Najprawdopodobniej najlepsza

16 czerwca 2014

Garść powodów, dla których warto (trzeba!) sięgnąć po książkę Anny Pelki „Z [politycznym] fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD”:

1. Żeby dowiedzieć się, że pierwsze pokazy mody w Polsce po II wojnie światowej odbyły się już w 1946 roku.

2. Żeby poznać enerdowską subkulturę „młodych gniewnych”, czyli „die Halbstarken” (co przetłumaczyłabym jako „półmocni”, swoją drogą niezła nazwa).

3. Żeby odkryć, czym zasadniczo różnił się punk w NRD od punku w Wielkiej Brytanii. Jedno zdanie, a właściwie połowa zdania, która trzasnęła mnie w synapsy i trafiła na listę: pogrzeb w tym, to przeciekawe.

4. Żeby wiedzieć, co to „emki”.

5. Jak absurdalna była polityka władz w NRD wobec mody na maksi sukienki. Moda sobie, władze sobie – dwa równoległe wszechświaty, materiał na książkę fantastyczną.

6. Żeby za Karin Stanek zanucić „Tato, kup mi dżinsy” (właśnie, Tato jak to czytasz, to na fali nostalgii za muzyką Twojej młodości… ). Albo razem z Czerwonymi Gitarami zaśpiewać „Moda i miłość”.. ach, zrobiło się tkliwie i romantycznie…

7. Żeby zaplanować filmowe lato z filmografią zamieszczoną w książce. Choć jedno lato to mnie akurat może nie wystarczyć, ale jest co oglądać, szczególnie jeśli chodzi o mało znane na polskiej ziemi filmy niemieckie.

8. Żeby zastanowić się, czy chcielibyśmy, żeby nam państwo zafundowało ubrania w stylu „narodowo-nastolatkowym”. Możecie zgadywać, czym się toto objawiało i jaki miało odzew wśród grupy docelowej.

9. Żeby poznać specyfikę pracy osób projektujących ubrania w wielkich zakładach odzieżowych w sytuacji ograniczonego dostępu do prasy zachodniej, braku dostępu do czegoś takiego jak trendbook, braku pożądanych tkanin i w ogóle to jakby to było projektować coś dla klientów będąc odciętym od świata zewnętrznego i mając do dyspozycji mniej lub bardziej rozwiniętą własną fantazję (karmioną przez socjalistyczny system, o tym nie zapominamy). Albo inaczej: jak to jest projektować z myślą, że jak już nasz projekt pojawi się na rynku to jedno jest pewne: będzie niemodny.

10. Żeby się zastanowić, czy aby nie skorzystać z pomysłu rodem z PRL-u i nie utworzyć Stałej Grupy Roboczej do spraw Kultury Odzieżowej. Były to „spotkania fachowców w dziedzinie ubioru”. Brzmi nieco komicznie, ale widzę tu olbrzymi potencjał. Marzenia niektórych modowych zapaleńców zostałyby na pewno spełnione, gdyby tak można było odgórnie narzucić nowy kanon estetyczny w zakresie ubioru. Na początek: skarpety w sandałach dla wszystkich!

11. A wiecie dlaczego na trasie Suwałki-Warszawa nasze rodaczki lub też rodacy wycinali kawałki skaju z siedzeń autobusowych? To się zdarzyło w 1977 roku, są na to dowody. Co ta moda z ludźmi robiła… ale wiecie, dlaczego ten skaj był obiektem pożądania?

12. Żeby przestać marudzić „u nas nic nie było” (mówimy cały czas o PRL-u), bo dla projektantek i projektantów w NRD wzorem do naśladowania była Moda Polska (i tu pękamy z dumy, pęk!), a to, co wolno było w kwestii ubioru w Polsce, było w NRD niejednokrotnie nie do pomyślenia.

13. I to jest najważniejsze: ta książka jest efektem dobrej roboty, rzetelnego badania przeprowadzonego w różnych archiwach i bibliotekach, przeczytanych książek, artykułów i obejrzanych filmów. To jest efekt bardzo wnikliwej pracy Autorki, która poza tym, że pokazuje nam modę młodzieżową PRL i NRD, to przede wszystkim jest najlepszym argumentem dla wszystkich tych, którzy twierdzą (bo nadal tacy się znajdą), że „moda” to sprawa trywialna, banalna dla osób o pustych główkach. Nie. Ta książka pokazuje, że żeby dobrze i ciekawie napisać „coś o modzie”, trzeba mieć wiedzę nie tylko o pokazach, ale to też głęboka znajomość historii i – uwaga – popkultury. Bo muzyka, filmy, książki grają w kontekście mody młodzieżowej olbrzymią rolę. Bo tu nie chodzi tylko o zmieniającą się długość kiecki czy szerokość nogawki, ale właśnie o te wszystkie codzienne sprawy, to, co interesowało i wpływało na gusty młodzieży żyjącej w systemie, do którego – mam nadzieję – nigdy nie powrócimy.

pelka

A czy książka ma jakieś… słabości? Tak, dwie: za szybko się kończy i ma wyłącznie czarno-białe zdjęcia. Pierwsze to skandal, drugie jak podejrzewam jak zwykle rozbija się o pieniądze, bo kolorowe ilustracje podnoszą cenę książki. Biorąc pod uwagę poziom czytelnictwa to chyba zbyt wielkie ryzyko dla wydawnictwa.

Na koniec zaryzykuję następujące stwierdzenie: to jest najlepsza książka roku 2014, z szeroko pojętego zakresu mody, jaka w tym roku pojawiła się na polskim rynku wydawniczym. Kapelusze z głów wobec Autorki. Mam nadzieję, że ta książka zostanie przetłumaczona na język angielski, bo to jest dla Anglosasów ziemia modowa absolutnie nieznana.

Serdecznie dziękuję wydawnictwu słowo/obraz terytoria za przesłany egzemplarz. Mam nadzieję, że umowa z Anną Pelką na następną książkę to czysta formalność.

Strona wydawnictwa (KLIK).

Link do książki na stronie wydawnictwa (KLIK) – można zajrzeć do środka!