Hase z klasą

13 grudnia 2016

Czasami mówimy o kimś, że jego życie to gotowy scenariusz na film. I to była moja trzecia myśl podczas lektury biografii Grażyny Hase napisanej przez Krzysztofa Tomasika, a wydanej przez Wydawnictwo Marginesy. Pierwsza natomiast dotyczyła zdjęć, bo pierwsze kartkowanie książki to dla mnie zawsze zapach papieru i ilustracje, a te w biografii są świetne. Myśl druga natomiast ocierała się o zazdrość, że Autor miał możliwość napisania biografii kobiety wyjątkowo świadomej swojego dziedzictwa, która posiada własne archiwum, a dodatkowo – co pamiętam z poznańskich spotkań z Grażyną Hase – obdarzoną talentem do opowiadania historii z własnego życia. Pisanie tej biografii musiało być przyjemnością.

Co jednak szczególnie istotne to przyjemność, którą mamy my, czytelniczki i czytelnicy tej książki, bo przecież nie jest to tekst pisany do szuflady.

Zacznijmy jednak od tego, że nie jest to biografia Grażyny Hase – projektantki, ale całego jej życia, w którym moda gra wielką, acz niejedyną rolę. Grażyna Hase, odkryta przez fotografa Wojciecha Plewińskiego, rozpoczęła swój romans ze światem mody dzięki pojawieniu się w 1957 roku na okładce Przekroju. Przy tej historii myślę sobie, że wspaniałe były to czasy, gdy dziewczyna z ulicy ot tak, dzięki oku fotografa, trafiała na okładkę czasopisma z pominięciem sztabu ludzi doradzających jej, co powinna na siebie założyć i jak się pomalować. Dzięki temu rozdźwięk między rzeczywistością uliczną a okładkową jawi mi się w czasach minionych jako dużo mniejszy niż w dniu dzisiejszym.

s-41

Foto: Pierwsza okładka Grażyny Hase. „Przekrój” z października 1957.

Czytając biografię Hase głównie pod kątem jej obecności w peerelowskim świecie mody mam wrażenie, że niejednokrotnie pojawiała się w dobrym miejscu i czasie i potrafiła wykorzystać propozycję od losu. Na przykład, gdy ciocia jej koleżanki poszukiwała modelki na Targi Poznańskie, co zaowocowało następnie wystąpieniem na targach w Budapeszcie w 1958. Była także modelką w Przekroju i prezentowała kolekcje zaprojektowane przez Barbarę Hoff. A ponieważ od modelkowania do projektowania droga niedaleka, w 1967 Hase zaprojektowała kolekcję odzieży ochrzczoną Kozak Look. Pamiętny ‚Lenin w spódnicy’, czyli Grażyna Hase prezentująca jeden z modeli ze swojej kolekcji to zdjęcie, które w nienapisanej jeszcze historii mody okresu PRL-u będzie jednym z najważniejszych. Cała kolekcja inspirowana była kulturą rosyjską i upamiętniała pięćdziesiątą rocznicę rewolucji październikowej. Odbiła się echem także w zagranicznych pismach – tu gratka dla badaczek i badaczy tego okresu: o ile podsumowanie kolekcji hasłem ‚marksizm i leninizm w modzie’ przez The Sunday Telegraph przewija się w różnych publikacjach, to ciekawe byłoby dotarcie do fińskiego Helsingin Sanomat i odnalezienie artykułu o tej kolekcji wzmiankowanego przez Autora.

Grażyna Hase przez lata pracowała jako projektantka w Corze, która to praca pozwalała (w zakresie wyznaczonym przez system) na realizowanie jej projektanckich wizji, a także umożliwiała podróże zagraniczne. Efektem jednej z nich jest sesja na paryskim moście z przypadkowo poznanymi Francuzami. Ciekawe, czy panowie Ci byliby dziś do odnalezienia i jak zapamiętali piękne Polki?

Dla mnie ciekawe jest też podejście głównej bohaterki do swojego zawodu. Czytając różne teksty dotyczące mody w PRL-u często mowa jest o modzie lub ubiorze jako o elemencie walki z systemem politycznym. Tymczasem, jak pisze Tomasik, ‚dla Grażyny Hase moda nie była nigdy sposobem na walkę z ustrojem, chciała po prostu robić ładne rzeczy i przez to dodawać koloru codzienności’ (s. 253). PRL w garderobie funkcjonuje jako znacznik szarości, może też szaroburości, więc podejście Hase zmierzające do rozbicia tej zglajchszaltowanej masy ludzkiej kolorem i nowoczesnym krojem jest jak najbardziej zrozumiałe.

s-51

Foto: Prezentacja kolekcji Ledy.

ja

Foto: Sesja zdjęciowa przed Domem Chłopa w Warszawie.

Rozdziały ‚Modelka z przypadku’, ‚Dama w turbanie’, ‚Rewolucjonistka mody’ czy ciuchy dla gwiazd pokazują, jak ważnym elementem biografii Hase było projektowanie ubioru. Ale poza ubraniami było również bogate życie prywatne, w którym miłość odgrywa najważniejszą rolę. Jednak ten wątek pomijam, bo raz, że nie chcę Wam zepsuć radości z lektury poprzez punktowanie co ważniejszych wątków, a dwa, że po prostu bohaterka książki potrafi o tym aspekcie jej życia najlepiej opowiedzieć. Wracając w pamięci do mężczyzn jej życia opowiada o nich z taktem i szacunkiem, niekoniecznie opowiadając o wszystkim – i jest w tym pewien powiew świeżości w porównaniu z dzisiejszym sposobem ‚dzielenia się’ (że tak to eufemistycznie nazwę) detalami ze swojego życia znanymi nam z wielu kolorowych magazynów. Mam słabość ogromną do osób z klasą, a to określenie jak ulał pasuje do Grażyny Hase.

Chciałabym też zwrócić Waszą uwagę na ostatni rozdział tej książki ‚Galeria Grażyny Hase’. Hase funkcjonuje w publikacjach głównie jako projektantka, natomiast biografia szerzej przygląda się jej zainteresowaniem niekoniecznie związanym z modą. Galeria GH była miejscem łączącym świat mody i świat sztuki, przez której progi przewinęły się osoby takie jak Andrzej Czeczot, Hanna Bakuła, Kiejstut Bereźnicki , czy Richard Boulez. Z ilości organizowanych tam wydarzeń możemy przypuszczać, że ich inicjatorka miała niespożytą energię, niewyczerpaną ilość pomysłów i dobrego nosa do zapraszanych gości Galerii. Nieśmiało podejrzewam, że dziś potrafiłaby świetnie wykorzystać media społecznościowe do promowania swoich przedsięwzięć.

Czytałam tę biografię głównie pod kątem wątków modowych w życiu Hase i pod tym względem polecam tę książkę, ponieważ rozdziały im poświęcone zgrabnie zbierają w całość olbrzymi dorobek Hase. Materiały wcześniej nie publikowane, opowieści wcześniej nie opowiedziane, a dla badaczek i badaczy mody okresu PRL i czasu transformacji – mnóstwo smakowitych kąsków, o które można zahaczyć zajmując się badaniami akademickimi. Co jakiś czas spływa do mnie opinia w rodzaju ‚no ileż można o tej modzie w PRL-u’ lub ‚znowu to samo?’. Otóż w biografii Hase widać, że można więcej oraz że nadal siedzimy na wierzchołku góry lodowej, bo ilość dostępnych materiałów, do których można sięgnąć, jest duża.

Jest to też biografia najzwyczajniej ciekawa, nie tylko dla tych, którzy interesują się modą. To książka dla tych, których interesuje popkultura, sztuka, życie prywatne i towarzyskie Grażyny Hase. To nie jest książka o PRL-u, choć przeważająca jej część dzieje się w tym właśnie okresie. Ta książka to dzień spędzony w serdecznym, interesującym towarzystwie, wraz z obietnicą kolejnego spotkania – bo kończy się informacją o planowanej wystawie prac Grażyny Hase w łódzkim Muzeum Włókiennictwa w czerwcu 2017. Mnie po lekturze towarzyszy jednak niesprecyzowane do końca odczucia, że pani Hase jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa i jeszcze nas czymś zaskoczy. Bo to nie tylko kobieta z klasą, ale i z fantazją.

Zdecydowanie polecam w nadchodzącym sezonie prezentowym.

* * *

Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

Strona Wydawnictwa (klik)

Fanpejdż Wydawnictwa (klik)

  • Joanna

    Zamówiona! :)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Jedyna słuszna decyzja! :) I rzadko to piszę, ale naprawdę mam ochotę tę książkę przeczytać jeszcze raz.

      • Joanna

        Nie mogę się doczekać w takim razie :) Takie książki są najlepsze!