Urokliwe utopie belgijskiej wyobraźni

20 stycznia 2017

Niemal dwa lata temu antwerpskie Muzeum Mody (MoMu) zabrało nas w głąb wyobraźni Driesa Van Notena. Można było wówczas zapoznać się z wybranymi przez projektanta dziełami sztuki, prądami muzycznymi czy strojami z obszarów innych niż świat zachodni, które go twórczo pobudzały (i pobudzają nadal) do projektowania. Również w 2015 w brukselskim BOZAR otwarto wystawę Belgians. The Unexpected Fashion Story, która starała się wyjść poza kanon projektantek i projektantów z Antwerpii i pokazać również twórców z innych miast Belgii, czy też w Belgii urodzonych, ale robiących karierę poza jej granicami, jak na przykład Diane von Furstenberg. We wrześniu zeszłego roku otwarto z kolei wystawę Rik Wouters & private uthopia – również w MoMu w Antwerpii – i można oglądać ją niemal do końca lutego. Miałam okazję zwiedzić tę wystawę w listopadzie podczas konferencji Non-Western Fashion Conference, w której brałam udział, i dziś chciałabym Wam tę wystawę bezkrytycznie polecić (i od razu zaproponować odhaczenie w kalendarzu, że w marcu ruszy wystawa poświęcona okresowi, w którym Martin Margiela pracował dla domu mody Hermès).

Rik Wouters był belgijskim malarzem, post-impresjonistą, którego stuletnia rocznica śmierci przypadła w 2016 roku, stąd i impuls do zorganizowania wystawy. W centrum swojego malarstwa stawiał zwykłe, dobre życie, intymne chwile schwytane w codzienności i przedstawione na płótnach za pomocą zdecydowanych kolorów i energicznych pociągnięć pędzlem. Źródłem jego radości życia była jego żona, Nel, którą możemy podziwiać na kilku obrazach. Wystawa wpisuje się w trendy z rodzaju slow-life, będące pochwałą wyłączenia się z szybkiego, chaotycznego poruszania się w rzeczywistości i zwrócenia się ku życiu w tempie pozwalającym na dostrzeganie uroku mijających chwil. Włączenie w wystawę prac wybranych belgijskich projektantów ma zwracać też uwagę na techniki wykonania poszczególnych ubiorów – ich znakomite rzemiosło, czasochłonność, trwałość, dobór kolorów. Wybrane ubrania korespondują z tematami podjętymi przez Wouters’a w jego malarstwie dając spójny obraz określonych światów zaaranżowanych w kolejnych muzealnych witrynach. Sala po sali bierzemy pod lupę różne aspekty naszej codzienności.

Zaczynamy od zajrzenia do czyjegoś pokoju. Jest to najprawdopodobniej pokój nastolatki. Możemy zgadywać, że osoba, która ten pokój zamieszkuje ma pewne artystyczne zacięcie, być może poszukuje dla siebie przestrzeni, żeby jak najpełniej spróbować wyrazić, co jej w duszy gra. Pokój prezentuje się następująco:

1_TeenageDreamsAtelierEB

Foto: MoMu Fashion Museum Antwerp / Stany Dederen

Ten prywatny pokój wprowadza w klimat domowości, który będzie nam towarzyszył podczas oglądania wystawy. Choć przy tej witrynie nie obyło się bez akcentu humorystycznego: podczas , gdy przewodniczka snuła opowieść o wystawie, konferencyjny kolega zajmujący się butami z okresu Czechosłowacji bardzo się ucieszył na widok obuwia leżącego przy łóżku, bo były to czeskie pepegi – charakterystyczny sportowe baleriny z gumą, znane zresztą i w naszym polskim społeczeństwie. Przewodniczka pierwszy raz usłyszała o rodowodzie tychże czeskich balerinek, dla niej były to jedne z najpopularniejszych butów dla młodzieży.

W kolejnej witrynie zostaliśmy zabrani w świat intymności reprezentowany przez subtelne rysunki Wouters’a i te kreacje projektantek i projektantów, które mają być blisko naszego ciała; piżamy, koszule nocne, szlafroki. Innymi słowy, te stroje, w których niekoniecznie pokazujemy się wszystkim bliźnim. Tę domowość przełamuje jednak czerwony zestaw od A.F. Vandevorst (SS2012), choć poprzez spodnie typu palazzo owo odniesienie do domowości udaje się podtrzymać (choć żakiet przenosi nas jednak w inną stylistykę – z drugiej jednak strony zawsze może znaleźć się ktoś, kto uzna ten garnitur za garnitur domowy).

2_Intimacy_11

Foto: MoMu Fashion Museum Antwerp / Stany Dederen

2_Intimacy_DennisRavays_AFVandevorst

Foto: MoMu Fashion Museum Antwerp / Stany Dederen

Z kolei sekcja ‚Line Drawings’ pokazuje wykorzystanie motywu pasków w ubraniach i na obrazie. Od razu warto przypomnieć sobie w tym miejscu książkę Michel’a Pastoureau Diabelska materia. Historia pasków i tkanin w paski - jeśli nie czytaliście, to nic więcej Wam nie powiem ponad to, żeby przeczytać. Druga kwestia natomiast to podjęty w toruńskim CSW podczas niedawnej wystawy Kropka w kropkę. Muzealne Mody w CSW motyw wskazujący na formalne podobieństwa prac wykonanych przez artystów i projektantów. Bardzo żałuję, że nie widziałam tej wystawy i mam szczerą nadzieję, że uda się ją pokazać w jakimś innym miejscu Polski, bo zapoznając się ze zdjęciami i tekstami na jej temat mogę powiedzieć tylko jedno: ta wystawa w świeży sposób przełamuje dotychczasową narrację kuratorów pochylających się nad problem relacji między światami mody i sztuki – odchodzi bowiem od mniej lub bardziej udanych prób „usztucznienia” obiektów zrodzonych w ramach świata mody, a skupia się bardziej na sposobie pracy z materią (obrazem, suknią) i efektach tej pracy. Naprawdę szkoda, że wystawa trwała tylko kilka tygodni. Śmiało można by ją pokazać w Antwerpii, szczególnie, że wykorzystuje dzieła polskich artystów i eksponaty z prywatnej kolekcji. To jest naprawdę wyjątkowe połączenie. Część ‚Line Drawings’ także nie porównuje ze sobą kunsztu malarza i projektanta (w tym wypadku są to suknie stworzone przez Christiana Wijnants’a), ale podobieństwo wykorzystanego motywu. Zachęcam Was również do odwiedzenia strony tego projektanta i przyjrzenia się jego projektom. Dla mnie mają one ów nie do końca uchwytny dla mnie słowami szyk antwerpskiej mody i jeśli byłoby mnie stać na jego projekty, to – … kolekcja prezentuje się następująco KLIK.

5_LineDrawingsChristianWijnants_1

Foto: MoMu Fashion Museum Antwerp / Stany Dederen

Chodźmy dalej. Dalej jest świat wewnątrz, w domowym zaciszu, ale nasza garderoba ulega zmianie. Punktem wyjścia jest obraz Wouters’a, na którym widać jego żonę w białej bluzce z falbaną i koralami na szyi. Z lewej strony widzimy suknie z okresu, w którym Wouters tworzył, z prawej – współczesne kreacje.

6_Indoors_1

Foto: MoMu Fashion Museum Antwerp / Stany Dederen

Wouters proponuje także wyjrzeć z domu przez okno, a projektanci przenoszą możliwe krajobrazy na stroje. Na zdjęciu niestety nie widać zbyt wielu szczegółów, ale wyhafowane widoki z roślinnością i pagórkami to mistrzostwo. Ponownie jednak nie chodzi tutaj o przyznanie pracującym nad kreacjami twórcom aury artysty jedynie z tego powodu, że krajobraz umieszczony został na spódnicy lub żakiecie zamiast na płótnie, ale na wspólnie podejmowany temat. Paradoksalnie to podejście krok po kroku pokazuje wielość podobieństw w pracy malarza i projektanta – temat ten sam, ale nośnik inny.

7_LookingOutside_2_1

Foto: MoMu Fashion Museum Antwerp / Stany Dederen

W dalszej części wystawy znajdują się dwa tematy, które mnie najbardziej zauroczyły. Pierwszy z nich to ‚Into the Woods’, czyli wychodzimy z naszych domowych pieleszy prosto do lasu. W tej części znalazły się stroje belgijskiej projektantki Veronique Branquinho, surowe płaszcze i poncho (choć może trafniej byłoby to wdzianko nazwać szalokocem) z motywem bezlistnych gałęzi. Kwintesencja listopadowej, antwerpskiej aury. Gdyby dodano do tego lekki wicherek i delikatną mżawką to byłaby to koncentracja antwerpskości.

13_IntoTheWoodsVeroniqueBranquinho_1

Foto: MoMu Fashion Museum Antwerp / Stany Dederen

Ostatnia sala to z kolei eksplozja kolorów – zarówno na obrazie Wouters’a, jak i w prezentowanych kreacjach. Wśród nich szaleńczo barwny kombinezon stworzony przez absolwentkę antwerpskiej Katedry Mody, Marie-Sophie Beinke. Beinke skończyła szkołę w 2015 roku kolekcją nawiązującą do twórczości niemieckich ekspresjonistów z grupy Die Bruecke i została uhonorowana wyróżnieniem przyznawanym przez Muzeum Mody dla najlepszej kolekcji, dzięki czemu jej dyplomowa kolekcja została pokazana w gablotach muzeum na parterze i można było za darmo ją oglądać przez trzy miesiące. Niestety, kombinezon nie załapał się do zdjęcia.

17_UtopiaHonestBy_1

Foto: MoMu Fashion Museum Antwerp / Stany Dederen

W skład wystawy wchodzą także wybrane rzeźby belgijskich twórców i sala poświęcona Dirkowi Van Saene, ze specjalnie przygotowanym na wystawę dywanem i obiciem siedziska, na którym można spocząć w jednej z sal muzeum i oddać się kontemplacji wybranych strojów na obracających się wokół własnej osi manekinach. Nie do końca przesadzam z tą kontemplacją, ponieważ u zbiegu dwóch korytarzy z witrynami znajduje się w MoMu okrągła, ciemna, wyciszona sala, która od razu przywodzi na myśl kaplicę. Jest tam też ciut chłodniej niż w pozostałej części ekspozycji, więc skojarzenie z miejscem namysłu i wyciszenia jest jak najbardziej trafne. Nie oznacza to jednak, że mamy uruchamiać w sobie bałwochwalczy podziw dla kreacji, które przesuwają nam się przed oczami. Po prostu jest to jedyne miejsce, w którym można chwilę odpocząć. Choć mieliśmy opory, żeby tak po prostu usiąść na tym vansaenowskim obiciu. Wiecie, za ładne, no i w muzeum – a ostatecznie można po tym chodzić i siadać.

Pod tym linkiem (KLIK) możecie zobaczyć, jak powstawał ów dywan na potrzeby ekspozycji. Polecam wszystkim fankom i fanom świetnego rzemiosła i podglądania, jak pomysł z dwuwymiarowej kartki trafia do przędzalni i zyskuje swoje prawdziwe oblicze.

Tyle zwiedzania. Dla mnie w przypadku tej wystawy najważniejsze jest jednak łączenie malarstwa i ubiorów w taki sposób, który nie każe patrzeć na ubiory jako na dzieła sztuki, ale spostrzegać, że ten sam temat jest realizowany różnymi środkami przez różnych twórców. Tak bowiem patrzyłabym na wybranych do wystawy przedstawicieli świata sztuki i świata mody: twórcy. Oglądając te wystawę myślałam bowiem o tym, że opowiadając o twórcach, pozbywamy się określeń ‚artysta’ i ‚projektant’, przestajemy szarpać się z pytaniem, czy te ubiory są dziełami sztuki, czy nie. Może to pytanie jest zbędne?

Utopijny, bo niezwykle spokojny i wyciszony, świat Rika Wouters’a i towarzyszących mu twórców i twórczyń, pozwala złapać chwilę oddechu. Skupić się na codzienności, na najbardziej trywialnych jej elementach, i docenić je poprzez przyjętą soczewkę estetyki zaproponowaną przez MoMu. Łączy różne światy i pokazuje ich wspólne płaszczyzny porozumienia – podejście potrzebne nie tylko w świecie muzealnych ekspozycji.

Polecam.

P.S. A następna wystawa to Margiela x Hermès (KLIK). Warto skorelować z pokazami dyplomowymi absolwentów antwerpskiej Katedry Mody, które odbędą się zaraz na początku czerwca – bilety powinny niedługo pojawić się w sprzedaży.

Rik Wouters Expo © Ronald Stoops

Foto: (c) Ronald Stoops

* * *

Wystawa: Rik Wouters & the private utopia, 17.09.2016-26.02.2017, Muzeum Mody w Antwerpii.

  • http://freeleserka.pl Justyna

    Bardzo fajna wystawa.

  • http://www.52weekendy.pl/ 52weekendy

    Poncho w gałęzie od Veronique Branquinho świetne !!!

  • http://prettybusiness.eu PrettyBusiness

    Wygląda cudownie :)