Diabli nadali Stryjeńską!

7 stycznia 2016

Biografię Zofii Stryjeńskiej kupiłam w połowie grudnia i ukryłam sama przed sobą, żeby nie mieszała mi się z bohaterami Sapkowskiego. Ale nadszedł Nowy Rok, w wściekły róż na okładce biografii nieznośnie wychylał się spod niezgrabnego stosu książek i gazet nie pozwalając na dalsze ignorowanie. Sięgnęłam, zatonęłam, pochłonęłam.

stryje_ska (1)

Biografii krakowskiej twórczyni nie chcę tutaj streszczać. Pierwszy raz piszę natomiast na blogu o książce, która nie jest bezpośrednio związana z modą, jednak dała mi impuls do odświeżenia rozmyślań o modzie i ubiorze. Jak to? A tak, że do połowy książki wszelkie uwagi na temat ubioru pojawiające się w tekście starałam się ignorować w myśl złożonej sobie obietnicy, że po wypstrykaniu się z weny po obronie doktoratu przez jakiś czas potrzebuję detoksu. Niestety, na stronie 195 mocne postanowienie legło w gruzach.

Otóż w 1939 roku Stryjeńska ze swoimi synami chodziła na lody. Zapewnie wszyscy ubrani jak trzeba, ale nie o ubiór w tym momencie chodzi. Miejscem przeznaczenia była kawiarnia Moda i Sztuka, „przy Królewskiej, tuż obok Instytutu Propagandy Sztuki” w Warszawie. Bach! Od razu pytania, co tam jest teraz, czy ktoś tę kawiarnię pamięta, czy tylko nazwa była tak kusząca, czy może faktycznie coś to miejsce miało wspólnego z modą i sztuką. Do sprawdzenia przy najbliższej wizycie w stolicy.

1946 rok. Zocha pisze w liście do matki: „Najdroższa Mamusiu, wracam jak zawsze klasycznie z podróży światowych: w jednym odzieniu i z walizeczką w ręce. Teraz jednak wyglądam oryginalnie. Mam buciki bez pięt (najmodniejsze!) z kokardami, kostium czarny z suto garnirowanymi rękawami, cieniowane zielone okulary na pół twarzy, genewską fryzurę i młynek do kawy na głowie”. Królestwo za zdjęcie tej pani! Myślę, że wiem, o jaki typ bucika chodzi, ale jego szukanie potrwa dłuższą chwilę.

Określona mianem „dworcowej madonny” (dlaczego? doczytajcie!) Stryjeńska w oczach potomnych zapisała się jako kobieta, która „nosiła się z elegancją Coco Chanel”. Ale była to Chanel w wersji ekstrawaganckiej, o uroku czarownicy. Rękawy obcinała powyżej łokcia, bo dłuższe przeszkadzały w malowaniu. Kapelusze natomiast trzymała w lodówce. I pasowałoby do niej dzisiejsze określenie „minimalistka” – nie obrastała w góry ubrań, trzymała ich tyle, by zawsze mogła szybko spakować walizkę i wyjechać. Nomadka.

No i jeszcze fragment, o którym wspominałam na fanpejdżu: „Magda ma sobie zamówić buty na kolorowych podeszwach”.  Magda to córka Zofii, rzecz dzieje się w 1941 roku, a mnie nadal męczy pytanie, czy te buty miały cokolwiek wspólnego z zaprojektowanymi w 1938 roku przez Salvatore Ferragamo sandałami na kolorowej, korkowej podeszwie. I tak skupiając się na takich właśnie fragmentach przewracałam kolejne strony zaznaczając poszczególne fragmenty.

Wyszukiwane cytaty to był jednak początek drogi. Kilka lat temu w Muzeum Narodowym w Krakowie była fantastyczna wystawa prac Stryjeńskiej, których kolor, rytm i energiczna kreska zasiały we mnie ziarno uwielbienia. Podczas lektury biografii owo ziarno zaczęło kiełkować. Kilka wybranych prac Stryjeńskiej możecie zobaczyć na stronie Muzeum Narodowej w Krakowie (KLIK), jeśli chcecie dołączyć do mojej małej obsesyjki. Przede wszystkim jednak rewelacyjnie prowadzony fanpejdż Zofii Stryjeńskiej (KLIK) odkrywa kolejne prace tejże twórczyni, które nie znalazły się w książce. Przeglądając jej prace i czytając biografię stwierdziłam, że Stryjeńska idealnie nadawałaby się na bohaterkę wystawy, która skupiałaby się na projektowanych przez nią kostiumach, rysunkach strojów ludowych i projektowanych tkaninach. A tak nawiasem mówiąc, dziwi mnie, że Stryjeńska nie stała się jeszcze inspirację dla jakiejś kolekcji ubrań.

Na fanpejdżu Stryjeńskiej pojawiły się również przecudnej urody zaprojektowane przez nią rękawiczki (KLIK) i tym samym w rozpoczęłam pracę nad wyobrażoną wystawą o Zofii Stryjeńskiej i jej zachwycie nad słowiańskością właśnie przez pryzmat kostiumów, rysunków i tkanin. I absolutnie nie chodzi o zrobienie z niej „ikony mody” (bo to nijak się ma do jej osoby) czy „projektantki mody” (co bardziej chodliwe marketingowo niż „projektantka kostiumów” i na pewno lepiej się sprzedaje, ale miejmy litość dla siebie samych – to, że wszystko może stać się modne, nie znaczy, że wszystko modne jest). W 2012 roku była niewielka, ale świetnie zorganizowana wystawa prac Sary Lipskiej w warszawskiej Królikarni. Myślę, że ten podobny format dobrze sprawdziłby się w przypadku prac Stryjeńskiej.

Świat zachwyca się Fridą Kahlo, dlaczego by nie wypromować naszej Zofii? Nie mówiąc już o tym, że jej biografia świetnie nadaje się na film i w roli głównej widziałabym Maję Ostaszewską.

Także swoje chwalmy i promujmy.

Dziękuję Wydawnictwu Czarne za wydanie tak inspirującej lektury, a sobie za jej zakupienie i wyrwanie mnie z impasu niepisania. Mam nadzieję, że to nie zryw, ale odrodzenie weny i początek końca pisaniowstrętu.

P.S. Zaczęłam czytać biografię Simony Kossak (Anna Kamińska, „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”, Wydawnictwo Literackie, 2015). Zaraz na pierwszych stronach odhaczyłam sobie taki fragment: „Krakowianki podczas okupacji chodziły do kapelusznika, odświeżały szafy i przerabiały ubrania u krawca, pielęgnowały fryzury, kopiując modę okupanta na berlińskie fale. Zakręcały włosy z tyłu głowy na wałki z miękkiego drutu, wzorem niemieckim kobiet, mimo że polskie podziemie przekonywało je by nie ‚małpowały’ okupanta. Nosiły oficerki, opalały się na brązowo, co było ostatnim krzykiem mody, i uczyły się angielskiego, który był trendy”.

Notatki do cytatu: wróć do „Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa” Trojanowskiego; opalanie – Chanel, przeróbki – ta stara gazeta z Niemiec (KLIK), berlińskie fale – Marlena Dietrich?, porównaj ze Stryjeńską, bo…

… bo w biografii Stryjeńskiej jest cytowane pismo „Służba kobiet” (1943 rok), w którym właśnie wspomniane w biografii Simony przestrzega: „Strój kobiety powinien na każdym kroku podkreślać różnicę między nami a naszym wrogiem. Dla kogo te wszystkie lisy wspaniałe, modne kostiumy (…) noszone przez niektóre Polki? Dostosujmy nasz strój strój do naszych przeżyć, wykopmy i tutaj olbrzymią przepaść między kobietą Polką a wrogiem”.

Świat przez pryzmat szmat: witajcie w mojej galaktyce.

  • Magdalena Efler

    NIezwykłe to wszystko się wydaje!
    Tak, że aż boje się tej ksiązki. Bo mnie jeszcze wciągnie.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Najprawdopodobniej tak właśnie się stanie. Żeby nie było, że nie uprzedzałam. Ale dać się uwieść takiej książce to sama przyjemność.

  • http://www.jagadesign.com/ Jag

    Nie mogę się doczekać przeczytania tej książki. Podobnie miałam z „Ku Klux Klanem” i „Detroit”. Myślę, że znajdzie się w zestawieniu najlepszych tytułów z 2016 roku :) Dzięki za świetną recenzję!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Proszę bardzo! Też myślę, że to będzie jeden z bestsellerów roku :)

  • http://karinagraj.pl/ Karina

    Byłam na tej wystawie i pamiętam, jakie wrażenie zrobiły na mnie te rękawiczki! Wyciągnęłam w pośpiechu szkicownik, żeby uchwycić te mocne kształty z nadzieją, że nikt nie będzie dziwnie na mnie patrzył. Zachwycające jest to, że rękawiczki Stryjeńskiej nie odstają bardzo od reszty jej twórczości i ich obecność w muzeum wydawała się wręcz naturalna.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Myślę, że Stryjeńska do wszystkich swoich projektów przykładała równą wagę i dlatego nas to zachwyca :)