YSL, czyli po prostu dobra biografia

7 lutego 2015

Od dłuższej chwili hipnotyzuję otwarty dokument, gotów do wypełnienia recenzenckimi przemyśleniami. Ale czasem oceniając jakąś książkę trafiam na swoisty umysłowy mur. Mur polega na tym, że najchętniej swoją opinię streściłabym w kilku słowach: to jest po prostu dobra książka. W przypadku biografii Yves Saint Laurent wydanej przez Bukowy Las nie ma wątpliwości: świetne źródła, zarysowane tło historyczne, dobra narracja, wnikliwa, ale nie przytłaczająca szczegółami historia, której bohaterem jest YSL.

ysl

Główny bohater nie zabiera jednak całego miejsca. Autorka biografii, Laurence Bénaïm, pokazuje, że sukces projektanta nie miałby miejsca, gdyby nie rzesze osób współpracujących z projektantem. Mało która opowieść o projektanckim życiu pokazuje to w tak wyważony, ale i dobitny sposób: geniusz geniuszem, ale uchylmy też kapelusza wobec osób realizujących owe genialne pomysły. Bénaïm pokazuje, że YSL doceniał osoby, z którymi współpracował i mógł liczyć na ich lojalność i oddanie.

Obserwując różne kariery osób starających się zaistnieć jako projektanci i projektantki, imających się różnych środków i taktyk ku temu, droga YSL choć jawi się jako pełna sukcesów. Jednak poza geniuszem złożyły się na nią i inne cechy projektanta. Bénaïm pisze tak: „Saint Laurent nie był jasnowidzem, ani socjologiem. Ale był inteligentny i wytrwały, a dzięki temu nie do pokonania”.

Myśląc sobie o kilku markach, które zapowiadały/zapowiadają się nieźle, w polskich realiach owa wytrwałość jest chyba nadrzędną cechą, która może (bo gwarancji brak) zbliżyć do czegoś tak mglistego jak „sukces”. Inteligencję natomiast rozumiem tutaj nie jako to, co mierzą testy odpowiadające na pytanie o IQ, ale o połączenie wiedzy, obycia, ciekawości, zmysłu obserwacji, zaufania własnej intuicji i otwartości na pomysły płynące od innych. Sukces projektanta to nie umiejętność robienia cudownych rysunków, to chłonięcie każdym porem otaczającego świata i przetwarzanie wrażeń w kreacje, które odzwierciedlają Zeitgeist, ducha czasów. W tym tkwi tajemnica. Jednak żeby móc ją umiejętnie rozgryźć trzeba mieć w sobie ową mieszankę wrażliwości, otwartości i pewności co do własnych wyborów, choć opierają się one li i jedynie na czymś tak nieuchwytnym jak intuicja.

W jednym z rozdziałów znajduje się z kolei uwaga dotycząca wprowadzenia przez YSL spodni do codziennej kobiecej garderoby, co dało kobietom „prawo do życia bez ciągłego zaciskania kolan”. Nic dodać, nic ująć. Ale można zrobić sobie myślowy eksperyment i spróbować wyobrazić sobie, że kobietom nadal nie wolno nosić spodni. Mnie tutaj trochę wyobraźni nie starcza, ale może komuś z Was ten eksperyment się powiedzie i doprowadzi do jakichś interesujących wniosków.

Uderzyła mnie też kwestia pozycjonowania marki YSL. Projektant powiedział jedno krótkie zdanie, pod którym pewnie niejedna firma chciałaby się podpisać: „Pozostawiam innym kłopot szycia nudnych garniturów, dla nudnych ludzi i na nudne okazje. Ja zwracam się do ludzi wolnych”. Krótko, klarownie i w punkt. W końcu jacy klienci chcą siebie postrzegać jako zniewolonych nudziarzy? Bardzo duży poziom ogólności tej uwagi trafia od razu do bardzo szerokiej grupy odbiorców. Nie ma konieczności doprecyzowywania, że „naszą grupą docelową są kobiety w wieku… pracujace w.. i bywające tam i siam…”. Wolność – słowo klucz otwierające serca i portfele. Majstersztyk w zakresie kształtowania wizerunku.

Przy okazji lektury wynotowałam sobie także sporo filmów, które były związane z YSL – czy to jako inspiracja, czy to jako film popularny w danym czasie, czy też z tego względu, że zaprojektował do niego kostiumy. Taka lista pomaga zrozumieć świat projektanta, pozwala się w nim na chwilę w pewien sposób zanurzyć. Podobnie jak obrazy czy miejsca, które były obecne w jego życiu. Dlatego od lat willa Majorelle w Marakeszu jest na mojej liście „do zobaczenia”. Im dłużej zajmujemy się modą, tym bardziej widoczne jest to, że żeby o niej sensownie i ciekawie pisać, nie można zwracać uwagi wyłącznie na krój i deseń, tylko grzebać głębiej i szerzej, sięgać do malarstwa, muzyki rozrywkowej, filmów, korzystać z dorobku nauk społecznych, humanistycznych i ekonomicznych. Inaczej tego świata zwanego „modą” nie zrozumiemy.

W lekturze przeszkadzały mi jedynie anglicyzmy, które pojawiają się w tekście: „awfully shocked”, „fashion jungle”, „if you please”, „period of grace”, „meeting place”, „I did exist, but I didn’t leave…”. Czasami ich użycie jest uzasadnione, ale w wielu przypadkach można je było swobodnie przetłumaczyć – właśnie, jeśli nie w samym tekście, to w przypisie. Zakładanie, że „wszyscy znają angielski” jest chybione. A skoro przy przypisach jesteśmy, to z kolei cześć i chwała tłumaczce, Darii Demidowicz-Domanasiewicz, za przybliżenie w ten sposób wielu postaci z kulturalnego życia Francji. Nie każdy musi wiedzieć, kim byli Jean-Gabriel Domergue czy Gerard-Louis Soyer. Nie przyjmuję do wiadomości, że czepiam się tych anglicyzmów: moja Mama ciekawa świata wielkich nie miała w życiu okazji nauczyć się angielskiego, ale nie ma problemu ze zrozumieniem słów francuskich, niemieckich czy rosyjskich. Ale takich „moich Mam” jest więcej, więc mam nadzieję, że przy następnej biografii Wydawnictwo przetłumaczy angielskie zwroty.

Po kilku dniach od odłożeniu książki zostało ze mną nieco specyficzne wrażenie, subiektywny powidok, dotyczący YSL. Bo – jak napisałam powyżej – to jest bardzo rzetelnie opracowana biografia, co do tego nie ma wątpliwości. A jednak mam wrażenie, że projektanta poznaję przez szybę, nie mogę do końca zgłębić tej postaci, poznać jego myśli. YSL całe życie wymykał się schematom, więc może odczucie towarzyszące mi po zamknięciu książki jest właśnie efektem niemożności zaszufladkowania go w znane mi schematy?

Myślałam sobie o banalnym sformułowaniu „niezrozumienia geniuszu” (uściślając: część nierozumiejąca to ja, a geniusz – wiadomo kto), którego po prostu mój pragmatyczny umysł nie jest w stanie rozłożyć na czynniki proste. A potem pomyślałam o jednej ważnej rzeczy: YSL całe niemal życie zmagał się depresją. Zrozumieć tę chorobę mogą tylko Ci, którzy przez nią przeszli i w części ci, którzy takim osobom towarzyszyli w ich zmaganiach i cierpieniu. Coraz więcej osób dotyka ta choroba, nadal traktowana jako coś wstydliwego. I tak sobie pomyślałam, że może komuś pomoże przeczytanie tej biografii, ponieważ pokaże, że dotknęła jednego z wielkich tego świata. Może pomoże coś zrozumieć. Może zwróci uwagę na to, że sukces ma swoją cenę, że geniusz to nie tylko taplanie się w światłach i łechtanie uszu pochwałami i brawami. Tak sobie przemyśliwuję nad losem człowieka, który na zawsze wpisał się w historię mody i którego historię można odczytywać bardzo wielowymiarowo.

Biografia YSL to jedna z historii, z którą mogliśmy się zapoznać w ostatnich latach w Polsce. Obok filmów takich jak „Szalona miłość” – Yves Saint Laurent” (KLIK), czy „Yves Saint Laurent” (KLIK) oraz biografii projektanta wydanej przez Wydawnictwo Dolnośląskie (KLIK), to kolejna opowieść o życiu i twórczości projektanta. Warto je sobie zebrać i porównać, bo wtedy możemy uzyskać jako taki pełen obraz, ale też przyjrzeć się jak powstają historie upamiętniające YSL – zaakceptowane (lub też nie) przez jego życiowego partnera Pierre’a Bergé (którego biografia zapewne kiedyś będzie przebojem wydawniczym).

Ferie w trakcie, czasu na czytanie część z nas ma nieco więcej, więc po odkopaniu się ze śniegowych zasp, można zakopać się w lekturze. Uprzedzam jedynie, że to nie książka na jedno popołudnie, to nie czytelniczy fast food. To lektura na kilka porządnych popołudni, więc zarezerwujcie sobie trochę czasu.

I czekamy, czym zaskoczy nas wydawnictwo Bukowy Las następnym razem.

* * * 

Dziękuję wydawnictwu Bukowy Las za przesłanie książki.

Laurence Bénaïm (2014) Yves Sain Laurent, Bukowy Las.

Strona Wydawnictwa (KLIK) i fanpejdż (KLIK).