora czy Chanel, ale Galliano czy Westwood to już nazwiska z innej bajki - przerażające].
    Wydaje mi się, że niektóre szafiarki – te, które znają projektantów i czytają książki, robią przysługę naszemu nieświadomie ubranemu narodowi.
    Ja sama chciałam pisać o modzie z szerszej perspektywy. I pokazać trochę ciuchów, opisać historie z ubraniami związane, pokazać ubrania w popkulturze, itd, itd. Zainteresowanie blogiem – zerowe. Ostatnie kilka wpisów poświęciłam pinupowi, wrzucając filmy do fryzur, moje zakupy, sesje pinupowe. Nagle pełno zainteresowania. Blog był po angielsku. Mam wrażenie, że mówisz że nie ma zainteresowania modą w Polsce. Mi się wydaje, że zainteresowania szerszym tematem mody w tej chwili nie ma praktycznie nigdzie. Ludzie chcą szybkiej, krótkiej informacji i tony zdjęć. Wtedy są szczęśliwi. Ale to dotyczy każdej dziedziny. Nie tylko mody.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Zdaję sobie sprawę, że dobrze wyspecjalizowany blog pisany po angielsku ma większą siłę przebicia. Ilustracje lepiej się sprzedają niż tekst, więc wiem też, że nie osiągnę jakiejś szalonej popularności, ale dopóki prowadzenie bloga mnie bawi, to będę to robić. Odbiorcy są różni i nawet jeśli większa liczba osób woli treści obrazkowe niż pisane, to jednak nie wszyscy i to przede wszystkim o takich osobach myślałam zaczynając pisać bloga. Po prostu trzeba robić swoje.

      Generalnie interesowanie się modą nie jest obowiązkowe, w moim idealnym świecie wystarczyłoby, gdyby ludzkość chodziła w czystych ubraniach i tyle. Natomiast, jeśli ktoś chce się zajmować projektowaniem, to jednak lepiej wiedzieć więcej i odróżniać Galliano od Westwood.

      A zajęć z materiałoznawstwa szczerze zazdroszczę. No ale w końcu nie mogę znać się na wszystkim ;)

  • Agnieszka

    Ja nie będę ukrywać, że nie jestem wielką pasjonatką mody w tym znaczeniu, że otwierając szafę rano nie myślę: czy to co założę wpisze się w trend tej zimy? Przyznam, że chętnie oglądam te obrazkowe blogi z 4 zdaniami wstępu wyprzedzającymi pięknie ubrane dziewczyny z mniej lub bardziej sensownie ulokowanymi produktami. Jednak gdy nasycę już moje oczy w te 15-20 min, dociera do mnie fakt, iż mimo ładnych obrazków nie zaspokoiłam w najmniejszym stopniu swojej chęci poznania świata mody, dlatego zawsze i tak kończę u Ciebie, Dominiko. Dlatego choć publikujesz rzadziej niż szafiarki to i tak u Ciebie spędzam najwięcej czasu i nie mam poczucia, że to czas zmarnowany co w przypadku tych pierwszych blogów zdarza się dość nagminnie. Na twoją korzyść przemawia też fakt, że nie jesteś dla mnie anonimową osobą, bo udało mi się zamienić z Tobą czasem parę zdań i dzięki temu wiem, że sensowna z Ciebie babka, bez ciśnienia na nowe buty z czerwoną podeszwą.
    Więc pisz dalej bo nadchodzi sesja, co zawsze zwiększa chęć posiedzenia w sieci niż uczenia się na egzamin z filozofii skandynawskiej ;)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Tak sobie myślę, że cokolwiek robię, to żeby nie patrzeć na to jak na zmarnowany czas, bo oznaczałoby to, że podjęłam złą decyzję ;) Chciałabym pisać częściej, ale w tej chwili to niestety nie jest możliwe.

      Dziękuję za wiarę w mój zdrowy rozsądek, aczkolwiek ostatnio włączyłam sobie funkcję „potrzebujesz nowych szpilek”, więc ten brak ciśnienia nie jest do końca prawdą.

      Trzymam kciuki za egzamin.