Być modnym? Czyli co?

9 stycznia 2014

Nie żeby tytułowe pytanie spędzało mi jakoś specjalnie sen z powiek, skoro większość życia spędzam obecnie w getrach i bluzie z kapturem przeplatając ten jakże wyszukany strój piżamą. Witajcie w świecie blogerki modowej ślęczacej nad doktoratem (tak, to on zabiera mi czas, który mogłabym przyjemniej spędzić produkując wpisy na bloga, ale mi się zachciało bawić w naukę… phi … ). Niemniej od czasu konkursu, w którym można było wygrać biografię Christiana Diora odpowiadając na  pytanie „czy fajnie jest być modnym?” chodził mi po głowie wpis w tymże właśnie temacie. A cóż prostszego niż zebrać otrzymane w konkursie odpowiedzi i na ich bazie spróbować odpowiedzieć – przynajmniej sobie – czy to fajnie być modną, czy może jednak nie.

Zacznijmy od tego, co to w ogóle znaczy „być modnym”. Dla mnie to podążanie za trendami wszelkiej maści, kiedy podejmujemy decyzję, co chcemy na siebie założyć, w jakim miejscu spędzić czas, co czytać lub oglądać wieczorem przed snem, co jeść, jak mieszkać i jakich słów używać na wyrażenie zachwytu (w tym ostatnim punkcie gdyby ktoś mnie oświecił, jakie słowo zastępuje obecnie coś na kształt „cool”, bo na tym się chyba mentalnie zatrzymałam, czyli … dosyć dawno).

Zatem modna istota ubierze właśnie coś w stylu lat dziewięćdziesiątych, pójdzie do „tego” klubu, gdzie chodzą „wszyscy” i zamówi do picia tę najnowszą eko-fair-trade lemoniadę z kreatywną naklejką. Ktoś mógłby powiedzieć, że podążanie za trendami zwalnia z myślenia, ale mnie się wydaje, że to jest absolutnie świadomy wybór: osoba modna musi solidnie rozważyć, co wybrać, żeby modną być i uniknąć krępującego faux pas. Tego nie da się zrobić na oślep, do tego trzeba wiedzieć, co piszczy w magazynach, w blogach i w świecie. A przy tym potrzebna jest chyba również pewna doza nonszalancji, takie podejście, że oczywiście wiem, co jest na topie, ale nie podążam za tym ślepo, ale właśnie: wybieram.

Wśród plusów bycia osobą modną, które wyłuskałam z konkursowych odpowiedzi, pojawiły się między innymi takie zalety tego stanu:
- poczucie przynależności do grupy ludzi podobnie do nas myślących,
- fotograf może nam zrobić zdjęcie na ulicy, które potem zostanie gdzieś opublikowane, czyli zdobywamy punkty lansu i chwały,
- podążam za modą znaczy stać mnie na to (hmm, czy to jest rzeczywiście plus?),
- można na tym zarabiać,
- „być modnym” to znaczy „być obecnym” tam, gdzie być się powinno i gdzie być warto (ej, to naprawdę nieźle brzmi).

A co mamy po stronie wad lub uciążliwości płynących z bycia modnym?
- jak nam nie wyjdzie bycie modnym, to możemy trafić do Faszyn from Raszyn…,
- czy aby na pewno „bycie modnym” pozwoli nam najlepiej pokazać naszą osobowość poprzez to, co mamy na sobie?,
- groźba oczopląsu i ogólnego zagubienia w trendach,
- bankructwo, jeśli chcemy osiągnąć wysoki stopień bycia osobą modną, wciąż trzeba gonić i gonić, by nie wypaść z modnego obiegu,
- bycie modnym nie wzbogaca nas duchowo (ale patrz punkt gdzieś wyżej: można na tym zarobić, także może duch nie będzie usatysfakcjonowany, ale portfel i owszem – z tym chyba da się żyć?),
- bycie modnym nie poprawia naszej kondycji fizycznej (a z tym to akurat dyskutowałabym: ile się trzeba nabiegać po sklepach polując na „tę” rzecz… choć może mój punkt widzenia jest iście rodem z XX wieku, bo rzadko kupuję ciuchy w internetach…),
- po co być modnym? lepiej jest mieć swój własny styl, a nie rzucać się na nowinki,
- bycie modnym to podążanie za stadnym instynktem – chcesz być bezwolną owcą?,
- bycie modnym to strata czasu, bo trzeba śledzić trendy, a wtedy ucieka nam czas na inne hobby, zajęcia i przede wszystkim na spotkania z ludźmi,
- ciągła presja, żeby nie uciekła nam żadna nowinka.

Wad niby wyszło więcej niż zalet, ale chodzi przede wszystkim o wagę argumentów, a nie o ich ilość „za” lub „przeciw”. Poza tym to wątpię, żebym wyczerpała temat, także proszę o uzupełnienie tabelki zysków i strat.

Przeglądając sobie kolejny magazyn o tym, co będzie w trendach w najbliższych sezonach mam takie wrażenie, że te wszystkie wytyczne mają coraz mniejsze znaczenie. Jeśli oferowanych trendów jest coraz więcej, coraz większa jest możliwość wyboru,  to jakie w końcu ma znaczenie to, czy na jakiś trend się skusimy, czy nie? Nie zagalopowałabym się tak daleko, żeby stwierdzić, że „wszystko jest modne”, jest mi zdecydowanie bliżej do poglądu, że jakaś ogólna linia sylwetki w danym okresie będzie dominować nad pozostałymi. Ale jeśli jest tak duża możliwość wyboru, to trafienie z „modnością” w zestawionym przez nas ubiorze wydaje się zadaniem co najmniej karkołomnym.

Przychodzą mi też do głowy takie zestawienia gazetowe sprzed paru lat, które wskazywały, co jest jeszcze modne, a co już nie. I w pewnym momencie to zniknęło (albo też moja skromna osoba przestała zwracać na to uwagę). Czyli ostrość z gatunku „hot or not” też już straciła swojego pazura.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że tak sobie zza mojego biureczka i ekranu patrząc i głowiąc się i sapiąc dochodzę sobie do wniosku, że poza tymi, którzy wciąż i jeszcze długo będą starać się właśnie być modnymi, to coraz więcej osób będzie miało świadomie owe trendy w głębokim poważaniu. I z tejże grupy – która nie jest jakimś szczególnym odkryciem, ale po prostu myślę sobie, że będzie ona coraz większa i coraz bardziej widoczna – część będzie płynąć w stronę pracowania nad własnym, wyróżniającym stylem, a część w stronę czegoś, co określiłabym mianem „świadomej bezstylowości”.

Owa bezstylowość charakteryzowałaby się tym, że mając świadomość tego, co jest modne, osoby bezstylowe będą wybierać takie ubrania, żeby się nie wyróżniać, żeby wyglądać jak najbardziej neutralnie. Nie będzie to jednak zawierało również elementu posiadania jakiejkolwiek wyróżniającej rzeczy w skompletowanym stroju. Po prostu absolutna zwyczajność, tyle, że świadoma. Podkreślam tę świadomość, bo jak sami wiecie, idąc ulicą widzimy tłumy takich osób, które niekoniecznie dążą ku temu, żeby się wyróżniać, po prostu kupują rzeczy, które są ok i tyle. Moi znajomi chodzą w dżinsach i w parce? Kupię i ja, kropka. A nie o to mi tu chodzi. Chodzi mi o zupełnie przemyślaną decyzję osoby dokonującej zakupu, żeby nie wyróżniać się z tzw. tłumu (jakkolwiek paskudne jest to określenie), a nie o kupowanie rzeczy niewyróżniających kupujących, bo tak się czują bezpieczniej. Czyli zwracanie uwagi nie tyle na efekt końcowy, ale na motywację.

Czy to jest jasne, czy może właśnie padliście ofiarą moich zapędów do ujmowania otaczającej nas rzeczywistości w uporządkowane kategorie i tabelki? Wiem, mrzonki, przemyślenia patykiem na wodzie pisane. Ale tak się czasem zastanawiam, co kieruje ludźmi, jak wkładają na siebie określone części garderoby. A potem to staram się wysupłać na blogu z widomym skutkiem.

I oczywiście jestem przeciekawa, co Wy tam sobie myślicie? I podtrzymuję pytanie: czy fajnie jest być modną osobą?

  • Kayka Sadowska

    A więc po pierwsze czuję się nawet wyróżniona, bo mój cytat trafił do treści wpisu ;-) A poza tym, to niestety ale pojęcie bycia modnym już jest chyba u schyłku, teraz jest walka o tę „niemodność”, o której wspomniałaś. „Będę awangardowy, będę się ubierać tylko w secondhandach, będę miał gdzieś trendy”. No i to się stało teraz modne również, więc zachodzi paradoks: jesteśmy modni w byciu niemodnymi. I gdzie tu złoty środek? :-)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Bardzo dobre spostrzeżenie: bycie niemodnym też może być … modne właśnie. Dla mnie nie ma w tym żadnej sprzeczności, bo jeśli w jakiś sposób postawa „bycia niemodną osobą” staje się popularna, preferowana przez coraz większą liczbę osób, to tak właśnie wygląda działanie mody. Trudno (albo może nawet niemożliwe) jest zupełne uwolnienie się od mody, bo nawet jeśli chcemy być w kontrze do panujących trendów, to i tak najpierw musimy je poznać, żeby wiedzieć, przeciwko czemu właściwie występujemy. Tak, czy owak, moda nas pożera :)

  • Pati

    wady mody? Mimo wszystko jeśli coś jest modne, to wszyscy to noszą/oglądają/ słuchają. Po pewnym czasie to jest nudne i odechciewa się na to patrzeć a co dopiero nosić. Poprzez mode tworzą się sobowtóry, które uważają że są niepowtarzalne, a tak naprawdę gdzie nie popatrzysz jest to samo. Wieje nudą. Takim przykładem są spodnie /koszula w paski, które były już wszędzie, albo wzór moro, kurtki moro miała co druga nastolatka na ulicy. Na początku jest to fajne, bo ładnie wygląda, ale po pewnym czasie już nie można patrzeć na te paski, kwiatki, moro….
    Następny dowód: ludzie popadają w hipokryzje często nieświadomie.Ostatnio była moda na bycie „minimalistą”, tylko że to słowo nie zostało dobrze zrozumiane, ponieważ „minimalistą” jest osoba która potrafi zarządzać rzeczami które posiada i nie kupować ciągle czegoś nowego, i potrafi korzystać z tego co ma i nie podąża głupio za modą. A moda wmówiła dziewczynom , szczególnie szafiarkom, że bycie „minimalistą” to noszenie dwóch kolorów, i to najlepiej białego i czarnego . Owszem to jest minimalny strój ale nie „minimalistyczny” styl życia. Więc każda dziewczyna, prowadząca bloga, pokazująca w każdej notce nowe ubrania, nie powinna nazywać siebie „minimalistką” a jedynie swój strój minimalistycznym. Więc to pokazuje że moda także nas ogłupia, wprowadza własne definicje i je perfidnie wykorzystuje, prowadzać do tego że słowa nabierają nowego, mylnego znaczenia.
    Moda to po prostu reklama, która manipuluje ludźmi, która ich zmienia. Przykład? Współczesna młodzież. W wieku gimnazjalnym, dzieciaki są okrutne. Liczy się dla nich to, że osoba posiada nowe ubrania, najlepiej za kilka stówek ,a nie to jaki ma charakter. Przez co wielu nastolatków doprowadza ta cała moda do depresji , „bo nie ma pieniędzy na ubrania takie jak wszyscy”. A są dzieci, szczególnie dziewczyny, które gnębią innych , podając powód że jest biedny , bo nie ma modnych ubrań! I może to głupie, ale taka jest prawda…. niestety… A takie historie pokazują, że moda manipuluje , i bardzo jej to dobrze wychodzi. I wiem o co chodzi, bo niecałe trzy lata temu byłam w gimnazjum, i pamiętam żarty koleżanek, że ktoś się ubiera w ciuchlandach , wiec jest gorszy…
    Moda powinna służyć ludziom do tego by mogli sobie wybrać z całego asortymentu jaki ma rynek do zaproponowania to co im się podoba,a nie podążać ślepo utartymi ścieżkami.
    Według mnie, moda ma więcej wad niż zalet. Oczywiście nie mówię że jest zła, beznadziejna i ogólnie nie powinno się na nią zwracać uwagi. Ale trzeba mieć do tego zdrowe podejście, i w końcu zrozumieć że moda powinna nas nakierowywać na to co nam się podoba a nie prowadzić tą samą ścieżka , już taka utartą przez całą mase ludzi. To m.in. moda spowodowała że powstało społeczeństwo masowe, które nie jest pozytywnie spostrzegane.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      To, co zauważyłaś na początku, czyli homogenizacja tego, jak ludzie wyglądają, jest na pewno jednym z zagrożeń wynikających z bezrefleksyjnego podążania za wytycznymi mody. Myślę, że to jest efekt potrzeby wielu ludzi, żeby mieć poczucie przynależności do grupy osób podobnych do nich (czyli klasyczne założenie Simmla).

      Z tym brakiem odróżniania minimalizmu w ubiorze od minimalnych środków użytych do skonstruowania swojego stroju to napisałabym brutalnie, że to wynika z niewiedzy. Ale to nie jest wina „mody”, że miesza pojęcia czy przypisuje nowe znaczenie znanym nam słowom, tylko niedoczytania ze strony wymienionych przez Ciebie osób.

      To, co napisałaś o gimnazjalnej młodzieży jest smutne. To jest grupa zupełnie mi nieznana, a ciekawi mnie, czy i jak coś się zmieniło od moich czasów licealnych. Myślę, że zawsze znajdowały się dzieciaki, które były okrutne w stosunku do swoich rówieśników, ale może kiedyś pewne zachowania i ich skutki nie były tak widoczne, czy nie groziły takim rozpowszechnieniem jak dziś, gdy mamy spory zestaw różnych mediów, które dodatkowo zwiększają pole rażenia czyimś okrucieństwem i czyimś poniżeniem. Ale znów, to nie jest wina mody – jakkolwiek rozumianej – że dzieciaki zachowują się nieraz w podły sposób. Gdzie są rodzice, którzy nie wytłumaczyli, co to znaczy szacunek dla drugiego człowieka?

      Zgadzam się z Tobą, że to, co oferuje nam przemysł odzieżowy, to najlepiej potraktować jak koszyk ofert, z którego możemy coś dla siebie wybrać. Tylko może czasem brak nam owego wspomnianego przez Ciebie zdrowego podejścia?

      I na koniec chciałabym dopytać, jak rozumiesz to, co napisałaś w ostatnim zdaniu: „moda spowodowała, że powstało społeczeństwo masowe”? Mogłabyś dopisać kilka zdań na ten temat?

      Serdecznie dziękuję za komentarz :)

      • Pati

        Społeczeństwo masowe, to takie które jest bierne , i podlega procesom urbanizacji oraz także komercji.Zdanie trochę źle sformułowałam, ponieważ moda jest jednym z czynników, które kształtują takie społeczeństwo. Doprowadza do tego że ludzie biorą to co aktualnie jest podane na tacy. Nie zastanawiając się nad tym , czy to pasuje mu czy nie, tylko biorą bo to jest modne, wszyscy to noszą więc i on powinien.
        Moda to komercja , przynajmniej według mnie. Nie postrzegam jej źle, bo nie wszystko co komercyjne jest beznadziejne, ale kształtuje w ludziach czasami niepożądane cechy. Sprawia że młodzież (główni odbiorcy przesłanek modowych i tej całej komercyjnej otoczki) powoli uczą się bezmyślnego korzystania z tego wszystkiego. I to widać nie tylko w modzie odzieżowej ale i muzyce, filmach , książkach.
        Mój chłopak bardzo interesuje się muzyką, i to on mi zwrócił uwagę na rynek muzyczny. Wysłuchałam wielu jego wywodów na temat, muzyki i wpływu mody na gatunki muzyczne. Przez zespoły które robią byle jaką muzykę, wszystkie piosenki brzmią tak samo, rynek muzyczny traci swój poziom, i unikalność. Bo jeśli jest moda na rap, to wszyscy robią rap, niezależnie od tego czy robią go dobrze czy źle ( Słynny Pikey czy jak mu tam, który jest beznadziejny w tym co robi, i kompromituje swoja siostrę, która jest genialna w swoim fachu!). Jest moda na rocka , to wszyscy grają rocka, tylko że to co zazwyczaj oni graja , nie ma nic wspólnego z tym typem muzyki , jest to słodkawa muzyka o nastoletniej miłości, którą zazwyczaj jest puszczana mcdonaldzie… Gdzie czasami już usiedzieć nie mogę z powodu tej cukierkowej muzyki.
        I przez taką właśnie mode , wszystko traci wartość , i mimo wszystko jest inaczej spostrzegane niż być powinno. Bo rock to nie jest słodkie piosenki typu Miley Cyrus, tylko Gary Moore, Red Hot Chilli Peppers, Kiss itd.
        I te obserwacje można przełożyć na mode odzieżową (nie wiem czy dobrze to ujełam, za błąd z góry przepraszam) . Ubrania tracą na wartości. Bo kto pamięta co było modne 5 sezonów temu? Nikt… Ubrań nie traktuje się jako coś co może nas odzwierciedlać , tylko jest przedmiotem który wykorzystujemy by przynależeć do społeczeństwa, co powoduje że całe grupy ludzi stają się jedna wielka masą ubraną w to samo, słuchającą tej samej muzyki i o tych samych zainteresowaniach, które są „na czasie”.
        Nie mówię że ubrania trzeba traktować jak bóstwo, ale mimo wszystko to jest coś co nas reprezentuje , i co jest oceniane przez nowo poznanego człowieka przez pierwsze 30 sekund. A co taka osoba może odczytać z naszego ubioru , jak jesteśmy od stóp do głów ubrani w to co jest w gazetach, i nosi co trzecia osoba na ulicy? Zero charakteru, no ewentualnie można wywnioskować że ktoś jest na czasie i ma dużo kasy.
        A co do młodzieży gimnazjalnej, cóż to jest na tyle trudny okres, że rodzice tak naprawdę nie mają nic do gadania, tylko środki masowego przekazu i rówieśnicy są wyrocznią.Oczywiście nie mówię że wszyscy są tacy , ale coraz częściej spotykam się z takimi typami ludzi. Osobiście znam kilka osób o charakterze przedstawionym we wcześniejszym komentarzu oraz ich rodziców. Cóż dziecko może jest i grzeczne ale przy mamie, a w szkole pokazuje swoją prawdziwą naturę. Więc wychowanie , niestety coraz rzadziej ma jakikolwiek wpływ na dziecko…Nawet jeśli , komuś zostało wpojone że powinien odnosić się z szacunkiem do innych, w szkole może się to zmienić z powodu tego że dziecko chce przetrwać w klasie, nie chce być odrzucony, więc gnębi innych, tuszując to że nie ma pieniędzy na nowinki modowe, które mają inne koleżanki / koledzy z klasy. Więc moda może też mieć wpływ pośredni.
        A jeśli człowiekowi wmawia się od małego( widać to już po dzieciach z pierwszej klasy, które chcą tableta bo są modne! i wszyscy je mają) że musi coś mieć , bo jest modne … to cóż , powstaje nic innego jak społeczeństwo masowe.
        Mam nadzieję że mój komentarz nie jest tak chaotyczny, i że jest chodź trochę zrozumiały.

        • http://www.modologiablog.pl/ modologia

          Dzięki za wszystkie wyjaśnienia, widzę tu potencjał na rozmowę przy kawie, albo nawet dwóch :)

          Nadal nie winiłabym mody jako takiej za jakiekolwiek zło, bo dla mnie „moda” to pewien mechanizm prowokujący ludzi do działania, zachęcający ich/narzucający im podążanie za tym, co właśnie modne (a co to znaczy „modne” to właśnie usiłujemy sobie rozjaśnić). Dla mnie zatem nie tyle tak rozumiana moda, ale raczej – uściślając – przemysł odzieżowy jest nastawiony przede wszystkim na komercję, czyli na zarabianie pieniędzy. W dużym skrócie tak bym to widziała.

          Ważna uwaga z Twojej strony o tym, że moda działa przede wszystkim na „młodych” (i znów pytanie za milion: kim są owi młodzi? …), bo czy wiemy coś o trendach dla emerytów i rencistek? Niewiele raczej.

          Uderzyła mnie też Twoja uwaga, że „ubrania tracą na wartości” i nie pamiętamy o tym, co było właśnie najmodniejsze zaledwie kilka sezonów temu. To tracenie wartości przez ubrania widziałabym jako tracenie ich wartości dla osób, które je noszą – chyba nie przywiązujemy się do ubrań jak kiedyś i nie podchodzimy do nich ze zbyt wielkim szacunkiem (tak sobie myślę patrząc wstecz jakieś naście do dwudziestu lat temu, bo już taka wiekowa jestem ;)). Pranie mózgów przez marki fast fashion ma zatem swoje wymierne efekty.

          Z tym ocenianiem ludzi po tym, co mają na sobie w części się zgadzam – bo faktycznie, w większości przypadków tak to właśnie działa, patrzymy na kogoś i momentalnie szufladkujemy. ALE skoro znamy już ten mechanizm, to jak tylko się nam gdzieś w głowie załącza taki „ocennik” i mamy tego świadomość, to warto powiedzieć sobie „stop” i spróbować nie oceniać drugiego człowieka, bo nam nie pasują jego buty czy wzorek na koszuli. Ale to pewnie dla Ciebie też oczywiste, a ja po prostu chciałam to napisać ;)

          W kwestii tematów muzycznych dziękuję za wszelkie uwagi, bo to świat mi zasadniczo obcy, jakkolwiek kojarzę podane przez Ciebie nazwiska. Może zatem nie jest ze mną tak źle.

          Dzięki wielkie za obfite komentarze i uruchomienie moich szarych komórek :)

  • olgacecylia

    Jest taka książka „Przewodnik stada” brytyjskiej pisarki Connie Willis. Czytałaś? Bo właśnie traktuje o trendach i bezstylowości :-)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Nie czytałam. A Ty znasz i polecasz? Widzę na stronie empiku, że to jest w serii „fantastyka”, więc czuję się wstępnie skuszona.

  • Małgorzata Matyka

    Dla mnie pogoń za trendami w modzie jest właśnie ekscytująca. Kilku szmatek na jeansach i mamy patchworkowe spodnie. Nie trzeba od razu wydawać kupy kasy w sklepach.
    I co to znaczy, że śledzenie trendów to strata czasu? Nie interesują Cię nowe kolekcje, to może jesteś wędkarzem i na bieżąco sprawdzasz przepisy na zanęty.
    Nie wiem, czy warto być modnym, ale na pewno warto wiedzieć co jest modne.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      O, podoba mi się takie rozróżnienie, które podałaś w ostatnim zdaniu: żeby oddzielić „bycie modnym” od śledzenia trendów jako takich, czyli żeby nie utożsamiać automatycznie osób, które są na bieżąco z tym, co w modowej trawie piszczy z tymi, którzy od razu wcielają nowinki w swojej garderobie. Dobra uwaga do naszej dyskusji. Niby to oczywiste, ale wcześniej się nie pojawiło. Dzięki!

  • Magda

    jestem ciekawa czy zgadzasz się z Markiem Jacobsem, że trendy umarły?

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      A wiesz może, co on miał konkretnie na myśli rzucając to hasło? Bo ogłosić „śmierć” czegokolwiek jest stosunkowo łatwo, hasło jest chwytliwe, ale co to konkretnie znaczy?

      Jeśli chodzi o takie wyznaczanie trendów jak za czasów Diora, który metrem krawieckim wyznaczał obowiązującą długość spódnicy i nie ma zmiłuj, to jest nowy trend, za którym należy podążać, to takie czasy już się faktycznie skończyły. Natomiast – jak też przemknęło we wpisie – jeśli popatrzymy na różne propozycje na wybiegach, to nadal można wyznaczyć pewne dominujące tendencje, np. kształt sylwetki, nawiązania do minionych epok, określony krój ubioru, które są bardziej widoczne od innych. I takie trendy nie umarły, mają się całkiem dobrze i nie wydaje mi się, żeby miały zniknąć. Bo wtedy wszyscy i ciągle ubieralibyśmy się jednakowo – a to jest sprzeczne z naturą. Więc odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: nie, nie zgadzam się z Jacobsem, że trendy umarły. Po prostu są rozproszone i bardzo trudno wyznaczyć jedną, najbardziej dominującą tendencję.

      I mam ochotę przeczytać jakąś dobrą książkę o trendologii.

  • Lena

    bardzo chaotyczny tekst

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Bardzo krótka uwaga na temat tekstu. Skoro widzisz wady, to może wiesz też, co i jak można w tekście poprawić? Zawsze sobie cenię konstruktywną krytykę. Albo może zmierzysz się z odpowiedzią na pytanie postawione w tekście?