Kapelusze z głów!

19 września 2016

Zwiedzanie wystaw w Wiedniu zaczęłam od wizyty w Muzeum Miasta Wiednia (Wien Museum) i obejrzenia kolekcji nakryć głowy. Wystawa „Chapeau! Sozialgeschichte des bedeckten Kopfes” (klik) nie ma pretensji do przekrojowego zaprezentowania historii kapeluszy, ale opiera się na zbiorach własnych muzeum. To jednak wystarczy, żeby stworzyć ciekawą opowieść.

chapeau_pressefoto_06

Foto: Różne kapelusze z wystawy © Wien Museum

Dziś kapelusze stanowią rzadkość, dominuje wiatr we włosach, ale pewne nakrycia głowy – jak np. te symbolizujące przynależność religijną – budzą emocje i prowokują do dyskusji. Choć wiedeńska wystawa nie jest wystawą o chustach noszonych przez muzułmanki, to ten wątek niejako automatycznie pojawia się, gdy poruszamy temat ubierania naszych głów.

Muzeum jako punkt wyjścia przyjęło rok 1848, czyli rok „wiedeńskiej rewolucji październikowej”, a zamknęło czasami nam współczesnymi, czyli ostatnimi latami. Mamy pięć grup tematycznych: nakrycia głowy jako symbole władzy, jako wyraz dobrobytu, część uniformu, modne akcesoria oraz symbol tożsamości religijnej lub kulturowej. Wszystkie obiekty odnoszą się do osób związanych z Wiedniem.

Zacznijmy od cylindra. Ciekawie kształtowała się jego historia: w okresie po II wojnie światowej źle kojarzył się z minionymi czasami „panów w cylindrach” będących u władzy, a Socjalistyczna Partia Austrii na swoim plakacie wyborczym z 1945 roku wzywała: „Koniec z kapeluszami, potrzebujemy głów”. Wcześniej (w cylindrze) Johann Strauss Jr. popierał rewolucję 1848 roku, jednak szybko zauważył, że nie sprzyja to jego karierze. Wraz ze zmianą poglądów zmienił także nakrycie głowy. Z kolei w latach czterdziestych dwudziestego wieku z szapoklaka (czyli składanego cylindra) Kurta Freitaga, pochodzącego z Wiednia magika o europejskiej renomie, wyskakiwały króliki podczas sztuczek.

20160904_1555532

Ciekawe były też nakrycia głowy dla pierwszych kobiet – automobilistek. Najpierw zaistniała potrzeba utworzenia nakrycia głowy, które wytrzymałoby jazdę samochodem w roli pasażerki, ale szybko znalazły się kobiety, które zasiadły za kierownicami pierwszych pogromców szos. Kobiety początkowo miały status członkiń nadzwyczajnych Austriackiego Klubu Automobilowego (założonego w 1898 roku), ale w 1909 roku było ich już w Klubie 59 (wśród 1145 Klubowiczów). Jedną z pierwszych kobiet, które w Austrii kierowały samochodem, była hrabina Melanie Khevenhueller-Metsch. Hrabina wygrała nawet jeden z wyścigów w 1910 roku, także najwyraźniej za kierownicą czuła się zupełnie dobrze. Być może jeździła właśnie w takim płaskim kapeluszu, jaki widzicie na fotografii poniżej, z około 1905 roku.

20160904_160018W zbiorach Muzeum znajduje się też plakat z lat pięćdziesiątych, na którym wiedeńska firma Muehlbauer w tym trudnym powojennym okresie zachęca do przerabiania starych kapeluszy na nowe, naturalnie „według najnowszej mody”.

chapeau_pressefoto_03

Foto: Plakat reklamowy firmy Muehlbauer, ok. 1950 r. © Mühlbauer Hutmanufaktur

Najciekawsze jednak dla mnie były prace Adele List, słynnej wiedeńskiej modystki, która swoją karierę zbudowała w latach czterdziestych współpracując z nazistami, a jej kolekcje były regularnie publikowane w wiodących modowych czasopismach Trzeciej Rzeszy. Czytając opisy kapeluszy dowiedziałam się, że istniało coś takiego jak Nazistowski Dom Mody w Wiedniu. Jego prasową tubą był magazyn „Wiener Mode”, który pisał o kolekcjach i projektantach pro-nazistowskich, a także zachęcał do uznania Wiednia za centrum stylu nazistowskiego (niem. Nazi-style) „niemieckiego przemysłu mody i gustu”. Znalazłam też zakaz z 1938 roku wydany w Salzburgu mówiący o tym, że Żydom nie wolno nosić oryginalnych (ani też podrabianych) ludowych strojów austriackich, np. charakterystycznego tyrolskiego kapelusza. Dziś jednym z najbardziej znanych kapeluszników wiedeńskich jest pochodzący z Jeruzalem Shmuel Shapira, którego zawód i pracownię możemy poznać w krótkim filmie pokazywanym na wystawie. Ironia losu?

Shmuel Shapira

Foto: kapelusznik Shmuel Shapira (Saszi-Huete), Wiedeń 2007 © Ronnie Niedermeyer

Wystawa porusza też kwestię nakryć głowy związanych z religią. Na plan pierwszy wychodzi naturalnie muzułmański hidżab, ale pokazany przez pryzmat prac fotografki austriacko-tureckiego pochodzenia Esin Turan. W cyklu fotografii z 2015 roku This is not a Veil widzimy kobietę z gołymi nogami przykrytą kołem z czarnego materiału. Nie da się od razu nie pomyśleć o burce, a w ten właśnie sposób naszego myślenia celuje fotografka: chce pokazać, jak wizerunek muzułmanki podlega egzotyzacji i stereotypowemu myśleniu. A przecież na zdjęciu jest tylko kobieta przykryta kawałkiem czarnego materiału.

Na wystawie znajdziemy też kolaż autorstwa Hibat-Ullah Khelifi, która wygrała Creative Muslim Contest w 2015 roku. Kobieta widoczna na zdjęciu na ma głowie fez, tradycyjne nakrycie głowy – ale męskiej. Poza, którą przyjęła kobieta na zdjęciu, też jest określona jako męska, więc gdzieś w tle pobrzmiewają tony relacji władzy, budowania własnego wizerunku oraz tego, jak są postrzegane muzułmanki w Europie Centralnej i Zachodniej (to wiem z opisu zdjęcia). Przy tej okazji po raz kolejny uświadamiam sobie, jak wiele tematów dotyczących różnych części ubioru i jego zmieniającego się znaczenia nadal czeka na opracowanie, po prostu studnia pomysłów bez dna. Fez – czy w ogóle poświęciłabym mu chwilę uwagi, gdyby nie ta wystawa?

chapeau_pressefoto_05

Foto: „Meinl” – zwycięska fotografia w konkursie „Creative Muslim Contest” w 2015 roku 
© Hibat-Ullah Khelifi

Wystawę zamykają nakrycia głowy zaprojektowane przez absolwentki i absolwentów jedynej niemieckojęzycznej szkoły, która kształci modystków i modystów, czyli Modeschule Hetzendorf (klik). Kapelusze pochodzą przede wszystkim z pokazów dyplomowych.

20160904_163301

Duża różnorodność wątków, ale ponieważ wystawa nie jest zbyt duża, to ogląda się ją z przyjemnością, bez poczucia zagubienia wśród nadmiaru kapeluszy. Ciekawy pomysł, żeby wszystkie obiekty były związane z Wiedniem, który to pomysł – mam nadzieję – podłapie jakieś polskie muzeum. Aż się prosi, żeby łódzkie Centralne Muzeum Włókiennictwa zamiast pastwić się nad historią mody XX. wieku przygotowało wystawę lokalną – od „Ziemi obiecanej” do łódzkiego tygodnia mody. Mamy tyle własnych historii i tak rzadko do nich sięgamy – to jest moja konkluzja z obejrzenia wiedeńskiej wystawy.

Jeśli będzie Wam po drodze do Wiednia, to wystawę o nakryciach głowy można oglądać do 30. października (klik).