Witamina YSL

10 sierpnia 2014

14 grudnia 1983 roku nowojorski Instytut Kostiumu przy Metropolitan Museum of Art otwarł wystawę prac Yves Saint Laurent. Muzealnicy zadrżeli, bo oto w progach tej jakże szacownej instytucji pokazaniem swoich dzieł uhonorowano żyjącego projektanta. Za tym pomysłem stała niepokorna Diana Vreeland, legendarna redaktorka amerykańskiego Vogue’a, która po zakończeniu kariery  tymże magazynie została konsultantką Instytutu Kostiumu.

Yves_Saint_Laurent

Katalog z tej wystawy jest fantastycznym źródłem informacji o kolekcjach YSL. Mamy w nim chronologicznie uporządkowane życie projektanta, od dnia urodzin do roku 1982, w którym dom mody YSL świętował dwudziestolecie swojego istnienia. Mamy tu wypowiedzi osób znających YSL i mu bliskich, jak Paloma Picasso czy Catherine Deneuve. Jest też przygotowany przez jego partnera Pierre’a Bergé kolaż inspiracji, do których sięgał Yves

Mamy też historię YSL opowiedzianą przez samego YSL, co jest miłą perspektywą po lekturze jego biografii stworzonych przez mniej lub bardziej zafascynowanych nim autorki i autorów. Mówiąc o tworzeniu kreacji, Yves stwierdził, że każdy, kto sięga po środki umożliwiające ekspresję swoich wyobrażeń musi uważać na to, żeby nie popaść w śmieszność i uchronić się przed stworzeniem „chaotycznego śmiecia”. Projektant wyróżnił też amerykańskich inwestorów i prasę, bo to dzięki ich wsparciu i chęci ryzyka odniósł tak spektakularny sukces. Moda to dla niego „witamina stylu”, która stymuluje, ale którą można też łatwo przedawkować – i dotyczy to zarówno osób projektujących ubrania, jak i ich klienteli. W końcu: „Zabawa modą to sztuka. Pierwsza reguła głosi: nie pal swoich własnych skrzydeł”.

No i oczywiście, mamy kreacje. Ich oglądanie to wciągająca gra w łączenie ubiorów z inspiracjami, trendami danego czasu, pracami innych projektantów i projektantek, czerpaniem pomysłów z prac malarzy czy poetów. Coś na kształt logicznej łamigłówki, starania o odkrycie „ale kto wpadł na to pierwszy” i najzwyczajniejsza radość z oglądania świetnie wykonanych rzeczy, na podobieństwo dziecka wpuszczonego do sklepu z kolorowymi cukierkami.

W całym tym bogactwie eksponatów najbardziej moje oko przykuł but. But to nie byle jaki, bo wykonany z gadziej skóry, sięgający nad kolano, na niewielkim obcasie. Kobieta, która go nosi, musi mieć 200% pewności siebie i poruszać się z gracją… węża? To but dla Ewy, która nie tylko zjadła jabłko (poza biblijnym dziś akt ten ma wydźwięk również polityczny), ale która także bardzo utylitarnie podeszła do Węża-Kusiciela. Tak, to but dla Ewy, która zamiast być kuszoną, woli kusić. Po 51 latach od ich stworzenia te buty nadal robią porażające wrażenie.

Katalog wystawy zdecydowanie warto zdobyć i mieć tego buta chociażby na zdjęciu.

Natomiast na naszym rodzimym rynku 26. września ukaże się biografia YSL nakładem wydawnictwa Bukowy Las (KLIK). Ten rok naprawdę obfituje w lektury. Jest coraz lepiej.

  • http://karinagraj.pl/ Karina

    „Mamy też historię YSL opowiedzianą przez samego YSL, co jest miłą perspektywą po lekturze jego biografii stworzonych przez mniej lub bardziej zafascynowanych nim autorki i autorów.” To zdanie przykuło moją uwagę. Czyżby sam projektant był wobec siebie bardziej krytyczny niż krytycy mody?

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Hej Karina, raczej nie chodzi o to, że sam był bardziej krytyczny, ale większość dotychczas prezentowanych na blogu książek nie dawała wiele głosu samemu YSL, dlatego też z tego fragmentu albumu powiało dla mnie pewną świeżością.