Krytyka mody

24 lipca 2017

Filozofowie zabierają się za modę. W artykule z 1998 roku Fashion and Philosophy Karen Hanson wytknęła filozofom, że o ile potrafią docenić wyrafinowane wnętrze i smaczny kąsek, to kwestia ubioru pozostaje poza sferą ich zainteresowań, traktują ten obszar życia niemalże z pogardą. Poświęcenie czasu na wybór umeblowania czy jedzenia jest czymś naturalnym i akceptowalnym, ale uwaga przeznaczona na estetyczny ubiór to najwyraźniej strata czasu. Dlaczego ten obszar ćwiczeń w zakresie gustu budzi niesmak wśród przedstawicieli tej szacownej dyscypliny? Filozoficzne umiłowanie mądrości skutecznie pomijało tematykę mody – naturalnie z niewielkimi wyjątkami (w języku polskim znajdziemy fragmenty poświęcone modzie u Adama Smitha, Immanuela Kanta czy Hansa-Georga Gadamera).

Mamy jednak rok 2017 i również przedstawiciele instytutów filozoficznych dostrzegli potencjał tego tematu, szczególnie w zakresie estetyki. Niedawno pojawiła się książka Philosophical Perspectives on Fashion, która stara się oswoić świat filozoficzny z frywolnym i zaskakującym światem mody. Już w pierwszym rozdziale Stefano Marino z Uniwersytetu Bolońskiego pokazuje, że na przestrzeni wieku XIX i XX znalazło się jednak kilku śmiałków, którzy zerkali w stronę fenomenu mody starając się zgłębić jego istotę. Tekst Stefano Marino Philisophical Accounts of Fahion in the Nineteenth and Twentieth Century: A Historical Reconstruction porządkuje ten obszar i – co ważne – odnosi się nie tylko do tekstów anglojęzycznych i przetłumaczonych na angielski, ale w dużej mierze do tekstów niemieckojęcznych. W tym tomie pojawił się także artykuł autora już kiedyś przeze mnie polecanego na łamach bloga, czyli Larsa Svendsena, autora jednej z najlepszych książek o modzie z perspektywy filozoficzno-sojcjologicznej jaką w ostatnich latach przeczytałam. Mowa o Fashion. A Philosophy, którą nieustannie polecam jako świetny wstęp do zagadnień łączących modę z językiem, sztuką czy konsumpcją. W książce o której dzisiaj piszę, Svendsen zamieścił artykuł On Fashion Criticism, który warto choć pokrótce streścić.

logo-fb (1)

Przede wszystkim, twierdzi Svendsen, moda potrzebuje poważnej krytyki żeby móc potraktować ją jako należytą praktykę estetyczną. Świat mody nie wypracował jak dotąd mocnego grona krytyczek i krytyków, których pozycję można porównać z krytykami sztuki, filmu czy literatury. Dlaczego? Bo – jak odpowiada Svendsen – mentalność ludzi świata mody jest inna niż mentalność przedstawicieli sztuk pięknych, muzyki czy filmowców. Świat mody ma problem z negatywnymi opiniami.

Od czasów Fredericka Wortha, a później Paula Poiret, część projektantów i projektantek dąży do tego, żeby ich twórczość została zakwalifikowana jako sztuka, a oni sami funkcjonowali w kreatywnym środowisku jako artyści. Podbój symbolicznego świata sztuki, z której świat mody chce coś dla siebie uszczknąć, odbywa się za pomocą wystaw, współpracy między projektantami z „tradycyjnymi” artystami, czy projektowania ubiorów, które nadają się wyłącznie do zbiorów muzealnych, ponieważ pozbawione są podstawowej cechy odzieży: ubieralności. Moda zachowuje się jak pryszczaty nastolatek podkochujący się w klasowej miss, którego starania zwrócenia na siebie uwagi spełzają na niczym. Svendsen wskazuje, że choć w prasie znajdujemy teksty dotyczące głównych trendów w modzie, czy biografię projektantki, to jednak analizy i oceny wydawane przez dziennikarzy i dziennikarki modowe nie są tak drobiazgowe i dogłębne jak porównywalne teksty dotyczące dzieł sztuki. Można w tym punkcie jednak polemizować z autorem, czy aby każda kolekcja pokazana na wybiegu ma potencjał, aby tak dogłębną analizę z niej wycisnąć – moim zdaniem nie. Jednak w przypadku tekstów dziennikarskich czy blogowych (bo uważam, że tę przestrzeń swobodnie można analizować poszukując przykładów krytycznego pisarstwa modowego) sprowadzonych do „opisuję, co widzę i się zachwycam” trudno przypisać jakikolwiek aspekt krytycznego namysłu nad tym, co właśnie zostało obejrzane.

„Pisarz modowy/pisarka modowa (ang. fashion writer) nie powinien być postrzegany jako służący projektanta, chociaż to jest najbardziej powszechna rola we współczesnym pisaniu o modzie (ang. fashion writing)” – czyli klasyczne podejście „zapraszam Cię na pokaz, a ty dobrze o nim piszesz”. Problem tkwi w tym, że takie pisanie w żaden sposób nie popycha do przodu projektanta w jego twórczości, nie zmusza do przemyślenia swojej wizji, nie mobilizuje do rozwoju. Wydawanie ocen wyłącznie pozytywnych na dłuższą metę może okazać się zgubne dla piszącego, ponieważ pozbawia go wiarygodności. Zastanówcie się, co myślicie o osobach piszących wyłącznie dobrze o wybranych osobach ze świata polityki. (tu przerwa na zastanowienie). No właśnie, ja na przykład od razu myślę, że ma w tym jakiś interes, a jeśli ma, to jaki, więc moje zaufanie spada. Dlatego w przypadku części dziennikarzy i dziennikarek piszących o modzie Svendsen słusznie opiniuje, iż wydają się oni być przedłużonym ramieniem wybranego domu mody, jego dodatkowym, pseudozewnętrznym rzecznikiem podanej estetyki lub pracownikiem marketingu. Przywołuje on przykład Cathy Horyn, której zabroniono uczestnictwa w pokazach Armaniego, Helmuta Langa czy Oscara de la Renty po tym, jak negatywnie oceniła ich kolekcje. Takie postępowanie nie ma miejsca w świecie sztuki – konkluduje Svendsen – bo negatywne oceny są jego nieodłączną częścią. Czy wydawca książki skrytykowanej przez New York Review of Books zagrozi, że wycofa swoją reklamę? Albo więcej nie przyśle książki do recenzji? Brzmi absurdalnie w świecie sztuki. Świat mody ma najwyraźniej problem, żeby skonfrontować się z prostym stwierdzeniem: bez względu na dziedzinę twórczości większość powstałych w jej ramach dzieł jest przeciętna, dużo projektów jest najzwyczajniej słabych, a dzieł mistrzowskich jest ułamek procenta, promil. Obecnie ilość pozytywnych recenzji wobec ilości zobaczonych pokazów jest bardzo duża, więc można odnieść wrażenie, że świat mody zajmuje się produkowaniem dzieł co najmniej bardzo dobrych – a w to trudno uwierzyć.

Problemem, który Svendsen dostrzega pisząc o braku negatywnych ocen w modowym dziennikarstwie, jest powiązany z tym, o czym już dobrze wiemy: z reklamodawcami. Zastanawiałam się nad tym wielokrotnie czytając w niemodowej prasie o protestach przeciwko wykorzystywaniu naturalnych futer w przemyśle odzieżowym i w tym samym czasie oglądając w magazynie modowym reklamy futer. Opinia o modowym światku może nie jest najlepsza, ale nie zgadzam się z bardzo krytyczną oceną, że moda jest dla rozentuzjazmowanych najnowszą torebką idiotek, w dodatku niewrażliwych na cierpienie zwierząt. Jednak magazyny modowe nigdy nie były i nie będą kuźnią krytycznego modowego dziennikarstwa dopóki ich istnienie zależy od reklamodawców (choć chcielibyśmy wierzyć, że od czytelniczek i czytelników…). „Pierwszym klientem magazynu nie jest czytelnik, ale reklamodawca” – i tyle w sprawie wyjaśnienia, dlaczego Vogue wygląda jak wygląda. Wierność reklamodawcom czy wierność własnej opinii? Wyboru każdy piszący dokonuje sam.

Svendsen dotyka też kwestii kompetencji krytyków mody, które są inne od kompetencji np. teoretyków mody – podobnie jak krytyk sztuki niekoniecznie musi być dobrym teoretykiem sztuki. Sam siebie określa mianem teoretyka mody, który jest przekonany, że byłby okropnym krytykiem mody. Przy okazji dodaje, że jego własny tekst nie jest krytyką mody, ale skupia się na tym, czym krytyka mody jest, a czym być powinna, czyli jest krytyką krytyki mody.

Krytykom mody można podać na usprawiedliwienie argument tego rodzaju: teoria mody dopiero raczkuje, wiele zagadnień określanych obecnie mianem „teorii mody” to zastosowanie do analizy mody i ubioru narzędzi znanych z teorii gender czy studiów kulturowych. Zatem krytykom mody najzwyczajniej brakuje tekstów, z których mogliby korzystać i uczyć się, a którymi np. krytycy sztuki dysponują w wielkiej ilości. Mimo wszystko Svendsen nie zwalnia krytyków mody z odpowiedzialności za wyrażanie swoich ocen. Możemy pokusić się stwierdzenie, że krytycy mody niejednokrotnie bardzo dużo obejrzeli (pokazów, prezentacji ubrań itp.), ale niezbyt wiele przeczytali. Tym samym ponownie pojawia się kwestia, co to znaczy, że ktoś jest krytykiem mody, jakie potrzebne są kompetencje do tego rodzaju zawodu. Pojawia się pytanie o to, jak nauczyć się wydawać sądy dotyczące świata mody, które wychodzą poza nieuzasadnione zachwyty (lub równie nieuzasadnione zmieszanie z błotem czyjejś kolekcji). Innymi słowy, chodzi o taką edukację, która nauczy piszących o modzie, że „krytyka” nie jest równoznaczna z „opinią” – a większość pisanych obecnie tekstów, tweetów czy blogów można zaliczyć do tej drugiej kategorii. Czym zatem jest „krytyka”?

Svendsen wymienia pięć komponentów krytyki: ocena, opis, porównanie, kontekstualizacja i interpretacja. Głównym elementem krytyki jest ocena. Jej celem jest jak najdokładniejsze pokazanie, jaka wartość tkwi w przedstawionym dziele. Krytyką, jak przedstawia ją Svendsen, nie jest stwierdzenie w rodzaju „pewnie nazwą mnie suką, ale …. (i tu napiszę, co myślę, wiecie, tak NAPRAWDĘ…). Nieuzsadniona negatywna opinia jest równie szkodliwa jak nieuzasadniona opinia negatywna. Na marginiesie tego punktu proponuję Wam pytanie od czasu do czasu znajomych, którzy ocenę na przykład filmu sprowadzają do jakże wymownego „do bani” czy „strata czasu”. Dopytajcie, czy mogą powiedzieć, co tak konkretnie im się nie podobało? Obsada aktorska? Fabuła? Scenografia? Warto pytać, bo może dowiemy się czegoś konkretnego, a opiniodawca następnym razem wysili się ciut bardziej chcąc przekonać nas, jak bardzo nie warto oglądać dany film lub sięgać po książkę.

Krytyka to zatem umiejętność wydania osądu, odróżnienia tego, co dobre, od tego, co złe i uzasadnienia tego wyroku. Svendsen od razu odpowiada na pytanie, które automatycznie się nasuwa: w takim razie po co pisać o tym, co złe, skoro można pisać wyłącznie o tym, co dobre? Odpowiedź jest prosta: należy pisać o złych projektach, bo one też są pouczające, a z porażek częściej się czegoś uczymy niż z opinii pełnych pochwalnych, okrągłych zdań. W każdym przypadku ocena powinna być sensownie uzasadniona, ocena bez uzasadnienia nie ma nic wspólnego z krytyką. Dla mnie taka ocena jest zwyczajnie bezwartościowa. Sloganowe stwierdzenie „każdy ma prawo do własnej opinii!” – jasne, może nam się coś podobać lub nie, ale „OMG jakie to piękne!” z nikogo nie robi krytyka/krytyczki mody.

Co zatem robi krytyk? Krytyk mody w opisie kolekcji czy konkretnej kreacji wskazuje czytelnikowi na kwestie takie jak kolor, krój czy wzór, przedstawia jak wszystkie elementy ubioru ze sobą współgrają. Krytyk porównuje obejrzane kreacje z z kreacjami innych projektantów z tego samego sezonu. Krytyk zarysowuje kontekst: wcześniejsze kreacje danego projektanta, inspiracje, kulturowe odniesienia. W końcu: krytyk interpretuje – pyta o znaczenie lub ważność obejrzanych projektów. Naturalnie nie wszystkie pokazy mają głębię fizyki kwantowej, a wskazany przez Svendsena tok krytyki najłatwiej zastosować do pokazów haute couture. Ale celem sensownej krytyki powinno być pret-a-porter, ponieważ to są ubrania, które ludzie faktycznie noszą. Przede wszystkim jednak „krytyk mody powinien dogłębnie znać historię mody”, by móc wydawać uzasadnione oceny kolekcji i potrafić odróżnić to, co oryginalne, od tego, co wtórne.

Svendsen zwraca też uwagę na to, że krytyka taka nie jest obiektywna, jest z założenia subiektywna, ponieważ jest osobistą oceną wydającej ją osoby. Tym samym krytyka pokazu mówi nam równie dużo o pokazanych kreacjach, jak i o preferencjach krytyka. Krytyka z natury rzeczy wystawia na krytykę osobę piszącą. Myślę, że tak rozumiana krytyka jest zarówno bardzo wymagającym, jak i trudnym zajęciem. Wyobraźcie sobie tekst krytyczny o pierwszych kolekcjach fikcyjnego Jana Kowalskiego. Kowalski początkowo tworzy kreacje, które krytycy miażdżą. Jednak Kowalski uczy się biznesu, poznaje funkcjonowanie świata mody i bezgranicznie ma zaufanie do swojej intuicji projektanta. Dekadę później trafia na pierwsze strony magazynów modowych i wkracza na ścieżkę chwały i podręczników historii mody. Krytycy niegdyś piszący źle muszą zatem przełknąć gorzką pigułkę, że ich osąd nie był trafny. Nikt tu nie bawi się w subtelności, że czas minął, Kowalski się wyrobił. Pomyliliście się drodzy państwo. Zobaczcie jak bezpiecznie w tym świetle jest zatem ferowanie tylko dobrych ocen.

Krytyk mody powinien być osobą spoza modowego przemysłu, a nie agentem PRu domu mody lub – co brzmi już całkiem żałośnie – cheerleaderką modowego przemysłu. Krytyk powinine być niezależny. Brzmi jak trudna i wyboista droga? „Ale kto powiedział, że ma być łatwo?” – pyta autor. Dlaczego to miałby być zawód dla wszystkich? Bo wszyscy nosimy ubrania i jako istoty ubrane naturalnie jesteśmy predestynowani do wydawania jednego, słusznego poglądu w kwestii mody i ubioru? Svensden pisze, że zawód krytyka to także (a może przede wszystkim) przywilej: przywilej wpływania na wybory innych osób i kształtowania ich wyborów estetycznych, nauczenia czytelniczki i czytelników dlaczego dana kreacja jest interesująca, korzystna lub dlaczego należy wytknąć jej błędy.

Czy potrzebujemy krytyki mody? – pyta dalej Svendsen. I odpowiada: zdecydowanie tak. Patrząc na to, jak duży wpływ wywiera obecnie świat mody na nasze codzienne życie, wypracowanie krytyki mody odpowiadającej na potrzeby dzisiejszego świata wydaje się być bezsprzecznie zadaniem istotnym. Tu nie chodzi tylko o umiejętność dokonywania wyboru między dwoma sukienkami, które chcemy dziś na siebie założyć. To jest ćwiczenie w myśleniu i dokonywaniu wyborów, które potrafimy uzasadnić. To nie jest umiejętność, z którą się rodzimy, ale można się tego nauczyć. Myślę, że skoro ubrania są tak bliskie ludziom, a równocześnie na pierwszy rzut oka wydają się być materią prostą i zrozumiałą dla zwykłych zjadaczy chleba, może nawyki wypracowane dzięki coraz lepszej krytyce mody przeniosą się na inne dziedziny życia. Ale to już moja nadzieja, przeniesiona na bloga po lekturze tekstu Svendsena.

Moja druga nadzieja to możliwość przetłumaczenia w całości tego tekstu na język polski i opublikowania go nie w zbiorze tekstów naukowych, po które sięgną nieliczni zainteresowani, ale w którymś magazynie modowym. Idealne do pierwszego numeru polskiego Vogue’a.

* * *

Philosophical Perspectives on Fashion (2017), Giovanni Matteuci, Stefano Marino (red.), Bloomsbury.

  • https://fashfactory.com Zofia Biała

    Bardzo wartościowa książka. Widzę tutaj kilka problemów. Zdefiniowanie „mody” chyba jest łatwiejsze niż zdefiniowanie „sztuki”. Nawet najbardziej złożone kreacje haute couture są mimo wszystko orientowane jako projekty komercyjne i użytkowe; mogę sobie wyobrazić projektantkę mody tworzącą projekty wyrażające jej pasje lub przekazujące idee (co zawsze uważałam za sztukę), ale nie sądzę żeby wszystko przekładało się na nowoczesne projekty.

    Być może to jest powodem, dla którego tak trudno o rzeczową krytykę. Twórcy mody nie kierują się estetyką, ale możliwością zysku. Popatrz na Hollywood – jeśli kogoś stać na dobrego reżysera, dobrych aktorów, dobre efekty, trudno mu wyprodukować niedobry komercyjny film. Oczywiście, nadal są złe filmy z wielkim budżetem – ale w chwili obecnej to bardziej komercja niż sztuka. To samo obserwuję w wypadku znanych projektantów – trudno jest mi powiedzieć, żeby jakaś ostatnia kolekcja była paskudna itp. Nie mam pojęcia jak bardzo prawdziwy jest stereotyp rozpieszczonej diwy u steru domu mody, nie mogącej znieść krytyki, więc nie będę się wypowiadała.

    Pozdrawiam, Zofia!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Co do definicji, to czasem najchętniej pozbyłabym się terminu „sztuka” z wielu dyskusji, bo jest zbyt szerokie i zbyt ogólne. Zamiast tego wolę mówić o konkretnych dziełach. Natomiast jeśli chodzi o definiowanie mody to jest to dużo prostsze (przynajmniej dla mnie). Nie wskazywałabym jednak braku definicji mody za brak postępu w krytyce mody – dla dziennikarzy „moda” to przede wszystkim ubrania i pokazy, mało kto sięga po literaturę z socjologii czy historii sztuki, żeby poszerzyć własne rozumienie tego pojęcia.

  • Basia Kowalska

    Często łatwo jest krytykować. Nie raz zauważyłam jak to przychodzi łatwo również dla mnie. Ile razy zdarzyło się, że dane
    <a href="https://zoio.pl/obuwie/szpilki„>obuwie damskie, ,nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia? – pewnie miałaś tak samo. Co wtedy zrobiłaś? Krytyk mody powinien być osobą spoza modowego przemysłu, a najczęściej zdarza się, że jest to agent PRu domu mody lub innej konkurencji – co według mnie jest już całkiem żałośnie i z branży modowej robi totalny cyrk. Krytyk powinien być niezależny i mieć własne zdanie!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Wydawanie własnych opinii jest bardzo proste ;) Ale czasem gorzej bywa z uzasadnieniem tej opinii, co powinno być nieodłączną częścią krytyki. Niezależność krytyków to w większości fikcja – w przeważającej większości należą przecież do jakiejś redakcji, która może i pozwala na negatywne uwagi, ale jak pisze Svendsen – może to się skończyć brakiem zaproszeń na np. kolejny pokaz. I to jest jedna z bolączek, którą trzeba przeskoczyć.

  • Adam

    Dominiko, masz fantastyczne pióro. Czytać Twoje teksty to czysta przyjemność!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dziękuję ślicznie :)