Wiktoria Viktorii

23 lutego 2015

Parę dni temu byłam w wiedeńskim Muzeum Techniki. Jednym z eksponatów były protezy. Te z początku wieku XX uświadamiają, jak bardzo w ciągu ostatnich dekad zmieniła się technologia ich wytwarzania. A jak zmieniło się nasze podejście do protez?

20150212_135527

Szybki przegląd przyrządów pomagających nam w życiu w przypadku, gdy zawodzi nas jakaś część ciała lub też jej nie mamy albo ją tracimy: okulary, aparat słuchowy, wózek inwalidzki, kule, protezy ręki i nogi. Z tej grupy tylko okulary są obiektem, który jest neutralny. Ba, tylko okulary mogą wystąpić w roli modnego akcesorium. Słyszeliście kiedyś: „Ale masz fajny aparat słuchowy. Gdzie kupiłaś? Też taki chcę”… albo „Co za kule! Kto je zaprojektował?”… – trudno sobie wyobrazić te przyrządy jako przedmioty pożądania.

I tak sobie przemyśliwując przypomniałam sobie o klipie Viktorii Modesty „Prototype” (KLIK). Obejrzałam go. A potem obejrzałam go znów. I jeszcze raz.

„Zapomnij o wszystkim, co do tej pory myślałeś o niepełnosprawności”. Zapomnieć to może trudno, ale skonfrontować warto.

Niepełnosprawni: bezpłciowi, aseksualni, zależni od innych, wymagający szczególnej opieki, odtwórczy, nadający się tylko do prostych, niewymagających prac, smutni…? Viktoria podważa wszystkie opinie tego rodzaju i robi to w prosty i myślę, że skuteczny, sposób.

Przede wszystkim to ona rozdaje karty, ma władzę, to od niej zależy bieg wydarzeń. To na niej mamy skupić całą swoją uwagę. Ona jest sprawczynią przemeblowania spostrzegania osób niepełnosprawnych. Jej odmienność nie jest powodem do wstydu, czy zażenowania. Jest widocznym znakiem świadczącym o możliwościach i chęci podejmowania ryzyka, staje się źródłem sukcesu i powodem do dumy. Jest symbolem przekraczania własnych ograniczeń.

W swoim kreowaniu nowej bohaterki Viktoria sprawnie posługuje się odniesieniami do znanych już oglądającym postaci: mamy tu czytelne odwołanie do rysunkowej Betty Boop, trochę zawiewa (mi przynajmniej) Lady Gagą (może przez element szoku?) wymieszaną z Christiną Aguilerą (ze względu na jej album „Bionic” z 2010 roku) i kobiecą wersją Jamesa Bonda. Superbohaterka żongluje popkulturą, a w przypadku odwołania do Betty wyciąga na plan pierwszy cechę, która rzadko łączona jest z niepełnosprawnością: seksualność. Dlaczego to takie ważne? Pozwolę sobie na dygresję: oglądałam niedawno film o życiu Stephena Hawkinga, który większość życia spędził na wózku inwalidzkim. W swoim inwalidzkim życiu dorobił się trójki potomstwa, co w towarzyskiej dyskusji wywołało pytanie: „no ale jak on mógł?”… Nie wątpię w podstawową znajomość biologii rozmówców, ale to pytanie niestety pokazało, że słowa „niepełnosprawni” plus „seks” to zestawienie budzące co najmniej zdumienie. Tymczasem z Viktorii erotyzm aż kapie, a sceny łóżkowe w klipie nie pozostawiają wątpliwości co do tej sfery życia naszej superbohaterki.

Pod względem elementu nowości nie jest to natomiast jakiś rewolucyjny pomysł, jeśli znacie postać Aimee Mullins (wpis o niej znajdziecie poniżej). Aimee już w 2002 roku wystąpiła w jednym z filmów z cyklu „Cremaster” wyreżyserowanych przez Matthew Barney’a jako kobieta – gepard. Mullins nie ma obydwu nóg, w filmie zastępują je łapy geparda. A jeszcze wcześniej, w 1999 roku, pojawiła się na wybiegu u Alexandra McQueen’a – to już szesnaście lat temu. Ale dopiero Wiktorii udaje się przedostać do szerszej świadomości, o ile za wyznacznik popularności weźmiemy ilość odsłon na Youtube czy ilość fanów na fanpejdżu.

Projekt Viktorii podoba mi się nie tylko dlatego, że robi dobrą robotę dla zmiany wizerunku osób niepełnosprawnych. Podoba mi się także dlatego, że jest elementem popkultury, która ma dużo szerszy zasięg niż to, co umownie nazywamy „sztuką”. Cremastery Barney’a trzeba lubić, żeby przez nie przebrnąć, ale klip Viktorii jest dużo bardziej lekkostrawny. Przystępna forma dociera do wyobraźni większej ilości odbiorców. To popkultura kształtuje wiele wzorców  naszych zachowań, wpływa na to co, jak i dlaczego myślimy, jakich dokonujemy wyborów.

Najciekawszą kwestią jest jednak dla mnie przedefiniowanie wizerunku protezy: to już nie coś, czego można się wstydzić, ukrywać, lub co budzi niezdrowe zainteresowanie. Protezy Viktorii to akcesorium, które sprawia, że człowiek staje się wydolniejszy niż „pełnosprawny”. Zwykła nogę ma większość z nas, protezę w szpic lub protezę, która świeci i strzela tylko ci „inni”. Dzięki niej mogą więcej, ona ich wyróżnia w sposób budzący podziw. A może nawet zazdrość – jak w rozmowie wspomnianej wyżej Aimee Mullins z koleżanką, która powiedziała jej kiedyś, że to niesprawiedliwe, że Aimee z pomocą różnych protez może mieć różny wzrost. Tak, Aimee zdecydowanie w życiu za dobrze z tymi protezami.

Jedną z najmocniejszych scen w tym klipie jest dla mnie ujęcie, w którym matka odkrywa, że jej córka jest najwyraźniej zafascynowana rysunkową bohaterką. Dziewczynka urywa nogę swojej lalce, żeby ta mogła być jak Victoria. Możecie sobie wyobrazić, że dziecko mówi rodzicowi „chcę mieć protezę, protezy są fajne” – i to w sytuacji, gdy nie ma potrzeby protezy? Proteza jako nowe modny dodatek? Strach matki, że jej córka chce być … niepełnosprawna? Ale co to właściwie znaczy, gdy patrzymy na Victorię? Czy brakuje nam języka na opisanie „sprawnej niepełnosprawnej”? Na stronie Victorii możemy przeczytać, że określa się ona jako „bionic artist” – czyli nadludzka artystka, wyskakując w ten sposób zupełnie z kategorii (nie)pełnosprawności. Ona jest ponad to. Zdaje się ucieleśniać tekst piosenki „Bionic” Christiny Aguilery (KLIK).

A jak wygląda Victoria? Zajrzyjcie tu: KLIK.

Gdzieś ostatnio rzuciła mi się w oczy sesja wykorzystująca kołnierz ortopedyczny jako akcesorium. Zastanawiam się zatem, czy i jak dalece przyrządy kojarzone dotąd z niepełnosprawnością staną się takim właśnie nowym, modnym akcesorium? Niepełnosprawność w wersji glamour? A mówią, że w modzie wszystko już było.