David Bowie jest…

15 lipca 2014

Włączamy piosenkę Davida Bowie Fashion (KLIK) i zaczynamy!

david-bowie

Foto via.

Wystawa David Bowie is…, którą do 10. sierpnia można oglądać w berlińskim Martin Gropius – Bau, to jedna z najlepszych wystaw, jakie dane mi było oglądać. Jej obejrzenie zajmuje spokojnie ponad trzy godziny, a jeśli chcemy się na coś napatrzeć i wszystkiego wysłuchać, to na pewno można zostać i dłużej. Dwa lata temu podczas konferencji w Mediolanie Christopher Breward prezentował okładki płyt winylowych Davida Bowie i analizował, jaki wpływ wywierał ten artysta na styl ubierania w danym okresie. Już same oglądanie samych okładek płyt było fascynujące, a berlińska wystawa to dużo, dużo (i jeszcze raz dużo) więcej. To pokazanie skąd Bowie czerpał inspiracje, co czytał, oglądał, z kim się spotykał, gdzie mieszkał, niemalże możemy zajrzeć do głowy tego twórcy. Zajrzeć i najzwyczajniej w świecie się zachwycić.

Na wystawie znajdują się sceniczne kostiumy Bowiego i od tygodnia zastanawiam się, które wybrać, jako trzy najciekawsze, najlepsze, najpiększe, naj… Trudno mi jeden postawić na podium.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych kostiumów jest ten zaprojektowany w 1973 roku przez japońskiego projektanta Kansai Yamamoto na trasę Aladin Sane* Tour (foto poniżej z prawej). Fascynacja Bowiego Japonią zaczęła się już w latach 60-tych i na wystawie możemy zobaczyć, w jaki sposób nawiązywał do elementów kultury japońskiej w swoim scenicznym wizerunku. Bowie interesował się tybetańskim buddyzmem, teatrem nō i kabuki.

DB

Z kolei płaszcz wykorzystujący motyw brytyjskiej flagi powstał we współpracy z Alexandrem McQueenem w 1997 roku. Choć jeśli przyjrzymy się okładce płyty grupy The Who „My Generation” z 1965 roku (KLIK) to widzimy, że pomysł duetu Bowie plus McQueen nie jest nowatorski.

Jednak gdy obejrzałam teledysk „The man who sold the world”, w którym Bowie występuję wspólnie z Klausem Nomi (KLIK) i zobaczyłam inspirację pracami Sonii Delaunay to aż mlasnęłam (to był mentalny mlask oczywiście). Takie zabawy nawiązaniami to ja lubię. I to jest największa zaleta tej wystawy: intelektualna zabawa z widzami w grę „czy znasz to, co znał Bowie?”. To jest jak wielowarstwowy tort, w którym odkrywamy co chwilę nowe smaki. Ba, wystawa jest lepsza niż tort, bo w miarę spożywania nie odczuwamy przejedzenia, tylko synapsy rozgrzewają nam się do czerwoności.

Jeśli akurat będziecie w najbliższych tygodniach w Berlinie – warto wydać te naście euro na bilet. A jak ktoś Wam zrobi prezent z tego biletu, to jeszcze lepiej. Nie umiem sobie jedynie wyobrazić tego poziomu radości z tachania do domu albumu z wystawy – no ale nie można mieć wszystkiego (na razie).

* Gra słów między „Aladin Sane” oraz „a lad insane”.