Król Perwersji i Książę Porno – o sobie

5 grudnia 2013

Nie mogę sobie przypomnieć, w jakich to okolicznościach przyrody pierwszy raz natknęłam się na zdjęcie wykonane przez Helmuta Newtona. Na pewno było to przed pierwszą wizytą w jego berlińskim muzeum, bo wtedy już wiedziałam, co idę oglądać. Więc gdzie był ten moment pierwszej iskry, która wywołała pożar w mojej głowie i kazała gwałtownie określić swój stosunek do newtonowskiej wizji kobiety: jestem na tak. I chyba nikogo bardziej to nie zdumiewa niż mnie, bo mam dosyć solidnego fioła na punkcie przedmiotowego przedstawiania kobiet w różnych reklamach, włączając w to naturalnie fotografię modową.

IMG_0004

Helmut Newton urodził się w 1920 roku w Berlinie. Pochodził z bardzo zamożnej żydowskiej rodziny, co w tym czasie i miejscu w historii okazało się mało fortunne i na skutek „nocy kryształowej” musiał uciekać z Niemiec, po czym ostatecznie wylądował w Singapurze. Stamtąd przeniósł się do Australii zaliczając przy tym role żigolaka, internowanego w obozie oraz żołnierza. Ale też w Australii w 1948 roku otworzył swoje pierwsze fotograficzne studio i rozpoczął karierę zawodowego fotografa. Jego kariera rozkwitła w Paryżu, gdzie fotografował między innymi dla Vogue’a. Spełniło się tym samym jego marzenie z dzieciństwa. A przy okazji robienia zdjęć do sesji dla magazynów mody wykorzystywał część czasu sesji na realizowanie własnych pomysłów, dzięki czemu nie musiał inwestować w modelki, ich makijaże czy studio. Sprytne.

Prace Newtona przedstawiające kobiety w pozach co najmniej śmiałych jak na czas ich powstawania zapewniły mu właśnie tytuł Króla Perwersji i Księcia Porno. Gdzie leży granica między erotyką, perwersją czy pornografią – naprawdę trudno orzec. Helmuta też raczej takie definicyjne rozkminianie mało obchodziło, a z lektury jego autobiografii łatwo zauważyć, że to, co interesowało go przez całe życie, to fotografowanie i kobiety. Z olbrzymim poczuciem humoru i dystansem podchodzi w swojej książce do większości wydarzeń swojego życia, choć trudno sytuację Żydów w Niemczech po dojściu Hitlera do władzy określać jakimkolwiek pozytywnym słowem. Jednak w żadnym miejscu Helmut nie użala się nad sobą, stara się wycisnąć z życia to, co najlepsze, maksymalnie wykorzystać sytuację, w jakiej się znajduje, a jeśli coś mu nie wychodzi lub przestaje interesować – idzie dalej. Tak po prostu, bez sentymentów. Chwilami zastanawiałam się, czy to tak wielka determinacja, czy może absolutny brak uczuć wobec osób, które za sobą pozostawia. Czy może człowiek w sytuacji zagrożenia życia stara się tylko i aż żyć tu i teraz, a co było – nie ma już znaczenia, minęło, a co będzie – nie wiadomo, więc bez sensu jest temu poświęcać czas. Nie wiem.

Lektura wspomnień tego niesamowitego fotografa jest napisana językiem niezwykle lekkim, często dosadnym, czy wręcz wulgarnym, ale nie można odmówić jej stuprocentowej szczerości. Taki jestem, czy Wam się to podoba, czy nie – zdaje się twierdzić fotograf. I czytam strona za stroną z niechęcią przerywając. Jest to też książka z olbrzymim poczuciem humoru, nie pamiętam, kiedy ostatnio coś tak mnie rozbawiło. I tylko szkoda, że nakład został już całkowicie wyprzedany, a wydawnictwo słowo/obraz/terytoria nie planuje dodruku, bo ta książka to gwarancja udanego prezentu.

Autor kończy relacje ze swojego życia na 1982 roku i przechodzi do prezentacji wybranych prac i związanych z nimi anegdotek, jak ta o zdjęciu z cyklu „Domowe nagości”.  Seria ta wzięła się z chęci sfotografowania pokojów w pewnym zamku, ale – mówiąc słowami autora – „kto by patrzył na moje zdjęcia pustych pokojów? Dodałem więc nagie kobiety”. Jest też zdjęcie niedźwiedzia (!), który pojawił się w sesji opublikowanej we francuskim Vogue’u  w 1971 roku i Newton pokazuje je nam tylko dlatego, że po dziesięciu latach odkrył, że redakcja nieco wyretuszowała w magazynie tego wielkiego misia, prężącego się na tylnych łapach celem uzyskania pięknego ujęcia. Miś bowiem był najwyraźniej sesją bardzo podniecony, co nie uszło uwagi redakcyjnej cenzury, która nie dopuściła do publikacji zdjęcia w jego oryginalnej formie. Jest też w książce wstrząsające zdjęcie umierającego Salvadora Dali, zdjęcia Helmuta z pobytu w szpitalu po przebytym zawale serca czy fotografie z wykorzystaniem manekinów zastępujących modelki podczas sesji. Nie przepadam za tym określeniem, którego zaraz użyję, ale akurat w odniesieniu do prac Newtona wydaje mi się ono wyjątkowo na miejscu: każde z tych ujęć jest naprawdę mocne. Mocne, konkretne i przykuwające uwagę, nie mogę przeglądać ich od niechcenia, ale wgapiam się w każde i daję się porwać wizji fotografa. Gdyby tylko były możliwe podróże w czasie (jak również zmiana pewnych cielesnych gabarytów) to bez wątpienia dałabym się porwać fotografowi.

Newton jest absolutnie bezpruderyjny w opowiadaniu swojej historii, co – jeśli znacie jego zdjęcia – nie powinno dla nikogo być zaskoczeniem. Jest też mistrzem w przekazywaniu swojej bezpruderyjnej wizji za pomocą fotografii. Zwykle zdjęcia nagich kobiet w reklamach różnego rodzaju, czy w sesjach zdjęciowych mocno mnie irytują. Nie widzę potrzeby pokazywania na co drugiej stronie gołego biustu, który sprawia wrażenie jakby komuś brakło fantazji żeby do spódnicy dopasować jakąś bluzkę, więc modelka zostaje półnaga. Tymczasem kobiety u Newtona, gdyby zacząć je ubierać, wyglądałyby chyba jak przebrane.

Zarówno kobiety nagie, jak i te w pełnym odzieżowym rynsztunku, sprawiają niezwykle silnych, pewnych siebie, zdecydowanych. Może dlatego nawet nieubrane nie prezentują się jako ofiary braku fantazji osób pracujących podczas sesji, ale jako epicentrum świata i wydarzeń. Nie potrafię sobie na to pytanie odpowiedzieć, a szukając odpowiedzi zaczynam szukać korzystnych połączeń do Berlina żeby po raz kolejny pooglądać prace Newtona.

Idę o zakład, że jeśli ta książka wpadnie Wam w ręce nie będziecie żałować.

Zdecydowanie polecam.

* * *

Helmut Newton „Autobiografia” (2007), słowo/obraz/terytoria, Olsztyn.

Strona berlińskiego muzeum Helmut Newton Foundation (KLIK).

  • Irena

    Piszesz znakomite recenzje ksiazek. Sa bardzo dokladne, a jednoczesnie takie „Twoje”, widac wyraznie Twoj punkt widzenia. Jesli dana ksiazka jest Twoim zdaniem godna uwagi, to mozna po nia bez obaw siegac „w ciemno”.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dziękuję :) Mam nadzieję, że autobiografia Newtona Ci się spodoba.

  • http://www.modologiablog.pl/ modologia

    Dzięki za linka.

  • Sylwia

    Bardzo interesujący post. Czy mogłabym prosić o namiary, gdzie można jeszcze kupić tę książkę? MI niestety nie udało się znaleźć w sieci stosownego źródła.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Niestety, nakład został całkowicie wyprzedany. Zatem poszukiwania używanego egzemplarza w sieci lub biblioteki.

  • cammelie.com

    Ja „popłynęłam” z prądem Newtona jakieś 20 lat temu kiedy kupiłam mały album z jego pracami wydany przez Taschen. Kompletnie odleciałam i już nic nie było takie samo ;-) Newton jest jedyny, niepowtarzalny, nie do podrobienia choć wielu to czyni. Taki Bóg fotografii, który stworzył kobietę na nowo… Niesamowity. Jak tak sobie pooglądać te jego power women to od razu można świat podbijać
    PS Dominika, wielki ukłon za ten post :-)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dziękuję dziękuję, ale cała zasługa po stronie Helmuta :)

      • cammelie.com

        Nie ujmujmy zasług Helmutowi, ale trzeba wiedzieć gdzie czerpać inspirację i chwała Ci za to ! Są jeszcze ostatni Mohikanie w tym kraju ! PS Wesołych Świąt !

        PS2 Komentarz miał trafić tutaj oczywiście …

        • http://www.modologiablog.pl/ modologia

          I Mohikanki też, choć mocno objedzone. Udanego świętowania!

  • cammelie.com

    Nie ujmujmy zasług Helmutowi, ale trzeba wiedzieć gdzie czerpać inspirację i chwała Ci za to ! Są jeszcze ostatni Mohikanie w tym kraju ! PS Wesołych Świąt !