„Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa” – recenzja

13 listopada 2014

Wojna i moda. Co przychodzi Wam jako pierwsze do głowy? Tragedia ludzkości zestawiona z tanim blichtrem? Zbędne skupianie się na wyglądzie, podczas gdy ojczyzna wymaga ofiar i poświęceń? Współpraca, konspiracja czy ucieczka jako sposób przetrwania? Moda jako środek walki z okupantem?

Książka Krzysztofa Trojanowskiego „Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa” to kompendium postaw przyjmowanych przez francuskich producentów odzieży, osoby projektujące ubrania i oczywiście ludzi żyjących pod okupacją niemiecką podczas II wojny światowej, postaw, które zbiorczo nazwałabym doraźnie „odzieżowymi”. Jest to przede wszystkim historia walki o utrzymanie ciągłego ruchu w biznesie zwanym haute couture, historia kobiet, którym zalecano dbanie o wygląd jako formę symbolicznego oporu wobec okupanta oraz historia kraju, dla którego „moda” jest narodowym dziedzictwem.

modawokFr

Celowo nazwałam tę książkę kompendium, bo lektura ma charakter szczegółowego, wręcz encyklopedycznego opracowania. Zebrane przez Autora materiały – bogata bibliografia, wykorzystane filmy, prasa i ilustracje – pokazują ogrom pracy, którą włożył on w opracowanie tematu. Jestem przekonana, że książka będzie stanowiła punkt wyjścia dla wielu kolejnych polskich opracowań z  zakresu „moda podczas okupacji”.

Na każdą książkę z historii mody patrzę jak na opowiadanie historii z punktu widzenia autorki lub autora, którzy selekcjonują materiały według subiektywnego gustu. Historii zebranych przez Krzysztofa Trojanowskiego jest mnóstwo: o zachowaniu francuskich kobiet, którym prasa doradzała dbanie o modny wygląd, by cieszyć oko chłopców udających się na front lub też z niego powracających; o zachowaniu Luciena Lelonge’a, który umiejętnie uchronił francuskie haute couture od upadku i przeniesienia stolicy mody do Berlina; o tym, jakie postawy wobec okupantów przyjmowali paryscy projektanci i projektantki; o odzieży na kartki, o sposobach uatrakcyjniania posiadanej garderoby metodą „zrób-to-sama”; o dostosowywaniu kolekcji do zmieniających się warunków życia francuskiej kobiety. Na polskim rynku wydawniczym ta pozycja nie ma z czym konkurować i pewnie długo nie będzie mieć absolutnie żadnej konkurencji. Można mieć tylko nadzieję, że pojawi się ktoś, kto poszerzy uwzględnione przez Autora „echa” francuskiej mody w Polsce w okresie wojennym.

Książka ta jest ważna również z tego powodu, że historia, jaką pamiętam z czasów szkolnej edukacji, była historią generałów, bitew, strategii wojennych, przemian gospodarczych – innymi słowy wielkich wydarzeń. Codziennemu radzeniu sobie z rzeczywistością podręczniki nie poświęcały wiele miejsca. Oczywiście, bitwy, wojny i wszelkie przełomy wpływały na losy tzw. zwykłego człowieka i miały wpływ na kształt naszej dzisiejszej rzeczywistości. Jednak kiedy przygotowywałam artykuł o Barbarze Hoff, we wspomnieniach jednego z działaczy opozycyjnych natknęłam się na mniej więcej taką uwagę: tych walczących o zmianę, biorących udział w historycznych wydarzeniach, o których dziś czytamy w podręcznikach historii, była garstka. Reszta starała się po prostu przetrwać, stworzyć sobie oazę normalności, dostosować się do warunków, w jakim trafiło im się żyć. W świetle tej uwagi, tym bardziej doceniam zainteresowanie Autora „Mody w okupowanej Francji…” tak frywolnym tematem jak „moda”, bo zwraca uwagę na jeden z aspektów zwyczajnego życia w wojennej codzienności. Może decyzja o tym, co dziś na siebie założę nie zmienia losów ludzkości, jak decyzja o zaatakowaniu wroga, ale odwaga i patriotyzm mają przeróżne oblicza i nie nam oceniać zachowanie przodków w sytuacji granicznej.

Książka jest fantastycznie wydana – ilustracjom, papierowi, czcionce, układowi tekstu nie można niczego zarzucić. W kwestii technicznej jedna rzecz jednak mogła być zrobiona lepiej. Zwrócił na to uwagę Piotr Szaradowski w swojej recenzji (KLIK): uwzględnienie w tekście ilustracji, do których odnosi się tekst. To znaczy, jeśli akurat czytamy o modnych kapeluszach (to od razu w nawiasie pojawia się informacja, na którą konkretnie ilustrację należy spojrzeć). Oczywiście nie jest tak, że ilustracje sobie, a tekst sobie, niemniej to rozwiązanie ułatwiłoby lekturę. Drugim utrudnieniem (choć może to zbyt wielkie słowo) była dla mnie kwestia bardzo szczegółowych opisów ubiorów, do których niestety nie było ilustracji. To jak dziecku opowiadać o czekoladkach. Wiecie, w czym rzecz. Mogę Wam opowiedzieć o zachodzie słońca, ale dopóki go nie zobaczycie, to nie zostanie w Waszej pamięci.

Zastanawiałam się też nad innymi krytycznymi uwagami Piotra, szczególnie dotyczącymi układu rozdziałów. Mnie to akurat nie przeszkadzało. Natomiast jeden z komentarzy pod recenzją Piotra sprowokował mnie do sięgnięcia po inną książkę prezentującą ten sam temat, czyli modę w okupowanej Francji. W 1990 roku Dominique Veillon napisała książkę „Fashion Under Occupation” (pierwotna wersja powstała w języku francuskim, ja mam przed sobą wydanie anglojęzyczne). Praca ta znana jest Autorowi, umieścił ją w swojej bibliografii.

Patrząc na konstrukcję książek pod względem spisu treści wyraźnie, że narracja pani Veillon jest rozbita na połowę mniej rozdziałów niż narracja pana Trojanowskiego (osiem wobec siedemnastu). Pod względem ilustracji polska książka wygrywa na całym froncie, jednak pod względem treści trudno wskazać zasadniczą różnicę pomiędzy obydwoma pracami. Układ treści jest naturalnie inny w obydwu pracach, ale obydwie książki dotykają tych samych problemów. Tak więc o ile na polskim rynku wydawniczym książka wydana przez PWN jest bezkonkurencyjna, świeża i nowatorska, o tyle w porównaniu z książką Veillon nie przynosi rewolucji w ujęciu tematu.

Z szaloną przyjemnością przedyskutowałabym również z Autorem, jak rozumie słowo „moda”, ponieważ sądząc z lektury książki są to wszystkie możliwe działania związane z ubiorem: jego projektowanie i produkcja, ubrania codzienne, haute couture, własnoręcznie wytworzone części odzieży służące uatrakcyjnieniu wyglądu, a także uniformy (np. mundury). Mam szczerą nadzieję, że będziemy mieć kiedyś okazję do spotkania i ujarzmienia tego wijącego się jak dziki wąż sposobu definiowania „moda” w tekstach akademickich.

Pozostaje zatem ostatnie pytanie: kupić czy nie kupić? Odpowiedź brzmi: kupić. Jeśli interesuje Was „moda” – zostaniecie zasypani ogromem informacji, do których z pewnością będziecie powracać; jeśli interesuje Was druga wojna światowa – może okryjecie kolejny aspekt tego dramatycznego okresu w historii, a jeśli kompletujecie biblioteczkę modowych książek – brać śmiało!

***

Krzysztof Trojanowski „Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa”, PWN SA, Warszawa 2014
(KLIK)

 Wydawnictwu PWN serdecznie dziękuję za przesłanie książki aż do Wiednia.

  • http://www.fashioncake.pl FashionCake.pl

    Wygląda bardzo ciekawie, dopisuję do mojej listy dla Mikołaja;) Nota bene również się zawsze zastanawiałam, dlaczego historia ze szkolnej ławy jest jednak tak daleka od życia tzw. zwykłych ludzi w niezwykłych momentach czasu… I z chęcią przysłuchiwałabym się Waszej akademickiej dyskusji nad hasłem „moda”. Trzymam kciuki, żeby do niej doszło:)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dzięki :) Co do definiowania słowa moda: jak patrzę na definicje, które zbierałam pod kątem doktoratu, to muszę powiedzieć, że fantazja badaczy nie zna granic ;)