Veblen w muzeum

2 stycznia 2017

Albertina to jedno z moich ulubionych wiedeńskich muzeów – zawsze z przyjemnością zaglądam na stałą wystawę prac impresjonistów, oglądając ją albo jak zamysł kuratorski nakazuje, albo w kierunku odwrotnym (co szczerze polecam przy wszelkich wystawach chronologicznych, bo czasem łatwiej jest przejść od prac współczesnych, bardziej nam znanych, to prac wcześniejszych, zapoczątkowujących dany nurt).

We wrześniu obejrzałam tam wystawę Seurat, Signac, Van Gogh. Drogi puentylizmu (klik), dzięki nowej inicjatywie w Albertinie, czyli spotkaniach kuratorskich dla osób mających konta na różnorodnych kanałach społecznościowych. Co mój blog ma do tematyki wystawy? – ktoś mógłby zapytać. Otóż w uzasadnieniu podania o przyznanie mi miejsca na spotkaniu w Albertinie napisałam, że dzięki malarstwu możemy poznawać również modę danej epoki, szczególnie jeśli pochodzi z okresu, w którym fotografia raczkowała lub nie była jeszcze powszechna. Ta oto prosta odpowiedź zagwarantowała mi plakietkę ‚Presse’ i cała szczęśliwa pognałam w piątkowy wieczór do muzeum (szczyt lansu, wiem).

Puentylizm to technika malowania polegająca na stawianiu kropek i kresek koniuszkiem pędzla. Jego twórcą był Georges Seurat (1859-1891), którego obraz Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte (1884-1886) jest chyba najpiękniejszym reprezentantem tego nurtu. Liczyłam, że na zostanie pokazany na wystawie, bo jest to jedno z tych dzieł malarskich, które chciałabym zobaczyć na żywo, w pełnej krasie. Niestety obraz nie został wypożyczony na wystawę.

Jednak już w pierwszej sali możemy zobaczyć kobiece sylwetki naszkicowane przez Seurat’a, dzięki którym widzimy, jak wyglądała modna kobieta w 1884 roku:

20160916_1839142

20160916_1839302

To był bowiem mój pierwszy klucz, według którego oglądałam wystawę: jakie sylwetki i jakie kreacje możemy zobaczyć na obrazach. Może to zatrząść historykami sztuki, gdy zupełnie frywolnie spycham zagadnienie puentylizmu na plan drugi, ale dzięki patrzeniu na obrazy przedstawiające konkretnych ludzi w danym miejscu i czasie przez pryzmat tego, co mają na sobie, aktywizują się u mnie ośrodki dotyczące teorii mody. Ale o tym za chwilę.

Podczas oprowadzania po wystawie usłyszałam, że ówcześni malarze to odpowiednik dzisiejszych fotografów życia codziennego. Gdyby malarze ci mieli dostęp do mediów społecznościowych to na pewno chętnie korzystaliby z nich żeby promować swoją twórczość. Muzeum w tym przypadku pełni zatem rolę czegoś na kształt Instagrama: autoportret malarza wiszący w muzealnej galerii to niegdysiejszy odpowiednik dzisiejszych selfie hurtowo zamieszczanych w internetowych profilach. Można wręcz nieco obrazoburczo stwierdzić, że kwiaty w wazonie namalowane przez Matisse’a niczym nie różnią się od współczesnej fotografii kwiatów zrobionej przez osobę lubiącą ładne widoczki (i wszystkie inne objawy ładności w otoczeniu).

matisse_blumen

Obraz: Henri Matisse, Papuzie tulipany, 1905, olej na płótnie, Albertina, Wiedeń – Kolekcja Batliner.

Być może konserwatywny historyk sztuki jest w tej chwili na skraju zawału, ale ja doceniam takie oswajanie z historią sztuki osób, które niekoniecznie interesują się tym tematem. Tłumaczenie nieznanego poprzez znane oddala mit artysty, który ‚wielkim artystą był’ i pokazuje to, co łączy przeszłych i współczesnych twórców. W ten sposób łatwiej przejść do kolejnego etapu, czyli wytłumaczenia techniki, dlaczego była nowatorska, dlaczego budziła sprzeciw części otoczenia oraz przez kogo została podjęta i rozwinięta. I tak niczego nieświadomy bloger, instagramer czy pinterester połyka haczyk zainteresowania historią sztuki. Muzeum natomiast trafia do osób, które na co dzień klikają ‚lubię to’ w fotki torebek, kaw czy zachodów słońca. Może tym razem spodoba im się Wenecja w oczach Paula Signaca lub most Waterloo André Derain’a?

793 THYSSEN- 524Obraz: André Derain, Most Waterloo, 1906, olej na płótnie, Madryd, Muzeum Thyssen-Bornemisza.

A gdzie w tym wszystkim suknie? Spójrzcie na tych kilka obrazów poniżej – dzieli je rok, czasem dwa. Poruszamy się po Europie, ale już na pierwszy rzut oka widać różnorodność tych ubiorów. Surowy strój kobiety na obrazie Henry’ego van der Velde, pastelowe suknie kobiet w ogrodzie namalowanych przez Théo van Rysselberghe’a, potret Mademoiselle Alice Séthe w sukni wieczorowej (również van Rysselberghe’a) czy potret Madame Astre w bieli pędzla Achille’a Laugé’a. Warto porównać te obrazy z sylwetkami naszkicowanymi przez Seurat’a i jego Niedzielnym popołudniem… Lata, które je dzielą, pokazują stopniowy zanik turniury w kobiecym stroju. U Seurat’a jest mocno wyeksponowana (co dodatkowo podkreślają przedstawione z boku sylwetki kobiece), natomiast w poniższych obrazach widzimy, że jej rozmiar się zmniejszył.

1452623631208-kopia

Obraz:  Théo van Rysselberghe, Mademoiselle Alice Séthe, 1888, olej na płótnie, Saint-Germain-en-Laye, Musée départemental du Prieuré.

1452623626736-kopia

Obraz: Henry van de Velde, Kobieta przy oknie, 1889, olej na płótnie, Antwerpia, Koninklijk Museum voor Schone Kunsten.

1443527521846-kopiaObraz: Théo van Rysselberghe, W lipcu, rodzina w sadzie, 1890, olej na płótnie, Kroeller-Mueller Museum, Otterlo.

SONY DSCObraz: Achille Laugé, Portret Madame Astre, 1892, olej na płótnie, Carcassone, Musée des Beaux-Arts.

Jednak tym, co interesuje mnie najbardziej w tych obrazach jest nie rozmiar turniury, wysokość talii czy objętość rękawów, ale związek z teorią mody, czyli koncepcjami humanistów schyłków XIX wieku, którzy starali się wyjaśnić, czym jest moda i jak przejawia się jej oddziaływanie.

Jedną z klasycznych prac odnoszących się do teorii mody jest Teoria klasy próżniaczej Thorsteina Veblena opublikowana w 1899 roku. Jeśli pomyślicie o dacie wydania i porównacie ją z datami powstania obrazów, to w głowach może pojawić się charakterystyczny ‚klik’. Dlaczego?

Praca Veblena jest określana mianem ‚teorii próżniaczej konsumpcji’. Teoretyk ten postrzegał ubiory kobiet pod koniec XIX wieku jako manifestację konsumpcjonizmu i marnotrawstwa, wskaźnik smaku ociężałych i bezmyślnych żon bogatych mężów. Kobieta, a szczególnie kobieta bogato ubrana, była wyznacznikiem pozycji męża, dzięki zamożności którego sama nie pracowała i stanowiła swoiste trofeum spędzające dnie na nicnierobieniu. Dla tych kobiet, wobec braku czynności nadających sens ich istnieniu, modny ubiór był sposobem na ustalenie i potwierdzenie własnej tożsamości. Podążanie za wytycznymi mody służyło zarówno zaspokojeniu potrzeby prestiżu i uznania, jak i podkreślenia przynależności do określonej grupy społecznej. Kobieta słaba, o opadających ramionach i talii ściśniętej gorsetem, niezdolna do wykonywania pracy, według Veblena musi być utrzymywana w bezczynności przez swojego właściciela. Kobieta taka jest niepotrzebna, kosztowna i dlatego cenna, że świadczy dobrze o możliwościach finansowych swojego pana.

Tak oto wpuściłam Veblena do muzeum, ponieważ jego uwagi warto zestawić z niektórymi sukniami z okresu, w których zbierał swoje obserwacje do książki. Popatrzeć na sylwetki opancerzone gorsetami, które gwarantowały wąską kibić i zniekształcały narządy wewnętrzne, zastanowić się, jak wypełniały dzień przedstawione na obrazach kobiety, jaką rolę pełniły w społeczeństwie i jaką rolę w ich życiu pełnił strój, w który zostały uwiecznione przez malarzy.

Jednak obok refleksji dotyczącej czasów minionych warto też zastanowić się, czy pogląd Veblena wytrzymuje próbę czasów. Czy dziś coś się zmieniło w kwestii konsumowania na pokaz i w celu budowania swojej pozycji i prestiżu? Poprzez jaki rodzaj konsumpcji budujemy sami siebie? Czym jest dla nas sukces: wysokimi dochodami, drogą torebką, tytułem naukowym, świętym spokojem czy może życiem pełnym wrażeń (jakkolwiek subiektywnie definiowanym)? Kobiety zrzuciły gorsety, ale czasem jak czytam o tym, jakim musisz-produktem są szpilki z czerwoną podeszwą to myślę, że wpadamy z deszczu pod rynnę.

W ten prosty sposób od puentylizmu przechodzimy do rozważań o roli mody i ubioru w naszym dzisiejszym, codziennym życiu. Mnie przy okazji udało się dowiedzieć czegoś nowego o kilku malarzach, których obrazy można wykorzystać do zilustrowania koncepcji Veblena. Mam nadzieję, że nie przyprawiło to żadnego historyka sztuki o palpitacje serca.

Chciałam też tym wpisem wstępnie pokazać, że ciekawym kierunkiem w szeroko rozumianych badaniach nad modą jest łączenie różnych dziedzin nauki. Jest to trudne, bo wymaga łączenia teorii mody, historii mody i historii sztuki, ale proszę, dajcie mi jakieś dwie – trzy dekady i jest szansa, że się wyrobię. To tak w kwestii okołonoworocznych postanowień i planów na przyszłość.

Przedstawione obrazy to zaledwie niewielki fragment wystawy w Albertinie, warto na jej zobaczenie zarezerwować sobie porządne dwie godziny żeby spokojnie nacieszyć oko grą kolorów, pięknymi krajobrazami, obrazami-zdjęciami z minionej epoki. Dla mnie aspekt modowy był pierwszoplanowy, ale tak to się dzieje, że człowiek od mody w pewnym momencie wszędzie widzi kiecki. Mam jednak nadzieję, że to zaproszenie do Instagrama z końca XIX wieku pozwoli czasem inaczej spojrzeć na oglądane obrazy. Jeśli chcecie więcej dowiedzieć się o pokazanym kierunku w malarstwie, kliknijcie o tutaj - poza opisem można obejrzeć również trzy krótkie filmiki. Wystawa potrwa jeszcze kilka dni, także może akurat uda się jeszcze zajrzeć. Warto zobaczyć kiecki na pełnowymiarowych płótnach, przyjrzeć się z bliska pociągnięciom pędzla – tego nie odda żadne zdjęcie. No i pamiętać o Veblenie. 

* * *

Seurat, Signac, Van Gogh. Wege des Pointillismus (16. września 2016 – 6. stycznia 2017)
Albertina, Wiedeń