Sekrety mody + konkurs

13 maja 2014

„Sekrety mody”, książka która niedawno ukazała się w wydawnictwie Bukowy Las, już na samym wstępie wzbudziła szereg pytań w mojej głowie i to jeszcze zanim dostałam ją do rąk własnych. A wszystko przed podtytuł tej publikacji, który głosi, co następuje: „18 projektantów, którzy zrewolucjonizowali świat”. Dlaczego akurat 18 osób? Skąd taki, a nie inny wybór? A po zerknięciu w spis treści: gdzie do licha podziała się Chanel? I najstraszniejsze z wszystkich pytań: dlaczego w zestawieniu „projektantów” znalazł się Amancio Ortega, twórca Zary (o którym to także ukazała się osobna książka, moją recenzję znajdziecie pod tym wpisem).

Sekrety mody-okl-mini

Korowód wybranek i wybrańców autora książki Yanna Kerlau prezentuje się następująco: Charles Frederick Worth, Madeleine Vionnet, Paul Poiret, Elsa Schiaparelli, Cristobal Balenciaga, Zara (właśnie, Zara, a nie Amancio Ortega), Christian Dior, John Galliano, Yves Saint Laurent, Mary Quant, Vivienne Westwood, Stella McCartney, Ralph Lauren, Calvin Klein, Diane von Furstenberg, Issey Miyake, Yohji Yamamoto oraz Rei Kawakubo. Ciekawy dobór, prawda? Na szczęście już w przedmowie dowiadujemy się, że Chanel została już opisana w poprzedniej książce autora („Dynastie, które stworzyły luksus”) i dlatego nie ma jej wśród szczęśliwej osiemnastki. Autor jednak w tej samej przedmowie mówi o dwudziestu osobach, które panują nad światowym rynkiem mody, co wprowadziło mnie w lekką konsternację. Ostatecznie za dziewiętnastą „bohaterkę” uznałam torebkę (bo temu przedmiotowi pożądania został poświęcony osobny rozdział), po czym utknęłam w swoich matematycznych refleksjach na amen.

Wiecie już, że ocenę książki – zaraz po okładce – zaczynam od bibliografii, bo tam zawsze znajdę coś ciekawego. Prace, z których Kerlau korzystał, wprowadziły mnie w stan lekkiego zakompleksienia, bo po raz kolejny dochodzę do wniosku, że jeśli wgłębiać się w historię francuskiego haute couture to tylko znając francuski. Jawnie zatem objawiam zazdrość wobec autora, który ma dostęp do takich prac, z których ja, pełna chęci, zrozumiem najwyżej tytuł.

Niemniej, mając dostęp do tak szerokich i głębokich źródeł książka zostawiła we mnie pewne poczucie … niedosytu? Z jednej strony tych kilkanaście rozdziałów jest niezwykle lekkostrawne, autor uwodzi językiem pełnym bogatych metafor i rozbudza marzenia o tym, jak pięknie i interesująco dzieje się w świecie mody. Przy lekturze pierwszych kilku rozdziałów miałam nieodparte wrażenie, że głównym bohaterem nie jest wcale jakaś osoba, która wprowadziła coś nowego do naszej garderoby, ale Paryż. Miasto, które przyciąga tych, którzy chcą zrealizować swoje marzenia, a co więcej udaje im się to (choć wątek związanej z tym harówki jest ewidentnie mniej romantyczny i mniej rozbudowany, ale co tam). Potem jednak pojawiają się brytyjskie rewolucjonistki i Paryż może nie tyle zostaje strącony z piedestału, ale jakby gaśnie przytłumiony londyńską energią. Nie wiem, czy Balenciaga zestawiony w jednym rozdziale z Zarą przewrócił się w grobie raz, czy wciąż rotuje, ale przyznam, że taki pomysł jest co najmniej śmiały. Danina zostaje też złożona ziemi amerykańskiej i japońskiej, co w efekcie daje nam kolaż pod tytułem „Sekrety mody”.

„Sekrety mody” nie zdradzają jednak jakichś szczególnych sekretów, czy to o pracach, czy to o życiu sportretowanych osób. Trudno w rozdziale liczącym około dwudziestu stron wyczerpująco przedstawić historię domów mody istniejących przez dziesięciolecia. Myślę jednak, że ta książka dobrze się sprawdzi w charakterze wakacyjnej lektury, gdy między opalaniem jednego i drugiego boczku będziemy mieć ochotę na sympatyczną gawędę o wybranej osobowości z modowego światka. A jeśli najdzie nas ochota na więcej? Cóż, proponuję petycję do wydawnictwa, że to skandal i granda, że za rzadko wydaje książki o modzie (choć należy pamiętać o będących już na rynku książkach poświęconych Diorze i Balenciadze).

A teraz meritum, czyli konkurs, na który czekacie, a w którym to można zdobyć właśnie egzemplarz „Sekretów mody”. Reguły konkursowe są niezmienne (czyli nie proponuję takich, jakich sama nie mogłabym zaakceptować), zmienia się tylko zadanie konkursowe. Co tym razem dla Was wymyśliłam?

1. Zadanie konkursowe jest następujące: autorka bloga modologia ma właśnie mnóstwo pracy i chętnie pooglądałaby jakieś absolutnie odjechane kreacje, czy to pochodzące z przeszłości, czy z teraźniejszości, stworzone przez osoby już martwe lub nadal cieszące się pobytem na tym ziemskim padole, może to być również stylizacja osoby mniej lub bardziej znanej, albo wybranej blogerki lub blogera. Zatem w ramach zadania konkursowego proszę o wklejenia  w komentarzu linka do wybranej przez Was kreacji wraz z uzasadnieniem, dlaczego Waszym zdaniem tenże projekt jest najbardziej szalony na świecie. Uprzedzam, że komentarze z linkami muszę każdorazowo zatwierdzać, więc proszę o brak stresu, jeśli Wasza propozycja nie pojawi się od razu pod wpisem.

2. W konkursie biorą udział wyłącznie odpowiedzi zamieszczone pod tym wpisem na blogu. W konkursie nie biorą udziału odpowiedzi umieszczone na fejsbuku. Na fejsbuku konkurs już był.

3. Konkurs trwa do poniedziałku 19. maja do 23.59. Ponieważ nie będę do północy siedzieć przed komputerem, to może zdarzyć się tak, że komentarz zgłoszony przed upływem terminu zgłoszenia pojawi się dopiero we wtorek rano, bo dopiero wtedy go zatwierdzę, więc tym też proszę się nie stresować. Ogłoszenie wyników nastąpi we wtorek, w godzinach popołudniowych. Zwycięska odpowiedź będzie tylko jedna. Zwycięską odpowiedź wybieram ja i tylko ja, żadne tam lajki pod komentarzem. Osoba, która wygra książkę zostanie poproszona o podanie adresu, na który z pomocą Poczty Polskiej wyślę nagrodę.

4. W konkursie nie mogą brać udziału blogerki i blogerzy, których mam wśród znajomych prywatnie. Choć żadna siła nie broni im udzielenia odpowiedzi na konkursowe zadanie i dzielenia się swoimi przemyśleniami.

5. Aby wziąć udział w konkursie nie trzeba lubić fanpejdża modologii: jeśli jesteś tu właśnie pierwszy raz i Twoja odpowiedź zagwarantuje Ci wygraną i interesuje Cię tylko książka – ok. Osobiście nie znoszę konkursów, w których najpierw trzeba coś „polubić” żeby móc coś wygrać, więc skoro jesteśmy w mojej piaskownicy to ja rozdzielam grabki i wiaderka. A poza tym, naprawdę są ciekawsze rzeczy do roboty niż sprawdzanie czy konkursowicze to fejsbukowi polubowicze.

Jasne? Czas start.

* * *

Dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las za przesłanie trzech egzemplarzy książki oraz za absolutny brak wskazań, co należy zrobić z dwoma dodatkowymi egzemplarzami.

Strona wydawnictwa (KLIK), fanpage (KLIK).