Lillian Bassman fotografia mody

25 października 2014

Na wystawę fotografii Lillian Bassman oraz Paula Himmla poszłam wygłodniała kontaktu z wizualnymi doznaniami. Oczywiście zachętą było hasło „fotografia mody”, którą zajmowali się bohaterowie wystawy, szczególnie zaś Lillian. Czy wiedziałam coś o nich przed wystawą? Nic. Tym bardziej odkrywanie ich prac krok po kroku, zdjęcie pod zdjęciu okazało się jednym z przyjemniejszych wiedeńskich przeżyć.

Jeśli wchodzę na wystawę i już pierwsze zdjęcie tak przykuwa moją uwagę, że dominuje nad resztą wiszących na ścianach fotografii, to mam nieodparte poczucie zjedzenia wisienki przed tortem. Ale czy to przeszkadza? Wcale.

IMG_0053

Zdjęcia otwierające wystawę mają w sobie ten element, który powoduje wstrzymanie oddechu. Zachodzi obawa, że głębszy oddech zdmuchnie owo wrażenie obcowania z czymś wyjątkowym. A zdjęcia pani Bassman wyglądają jak malowane tuszem. Wiem, że to zdjęcia, ale potraktowane z malarskim zacięciem, artystyczną wrażliwością i czułością. Z jednej strony, patrząc na nie wiemy, że to projekty z przeszłości, linia lat pięćdziesiątych jest oczywista. Z drugiej jednak, te ujęcia mogłyby swobodnie pojawić się we współczesnych magazynach nie tracąc nic z oryginalnego uroku. W wywiadzie, który można obejrzeć na wystawie, Lillian mówi, że ten efekt można też osiągnąć za pomocą komputera, ale owo narzędzie jawi jej się jako zimne, nie ma w sobie nic z artyzmu, nie wymaga takich umiejętności i doświadczenia jak praca w ciemni.

Na wystawie znajduje się też zdjęcie modelki w pięknej sukni od Fatha, udekorowanej olbrzymią kokardą na dekolcie (KLIK). Modelka ma odwróconą od obiektywu twarz… bo – jak opowiadała fotografka – dziewczyna była tak pijana po francuskim lunchu, że nie dało się zrobić żadnego sensownego ujęcia jej twarzy. Tą modelką była Barbara Mullen, ulubienica pani Bassman. Wspominała ją jako dziewczynę, która wchodziła do studia przygaszona, z opuszczonymi ramionami, ale w świetle flesza rozkwitała, stawała się kompletnie inną osobą.
Z lat pięćdziesiątych pochodzi też zdjęcie modelki w bieliźnie, sfotografowanej z boku, ponieważ wówczas nie można było pokazać na zdjęciu obydwu piersi, tylko jedną, I tak powstało ujęcie „z jedną piersią”, bo w końcu jakoś tę bieliznę trzeba było pokazać.

Lillian Bassman pracowała przez lata jako dyrektor kreatywna dla Harper’s Bazaar. Ale zanim do tego doszło pracowała jako asystentka Alekseya Brodovitcha – pierwsza w historii, której zapłacono za pracę (działo się to w okolicach roku 1941, więc nie bądźcie aż tak zdumieni). Jako fotografkę cenił ją Richard Avedon, z którymi pani Bassman i pan Himmel żyli chyba w bliskiej komitywie, skoro razem chodzili na ryby (na wystawie jest i takie zdjęcie).

Zdjęcia dla magazynów mody nie dominują jednak na wystawie, bo drugim bohaterem jest Paul Himmel, który od fotografii modowej odszedł po kilkunastu latach pracy w tym zawodzie i przekwalifikował się rozpoczynając pracę jako psychoterapueta. Jednak jego zdjęcia baletnic oraz kobiece akty też pozostają w pamięci równie intensywnie jak te wspomniane na wstępie „malowane tuszem” zdjęcia Lillian.

Najbardziej poruszająca jest jednak historia obojga bohaterów wystawy, którzy poznali się jako dzieci, zamieszkali razem jako nastolatkowie i przeżyli ze sobą prawie osiem dekad. W pewien sposób ta wystawa to także historia ich przeżyć, pasji i pracy, a nie tylko kuszące słowo-klucz „fotografia mody”. Dodatkowo wystawa mieści się w domu Hundertwassera, którego kolorowe obrazy to szaleństwo barw, linii i wyobraźni. Gwarantuje to niezwykle przyjemne popołudnie.

Jeśli ktoś z Was dotrze na tę wystawę, dajcie znać, wybierzemy się na solidny, wiedeński tort.

* * *

Wystawa:

„Lillian Bassman. Paul Himmel. Zwei Leben fuer die Fotografie”,

Kunst Haus Wien Museum Hundertwasser (KLIK) – na stronie wystawy możecie zobaczyć to bieliźniane ujęcie, o którym pisałam powyżej.

  • Sonia Fogg

    byłam na ich wystawie w Grassi Museum w Lipsku. Najbardziej podobała mi się część wystawy składająca się z filmów o procesie powstawania ich zdjęć. mimo że wystawę tę widziałam dwa lata temu, dalej mam przed oczami zdjecie budynku z poustawianymi w oknach modelkami

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Brzmi super, musiało być ciekawie :)

  • http://www.onmyswing.blogspot.com/ Elaine

    Wygląda na to, że załapię się na tę wystawę na początku lutego! O ile nie zgubię się gdzieś po drodze do tego muzeum :)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Da się odnaleźć drogę ;) Ja szłam wzdłuż rzeki, a potem skręciłam w lewo i tadam! Było! Ale nie każde muzeum jest takie przyjazne… ;)

      • http://www.onmyswing.blogspot.com/ Elaine

        A jakie wiedeńskie muzeum jeszcze polecasz? Bo powoli zaczynam robić listę miejsc do odwiedzenia, więc wszelkie rekomendacje mile widziane:)

        • http://www.modologiablog.pl/ modologia

          Wiesz co, to zależy, co lubisz. Na pewno MAK – mają trochę modowych obiektów, a poza tym bardzo lubię muzea sztuk użytkowych. MUMOK – sztuka współczesna, Kunsthistorisches Museum, Albertina, Leopold Museum. Ale mają tutaj też Museum of Crime i kiedyś mignęło mi gdzieś jakieś muzeum chorób ciała, czy coś w ten deseń. Jeśli wybierasz się w lutym, to do tego czasu postaram się zrobić wpis „Świat zza szafy #2″ i w nim podać wszystkie ciekawe miejsca, niezwiązane z modą.

  • Klaudia

    Mam pytanie, zupełnie nie związane z postem, którą książkę bardziej polecasz: „Historię mody” Boucher czy „Modę. Wielką księgę ubiorów i stylów”? Zastanawiam się właśnie czy warto mieć obie czy lepiej zdecydować się na jedną, ale jeśli tak, to na którą?

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Ogólnie to wychodzę z założenia, że lepiej mieć więcej książek niż mniej ;) Czasem jedna ma więcej tekstu, a druga lepsze zdjęcia i to się dobrze uzupełnia. W tym przypadku trudno mi odpowiedzieć, bo tej drugiej nie czytałam.