[Gość] Kilka pytań i odpowiedzi w temacie „moda i sztuka”

21 lutego 2017

Wiem, że temat mody i sztuki był już wielokrotnie przeze mnie poruszany, ale stwierdziłem, że nie ma nic złego w tym, żeby w pewnym sensie podsumować stan obecny. Nawet, jeśli za jakiś czas zmienię zdanie, będę wiedział skąd startowałem i tym samym jasne będzie, w którym kierunku się biegną moje myśli. Albo inaczej – ktoś przekona mnie, że się mylę. A to właśnie jest możliwe, gdy tekst jest napisany i można się do niego odnieść. A zatem…

Traktowanie mody jako kategorii sztuki prowokuje u mnie postawienie sobie kilku logicznych pytań o jedną i o drugą dziedzinę. Jest to najprostsza metoda badawcza posługująca się klasyczną logiką, np. jeśli „p” to „q” itd. Można uznać, że nie jest to metoda wystarczająca w XXI wieku. Śmiem twierdzić, że przy misz – maszu pojęciowym panującym wokół mody i sztuki na początek w zupełności to wystarczy. Bo niestety mam poczucie, że w badaniu mody jako zjawiska wciąż jesteśmy mało zaawansowani. Zacznijmy więc od zakresu tych dziedzin. Zadajmy sobie proste pytanie: kiedy rodzi się sztuka, a od kiedy mówimy o modzie? Czy mówimy o sztuce Starożytnej Grecji czy Rzymu? Czy mówimy także o modzie w Starożytnej Grecji i Rzymie? Podchwytliwe pytanie. To, co my uważamy za sztukę, niekoniecznie było przez Greków uznawane za sztukę. Weźmy zatem dzisiejszy – nasz punkt widzenia. Odpowiedź w związku z tym brzmi: tak, mówimy o sztuce Greków. Ok. Ale czy z dzisiejszego punktu widzenia możemy mówić o modzie w tamtym czasie czy tylko o ubiorze? Większość badaczy odpowiada na to pytanie przecząco. By mówić o modzie jako zjawisku, które znamy potrzebny jest rynek (kapitalizm), swego rodzaju „nadmiar”. Potrzeba także elementów pomagających w rozprzestrzenianiu się mody, na przykład obrazów (druk spełnia świetnie te warunki, ale przesyłanie portretów też spełniało tę rolę); ale i lalki przesyłane między dworami się sprawdzały, listy i relacja posłów / ambasadorów. Widzimy zatem, że zjawiska te pojawiają się w innym czasie. Czyli, że potrzebują różnych warunków, by móc istnieć i funkcjonować. Ktoś powie, no dobrze, ale dziś jest inaczej i sztuka w XX wieku wygląda inaczej.

Na chwilę załóżmy zatem, że w XX wieku moda jest dyscypliną sztuki. Skoro tak jest, wykorzystajmy któryś ze sposobów badania sztuki (np. analizę formalną) do mody i zobaczmy jak zadziała. Zacznijmy od czegoś prostego, na przykład od sukni Madeleine Vionnet.

01

02

03

Źródło ilustracji: katalog wystawy http://www.lesartsdecoratifs.fr/francais/qui-sommes-nous/editions/mode-et-textile/madeleine-vionnet-puriste-de-la-mode

Czy skupić się na sukni pokazanej na grafice, zdjęciu czy manekinie?

Wszystkie te elementy rozpatrywane osobno możemy zaliczyć do dziedziny sztuki. Ale co z tego jest modą? Które z tych elementów zaliczymy do kategorii „mody”? Co badać? Suknię? Tak byłoby najłatwiej. I tutaj moim zdaniem wpadamy w największą logiczną pułapkę. Tę pułapkę logiczną zastawiają na nas… manekiny. Tak pokazany ubiór jak na zdjęciu powyżej jest zupełnie oderwany od swojego czasu, od swojego kontekstu. Podziwiamy przede wszystkim jego formę. I rzeczywiście jest co podziwiać. Ulegamy myśli, że dziś możemy tę suknię nosić, że się nie zestarzała, że wciąż wygląda świetnie. To bardzo miła myśl. Dzisiejsze wystawy bardzo często przezentują ubiory w ten sposób. Niektóre muzea idą w tym jeszcze dalej, na przykład Kunstgewerbemuseum w Berlinie.

SONY DSC

SONY DSC

Źródło ilustracji: archiwum autora

Kunstgewerbemuseum stawia pytanie, czy moda to sztuka, po czym pokazuje zwiedzającym ubiory w typowym dla sztuki nowoczesnej „white cube” – przestrzeni, która niezwykle mocno działa. I tak naprawdę pokazuje nam zmiany estetyczne, stylistyczne (bardzo blisko sztuki), ale w rzeczywistości ubiory te najpierw zostały wyrwane ze swojego kontekstu, czyli tak naprawdę z mody. Nie przesadzam.

Spójrzmy na suknię Jeanne Lanvin.

06

Źródło ilustracji: MET Museum http://metmuseum.org/art/collection/search/84813?sortBy=Relevance&who=Lanvin%2c+Jeanne%24Jeanne+Lanvin&ft=*&offset=20&rpp=20&pos=40

Kolejna „ponadczasowa”, piękna suknia. Nie dziwne że „ponadczasowa” i „taka dzisiejsza”, skoro pokazywana jest na „dzisiejszym” manekinie. Zobaczmy jak bardzo zmienia się nasz odbiór tej sukni, gdy zobaczymy ją w takiej formie.

07

Źródło ilustracji: hprints.com

Wygląda jakby to była inna suknia. A jednak ich zestawienie nie pozostawia wątpliwości. To pozbawia nas również innych złudzeń. Suknie, które tak chętnie nazywamy dziełami sztuki, są po prostu ubiorami, sukniami. A to nie jest równoznaczne z modą. Zobaczmy jeszcze jak działa to w Muzeum Balenciagi, które zupełnie uabstrakcyjniło ubiory tworząc z nich plastyczne formy.

08

Źródła ilustracji: http://3.bp.blogspot.com/-NWTt0Ynlt3E/UcMp82OHIuI/AAAAAAAAj5s/_N5DH7F_Lqk/s1600/CRIST%25C3%2593BAL+BALENCIAGA+MUSEUM+BY+AV62ARQUITECTOS+17.jpg oraz http://www.cristobalbalenciagamuseoa.com/Home.html

Wygląda to atrakcyjnie, podkreśla, że Balenciaga to artysta – a jakże – ale czy to jest ekspozycja mody? Moim zdaniem niezupełnie. Ubiór jest tylko jednym z elementów modnej w danym czasie sylwetki. Pomijając to, że ubiór dopełniają akcesoria, potrzeba jeszcze ciała – odpowiednio uczesanego, umalowanego, ale i posiadającego konkretny gest, określony ruch. Modna sylwetka z danego okresu bowiem to całość: ciało w ubraniu z dodatkami, w ruchu, z gestami.

Wróćmy zatem jeszcze raz do naszej Vionnet i spóbujmy znaleźć odpowiedź na pytanie, gdzie tutaj jest moda?

01

02

 03

Źródło ilustracji: katalog wystawy: http://www.lesartsdecoratifs.fr/francais/qui-sommes-nous/editions/mode-et-textile/madeleine-vionnet-puriste-de-la-mode

Wszędzie? Nigdzie? Gdzieś pomiędzy? To są wizualne reprezentacje mody z danego okresu. Moda bowiem, choć jest zjawiskiem kształtującym ludzkie ciało/wygląd, potrzebuje do rozprzestrzeniania się obrazów w różnej formie, a zatem sztuka może tutaj bardzo pomóc modzie i przenosić jej „obrazy”. Można powiedzieć, że w tym zakresie sztuka pełni służebną rolę wobec mody. Oczywiście obydwie są elementami kultury, ale przynależą moim zdaniem do różnych porządków.

I już? Nie, to przecież nie możliwe, by tak skończyły się rozważania na temat mody i sztuki. Może trzeba wziąć coś bardziej wyraźnego? Najlepiej wziąć coś Alexandra McQueena. On na pewno jest artystą i na pewno tworzy sztukę.

No dobrze. Który pokaz wybrać? Ten z hologramem Kate Moss? A może jeszcze mocniej – Kolekcja No. 13? Proszę bardzo.

10

Źródło ilustracji: MET Museum http://blog.metmuseum.org/alexandermcqueen/

Pokaz tej kolekcji zakończył się w sposób spektakularny. Shalom Harlow ubrana w białą suknię została spryskana farbą przez dwa roboty. Rzeczywiście wspaniały pokaz. Właśnie – pokaz, show. Czy on jest sztuką? Na pewno. Ten koniec z Shalom w roli głównej jest w istocie świetnym performancem. Do omówienia pokazu mody najlepiej więc moim zdaniem wykorzystać narzędzia stosowane przy analizie spektakli właśnie. To przecież też sztuka (choć najczęściej mówiąc o sztuce myślimy o sztukach plastycznych). Pokaz ma przecież swój początek, zakończenie, określoną dramaturgię, no i aktorów, a najczęściej aktorki. Ich ubiór możemy analizować w kategoriach kostiumu, gdzie wszystkie elementy mają znaczenie – makijaż, fryzury, ubiór oczywiście, zachowanie postaci itd. Jak ulał pasuje to zwłaszcza do tych pokazów mody, w których projektanci opowiadają jakąś historię. np. McQueen opowiedział historię o „Gwałcie w górach” (Highland rape). Możemy ją nawet interpretować w kontekście  biografii McQueena.

Znakomite pokazy tworzył też John Galliano. Jeden z najbardziej spektakularnych w mojej opinii odbył się w 2003 roku. Wspaniała historia, wspaniałe widowisko, wspaniałe kostiumy.

11

12

Źródło ilustracji: http://www.vogue.com/fashion-shows/spring-2003-couture/christian-dior

Ale czy możemy mówić o modzie, skoro te ubiory nie znajdują nabywców, nie są naśladowane? Czy to się wówczas liczy jako moda? To podchwytliwe pytanie, gdyż kolekcja ta jest kolekcją haute couture, która z założenia nie trafia do sklepów. Zerknijmy zatem na inny przykład.

13

Źródło ilustracji: http://www.vogue.com/fashion-shows/fall-2003-ready-to-wear/christian-dior/slideshow/collection#36

SONY DSC

Źródło ilustracji: archiwum autora

Mamy suknię na wybiegu i suknię kupioną w butiku Diora. Na pozór to te same suknie. Ale tylko na pozór. Tylko tkanina jest ta sama, no i ogólne wrażenie. Krój jest inny. A zatem pokaz swoje, a sklepy swoje. Mało tego, w filmie dokumentalnym z 1997 roku Galiano wprost mówi, że sukienki finałowej  z przygotowywanego pokazu prêt-à-porter nie robi z myślą o sklepach. Czy suknia McQuena noszona w finale pokazu przez Shalom Harlow trafiła do butików? Nie przypominam sobie. Zatem pokazujemy sztukę, a sprzedajemy modę? Nie oszukujmy się – ciekawy pokaz z pewnością ułatwia sprzedaż. Głośne wydarzenia, nawet skandale, przyciągają do butików. A tam po prostu ubrania na wieszakach, w poszczególnych rozmiarach, odarte z szalonych, wybiegowych stylizacji. Nawet jeśli ktoś się uprze i powie, że McQueen był mistrzem kroju, że nawet ubiór z wieszaka będzie dziełem sztuki, to dokładnie potwierdzi to, co już było powiedziane: ubiór może być dziełem sztuki, ale ubiór nie jest równoznaczny z modą.

Mimo wszystko zakładam, że nadal są osoby upierające się co do stwierdzenia, że moda jest sztuką. Wszystko nią może być, bo był Duchamp, bo był popart itd. Dziełem sztuki może być danie na talerzu, wiązanka kwiatów, przecież jesteśmy otwarci, nowocześni i nie będziemy się trzymać starych definicji sztuki. Niestety paradoksalnie tak właśnie jest. Przyjrzyjmy się temu językowi. Dziełem sztuki jesteśmy gotowi nazwać niemal wszystko, co nam się podoba, co nas zachwyca, co jest świetnie wykonane. Problem polega na tym, że to bardzo stary sposób rozumienia sztuki. Starożytni Grecy mieli słowo „techne”, Rzymianie zaś „ars”, by bardzo szeroko określać umiejętność, staranność. Można było więc mówić o sztuce czytania, sztuce wykonywania jakiegoś przedmiotu itd. Czyli tak naprawdę najczęściej chodziło o bardzo dobre rzemiosło, opanowanie reguł i sprawne posługiwanie się nim. I właśnie w takim, bardzo tradycyjnym rozumieniu używa się dziś najczęściej sformułowania sztuka, dzieło sztuki. Na przykład gdy słyszymy: „Ta sukienka to istne dzieło sztuki”, to tak naprawdę stoi za tym podziw dla rzemiosła. Tym większy paradoks się nam rysuje, gdy uświadomimy sobie, że osoby gotowe przyznać status dzieła sztuki daniu na talerzu, odmawiają go faktycznej sztuce pokazywanej w galeriach. Ileż to razy można usłyszeć: „To ma być sztuka? Też tak umiem; małpa by to zrobiła”. A zatem, w domyśle chodzi właśnie o rzemiosło? Ale czy rzemiosło to sztuka? No właśnie i znów problem ;).

Można by jeszcze mnożyć przykłady, ale wydaje mi się, że to, co gryzie mnie najmocniej, zostało zawarte w tym tekście. Pozostaje jedynie konkluzja. Na tę chwilę tworzy ją kolejne pytanie. Jeśli ustalamy, że sztuka nie równa się moda, a moda nie równa się ubiór, choć ubiór może być dziełem sztuki, to jak znaleźć narzędzia, pojęcia, które pozwolą nam o tym mówić, pisać, analizować? Jak rozpoznać „zwykły ubiór” od tego będącego dziełem sztuki? Można zapytać, po co tyle pytań. No właśnie. Tu leży sedno rozważań. Bo dyskutując o modzie jako sztuce tak naprawdę gramy w zaproponowaną nam grę, która pompuje ego wielu osobom z tej branży. Zamiast dziś pytać o modę jako sztukę korzystniej zapytać o odpowiedzialność mody, o produkcję, tkaniny itd. Bo z odpowiedzi na te pytania może coś pozytywnego wyniknąć.

Piotr Szaradowski / Muzealne Mody