Tomasz Perfekcjonista

23 czerwca 2014

Mamy. Mamy nasz pierwszy film w całości poświęcony polskiemu projektantowi. Oko kamery Judyty Fibiger skupiło się na osobie Tomasza Ossolińskiego. To drugi – po „Political Dress” – film polskiej reżyserki, w którym zajmuje się ona jakże wdzięcznym tematem „moda w Polsce”.

I jak? I jak? Po pierwsze, już dłuższa chwila minęła od czasu, gdy obejrzałam jakiś film dokumentalny związany ze światem mody, więc byłam na lekkim filmowym głodzie. Po drugie, udało mi się uniknąć czytania recenzji o filmie (poza wpisem Harel), więc czekałam na film bez wygórowanych oczekiwań. Po trzecie w końcu, miałam zagwarantowaną dyskusję o filmie w towarzystwie Piotra (Muzealne Mody) i Kasi (Efekty Uboczne), więc wiedziałam, że skrzyć będzie.

Przede wszystkim, jeśli ktoś oczekuje, że obejrzy film pokazujący drogę kariery Tomasza Ossolińskiego, to ma wysoką gwarancję na rozczarowanie. W tym przypadku można mieć jednak pretensję tylko do siebie, bo trzeba tytuł filmu przeczytać ze zrozumieniem: Before the show, a zatem przede wszystkim oglądamy to, co dzieje się podczas przygotowań do pokazu i naturalnie zwieńczenie owych przygotowań, czyli sam pokaz właśnie. Oczywiście, w filmie pojawiają się ujęcia dotyczące drogi, jaką przeszedł projektant – w dużym skrócie od szkolnego konkursu, w którym miał okazję pokazać swoją kolekcję Jerzemu Antkowiakowi, przez pracę na stanowisku projektanta marki „Bytom” aż do stworzenia własnej firmy. Przyznam, że ta część historyczna dla mnie zawsze jest najciekawsza i po wyjściu z seansu wielki neon jarzył się w mojej głowie: film o historii marki „Bytom”!!! Proszę!

Film skupia się na trzech tygodniach poprzedzających pokaz, który jest ukoronowaniem dwudziestolecia pracy pana Ossolińskiego. Projektowanie, krojenie, przymiarki, szycie, pokaz – i towarzyszące temu rozmowy. Wszystko odmierzone z precyzją metra krawieckiego. Spokojnie, na czas, bez problemów.

TO_filmPlakat via. Autor plakatu: Piotr Krzymowski.

No i właśnie. Jeśli ktoś oglądał serię The Day Before, to może poczuć pewien niedosyt… emocji? Bo Tomasz Ossoliński wydaje się być w tym napiętym okresie przed pokazem ostoją opanowania, film toczy się spokojnie od zadania do zadania, od rozmowy do rozmowy (ok, jest jeden „moment”, który temu przeczy), ale zasadniczo wszystko jest pod kontrolą. No i usłyszałam, że to nudne, płaskie i poziome. A dla mnie nie. Dla mnie to cięcie wykrojów, szum maszyn do szycia i spokój głównego bohatera działały niemalże kojąco. Nie znam się na tym, co dzieje się w prawdziwym życiu na zapleczu pokazów, więc nie mogę ocenić, czy ten porządek, który widać w filmie odpowiada rzeczywistości. Może jednak zdarzają się przypadki ogarnięcia chaosu organizacyjnego i ów przypadek właśnie nam się trafił? A może to obraz oczyszczony z wszelkich trudnych momentów i jakichkolwiek opinii krytycznych, bo na ten film należy spojrzeć jak na uroczą laurkę, którą wręczamy solenizantowi w dniu jego święta?

Najbardziej zapadającą w pamięć sceną jest wizyta projektanta w starej fabryce „Bytomia”. Zobaczycie, zrozumiecie. Najbardziej doceniam pokazanie, że projektant nie wyłonił się z morskiej piany, ale na to gdzie jest i co teraz robi wpłynęły konkretne osoby – i one także mają swoje miejsce w filmie: nauczycielki, szwaczki, współpracowniczki i współpracownicy. Szkoda tylko, że poza Jerzym Antkowiakiem nie dano głosu osobom z jakiejkolwiek redakcji modowego czasopisma.

Jedna rzecz natomiast woła o pomstę do nieba. Z moich fejsbukowych poszukiwań wynika, że film nie ma nawet fanpejdża, jest tylko strona wydarzenia (KLIK). To naprawdę ciut mało.

Trudno określić ten film mianem porywającego. Zawsze można pewne rzeczy opowiedzieć inaczej i powiedzieć coś więcej, do najlepszego dzieła można się przyczepić. Nie znam projektanta osobiście, co może (choć nie musi) wpływać na to, jak odbieram jego filmowy wizerunek: perfekcjonisty, któremu bardzo zależy na tym, żeby dopilnować osobiście każdego szczegółu. Bez dramatów, bez darcia szat, bez taniego celebryctwa. Po prostu dobra, solidna robota. Coś, czego myślę, ciągle nam mało. I dlatego warto pójść obejrzeć ten film.

* * *

Strona Tomasza Ossolińskiego (KLIK)

Dystrybutor filmu: Vue Movie (KLIK)

Na Youtube można obejrzeć poprzedni film Judyty Fibiger „Political Dress” (KLIK). W dodatku z angielskimi podpisami. Normalnie magia. Wysyłam to w świat i w końcu się dowiem, jak odbierają ten film osoby nieznające szczególnie dobrze polskiej historii.