Siedem życzeń

15 stycznia 2014

Zamiast tekstu o trendach na rok 2014 lub podsumowania roku minionego, chciałabym Wam dziś zaproponować stworzenie listy mniej lub bardziej realistycznych życzeń skierowanych w stronę szeroko rozumianego świata mody i nas samych, korzystających z jego dobrodziejstw. 

Na podobieństwo miss świata, które chcą dla wszystkich pokoju, szczęścia i równego dostępu do butów na obcasie dziś my zróbmy listę (nie)prawdopodobnych zaleceń, dzięki którym świat mody i nasze w nim przebywanie mogłyby stać się odrobinę bardziej przyjazne. Garść pierwszych pomysłów prezentuje się następująco:

Życzenie pierwsze: wysłać jednego maila

Zacznijmy od sprawy, która zyskuje coraz większe znaczenie dla kupujących odzież: sprawiedliwe warunki wynagradzania pracowników zatrudnionych w przemyśle odzieżowym i ekologiczne metody produkcji odzieży. Co możemy z tym zrobić? Sprawdzajmy strony internetowe firm odzieżowych i szukajmy informacji, gdzie i w jakich warunkach są szyte ubrania, które zdecydujemy się kupić.
A może nawet spróbujmy napisać maila do takiej firmy o tym, że interesuje nas gdzie i w jakich warunkach prowadzi produkcję oraz gdzie możemy znaleźć interesujące nas w tym temacie informacje. Może nie zawsze ktoś odpisze, może nie zawsze znajdziemy czas na taką korespondencję, a bluzkę czy spodnie trzeba kupić natychmiast, ale może uda nam się wysłać choć jednego takiego maila w tym roku? Wysyłamy mrowie informacji w wirtualną przestrzeń, więc jedna wiadomość więcej nie zrobi nam większej różnicy, prawda?

Życzenie drugie: dać drugie życie

A jak już tak chcemy coś kupić, to może warto chwilę się zastanowić, czy aby nie mamy już czegoś podobnego w szafie? Czy na pewno jest nam to potrzebne? Jak guzik u płaszcza właśnie odszedł do Wiecznej Krainy Odpoczynku Guzików, to zamiast pozbywać się płaszcza warto sięgnąć po igłę i nitkę i … przyszyć nowy (albo wymienić od razu cały garnitur guzików). Wiem, myśl to być może rewolucyjna, ale podobno Nowy Rok to zmiany, więc spróbujmy zaryzykować. Ba, przy bardziej skomplikowanych operacjach warto skorzystać z usług krawcowej. Koszt wymiany podszewki żakietu, która w szale pracy (no, powiedzmy, że chodzi o pracę, a nie o szaleńcze wywijanie żakietem podczas pląsów na parkiecie) jest jednak znacząco niższy od kupna nowego odzienia. Podobnie jak wymiana zepsutego suwaka w spodniach, czy  - w przypadkach niezmiernie rzadkich, a szczęśliwych – zwężenie sukienki. I nadal można w tych rzeczach chodzić.

Życzenie trzecie: kupować polskie

No ale dobrze, czasem jednak kupić coś trzeba, albo nawet jak nie trzeba, to odświeżenie garderoby bywa trafionym pomysłem. Warto wtedy wyjść z centrum handlowego i zajrzeć do jakiegoś butiku, który niekoniecznie krzyczy szyldem znanej marki. Może czasem nawet ma mało widoczny szyld, albo chwilę trzeba go poszukać (jak spróbujecie znaleźć butik Młodych Polskich Projektantów w Warszawie, to zrozumiecie, o co chodzi – ale może od mojej listopadowej wizyty coś się zmieniło? W Poznaniu natomiast można zajrzeć do butiku TUTU). Znajdziemy tam rzeczy od polskich twórców i twórczyń. Ich często łatwiej dopytać o to, skąd biorą materiały do swoich kreacji i gdzie one powstają (patrz paragraf o dociekaniu, skąd się biorą ubrania). Owszem, wymaga to czasem nieco wysiłku, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Za to można zdobyć rzecz, którą z przyjemnością będziemy nosić przez dłuższy czas, bo nikt inny takiej nie ma (albo mało kto). Snobizm mało groźny, a wydane pieniądze zostają w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju. Taki mały odzieżowy patriotyzm. W mojej szafie testom podlega fantastyczna bluza od Domi Grzybek – jak przeżyje następne testy (bluza, nie projektantka) to będzie o tym wpis.

Życzenie czwarte: zwiększać różnorodność

Dużo liter już wyklikano na temat, że modelki i modele muszą być tacy szczupli, czy wręcz chudzi, bo wtedy ubrania lepiej się układają, no i trudno przygotować kolekcję dla modelek o różnych kształtach ciała. Czytaliście o tym pewnie milion razy, więc milion pierwszy nie jest potrzebny. Niemniej warto życzyć twórcom reklam wszelakich, a reklam odzieży w szczególności, by raczyli częściej dostrzegać istnienie także osób o wymiarach odmiennych od „modelowych”. Osób o różnych kolorach skóry, wieku, wzroście, wadze czy osób niepełnosprawnych. Można nieśmiało podejrzewać, że część z nich także chciałaby dobrze się ubierać, a nie do końca odnajdują odpowiedź na swoje potrzeby w wyidealizowanych obrazkach z supermodelką na pierwszym planie. Hej, przemyśle odzieżowy, my też tu jesteśmy: ludzie o różnej kubaturze.

Życzenie piąte: odpuścić szafiarkom

Co i komu daje nazwanie „głupiutką” dziewczyny prowadzącej bloga, na którym pokazuje swoje stylizacje? Albo wytknięcie jej, że zarabia niemało na tak trywialnej czynności jak prezentowanie nowo nabytych ciuchów, odwiedzanych salonów i bywania w różnych miejscach? Po co ta niechęć, żółć i zawiść? Hobby jak każde inne – jedni lubią ciuchy, inni historie wojen napoleońskich. O, z nich też można się ponatrząsać, bo wódz był niziutki i nosił śmieszną czapkę. Tylko wytykanie komuś braków umysłowych per wspomniana powyżej „głupiutka” przede wszystkim mówi, że osoba wygłaszająca takową opinię jest co najmniej na bakier z kulturą osobistą, a o blogerce nie mówi nam niczego. A jeśli już któraś chlapnie coś skandalicznego… to naprawdę musi być wiadomość dnia?

Życzenie szóste: obudzić w sobie głód

Właśnie. Hasło „moda” najczęściej kojarzy się z ubraniami, stylizacją i pokazami. Ale to może przestać w pewnym momencie wystarczać, budzi się w człowieku apetyt na więcej: na książki, na wykłady, na spotkania, na wystawy. Z wydarzeń minionego roku warto zwrócić uwagę na poznański Art&Fashion Festival, marcowy Warsaw Fashion Film Festival, konferencję poświęconą modzie i dizajnowi zorganizowaną w Warszawie przez Zespół Badań Mody i Dizajnu czy wystawę „Elegancja Francja. Z historii mody XX wieku”, która miała miejsce w poznańskim Centrum Kultury Zamek. Takie spotkania fantastycznie pokazują, że „moda” to dużo więcej niż wiszące na wieszakach ubrania.

Życzenie siódme: wyjść z szafy

Ubrania potrafią zafascynować. Historie, przekonania i batalie, które za nimi stoją warte są czasu spędzonego na ich odkrywaniu. Często za prostą szmatką kryje się rewolucyjna myśl czy obyczajowa przemiana. Warto grzebać w takiej szafie? Bez dwóch zdań: tak. Jednak przy tym całym szmacianym entuzjazmie (i piszę o „szmacianym” z pełnym uznaniem) jak już tak sobie życzymy w kwestiach modowo-odzieżowych, to nie ograniczajmy swojego życia do szafy. Wyjdźmy z niej do życia, marzeń i przeżyć, które niekoniecznie są związane z ciuchami.

Czy te życzenia wydają się Wam realne do zrealizowania? Co jeszcze możemy dopisać do listy?

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ kelly

    Dodaję 8 – mniej narzekania, więcej działania :)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Po trzykroć tak!

  • http://aleoczym.blogspot.com/ Nana

    1. Co do e-maili do firm: z własnego doświadczenia wiem, że większe firmy często nie odpowiadają na wiadomości. Jedna skrzynka pocztowa, miliony meili jednego dnia, rzadko co zdarzy się, żeby ktoś pokusił się o odpisanie. Chociaż pomysł jest świetny, może sama się kiedyś o to pokuszę. Pytanie pań w sieciówce raczej nic mi nie da.
    3. O tak! Sama mam takie postanowienie! Sprzedać albo oddać swoje ciuchy, zrobić porządek w szafie, wyrzucić wszystkie poliestry i akryle i przerzucić się na jakość, a nie ilość. I szyć samemu. Pójść na kurs, nauczyć się porządnie szyć, a nie tak jak mam w zwyczaju teraz – „jakoś”.
    Co do punktu 5. – Odpuścić szafiarkom będzie ciężko. Ja osobiście nie mam nic do dziewczyn, które chcą się poprzebierać i porobić zdjęcia. Najczęściej mają po 15, 16 lat, więc okej, niech się bawią, przebierają, ekhem, przepraszam… stylizują. Tylko boli mnie, jak blogerki twierdzą, że interesują się modą, a później przychodzi co do czego to nie wiedzą kim jest Hamish Bowles. Jeżeli już się interesują i deklarują się to niech interesują się porządnie.
    6. Głodu mi na modę na szczęście nie brakuje. Zaczynam planować wyjazd do Warszawy na wystawę „2m2 mody”, której niestety nie udało mi się zobaczyć w Poznaniu, czekam na kolejną edycję „Elegancji Francji” w Łodzi, powoli zaczynam zastanawiać się jak zdobyć wejściówki na fashion week i modlę, żeby tym razem jesienią znów nie pokrywał się z Art&Fashion Festival. Jednego sobie życzę: odwagi do zgłoszenia się na warsztaty na poznańskim festiwalu.

    Możemy życzyć sobie wytrwałości, zapału do działania, wiary w słuszność naszych działań i mocy zmieniania, żeby ten nasz mały modowy światek parł do przodu i parł w dobrym kierunku!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Wiem, że z tymi mailami jest ciężko, ale ziarnko do ziarnko i tak dalej. Z paniami w sieciówkach też jest różnie, czasem trafi się sprzedawca lub sprzedawczyni, którzy wiedzą, dlaczego coś jest u nich eko.

      Co do niechlubnego przykładu z nieznajomością pana Bowlesa: dlatego wolałabym odróżniać szafiarki od blogerek modowych.

      Też niestety nie dotarłam na „2m2 mody” w Poznaniu, co uważam za skandaliczne w swoim przypadku, ale nie dałam rady czasowo (a to brzmi jeszcze gorzej). Wystawa w Łodzi będzie punktem obowiązkowym, podobnie jak AFF 2014. Łódzki tydzień mody wystarcza mi na zdjęciach.

      Życzę Ci w takim razie odwagi i sukcesu z warsztatami :)

      Dzięki za życzenia i za komentarz.

  • A.

    Nie wiem czy dobrze sie wpisze w intencje zyczen, nie mam gustu i nie cierpie „chodzic po sklepacha’ , a chcialabym byc ciekawie ubrana, to teraz takie wazne:-( , dlatego marzę o takiej sytuacji, składam zamowienie w firmie internetowej sprzedajacej ciuchy, przesyłam swoje zdjecie i wymiary, i określam target typu; wesele, randka, praca , a osoby sprzedajace przysyłają mi gotowy zestaw. Byloby cudnie-))
    Pozdr

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Może to jest pomysł na biznes? ;) Mogłabyś mieć własną firmę, która robi dokładnie to, czego potrzebujesz, a przy okazji obsługuje inne osoby. Warto rozważyć :)