Ubranie przyszłości

19 września 2017

Temat robotów, sztucznej inteligencji czy rzeczywistości wirtualnej wykorzystywanych w przemyśle modowym rozpala wyobraźnię. Jak będziemy produkować odzież w bliższej i dalszej przyszłości? Czy maszyny całkowicie zastąpią ludzi pracujących w szwalniach dalekiej Azji? Czy projektantami ubrań będą już nie ci, którzy wiedzą, jak pobrać miarę i stworzyć wykrój, ale specjaliści potrafiący zaprojektować modelkę wraz z kreacją za pomocą programu komputerowego? I w końcu, czy dożyjemy czasów, kiedy za pomocą drukarki 3D będziemy mogli w domowym zaciszu wydrukować sobie najnowszy model torebki Chanel? To tylko kilka pytań, które nie dają zasnąć. Jednak wiedeński MAK, Muzeum Sztuk Użytkowych, w ramach wystawy Hello, Robot. Design between Human and Machine (klik) podaje kilka możliwych rozwiązań naszych dylematów i kierunków rozwoju w branży odzieżowej.

Zwiedzanie wystawy rozpoczęłam od jej końcowych obiektów, bo w chwili, w której przed oczami zamajaczyła mi sylwetka kobiecego manekina w ewidentnie futurystycznej kreacji żadna siła nie była już w stanie skłonić mnie do oglądania początków relacji człowiek – robot. Sukienka, która z daleka przyciągała wzrok, to Spider Dress 2.0 zaprojektowana przez holenderską projektantkę Anouk Wipprecht.

IMG_0064

IMG_0063

W opisie sukienki czytamy, iż Anouk Wipprecht głosi „koniec analogowego ubioru”. Projektantka proponuje wykorzystywanie najnowszych technologii i tworzy „mądre ubrania” (ang. smart clothing), które mają pełnić funkcję inteligentnej „drugiej skóry”. Mikroczipy, sensory, druk 3D to narzędzia, jakimi posługuje się dla osiągnięcia upragnionego efektu.  W zaprezentowanej sukience ruchome „czułki” w górnej części stroju rejestrują prędkość, z jaką druga osoba zbliża się do osoby noszącej tę sukienkę. Pełnią też funkcję demarkacyjną, zaznaczają zakres osobistej przestrzeni osoby, która zdecyduje się na włożenie tej szczególnej kreacji.

Przyglądając się tej sukience trudno nie myśleć o owadach, których wygląd nie zachęca do bliższego kontaku ze względu na ostro zakończone owadzie poroże lub ruchliwe odnóża. Alienujący efekt „nie podchodź bliżej/zostaw mnie w spokoju” niewątpliwe sprzyja obronie naszej najbliższej przestrzeni. Myślę jednak, że zwiastowanie schyłku ery odzieży jaką znamy jest przedwczesne. Dlaczego? Zanim wszyscy (a raczej „wszystkie”) przyswoimy taką wizję stechnicyzowanego stroju jeszcze wiele maszyn do szycia zostanie zużytych do produkcji tradycyjnych sztuk odzieży. Spider Dress 2.0 pokazuje wizję przyszłości, w której technologia gra coraz większa rolę – i z tym nie zamierzam polemizować. Jednak ten projekt ze względu na wysokie koszty produkcji z jednej strony oraz z powodu jego wątpliwej „ubieralności”, wygody noszenia, ze strony drugiej, ma niewielką szansę na podbicie naszych szaf w najbliższej dekadzie. Będzie pełnił raczej rolę obiektu muzealnego i argumentu przemawiającego na korzyść inwestowania w rozwój najnowszych technologii, będzie nas oswajał z tym, co może zdarzyć się w przyszłości i prowokował do dyskusji, czy chcemy by ta przyszłość tak właśnie wygladała. Chcemy?

Tuż obok sukienki Wipprecht stał kolejny obiekt: buty wydrukowane w drukarce 3D, Molecule Shoe zaprojektowane przez Francisa Bitonti. Buty zostały wyprodukowane piksel po pikselu, proces ich tworzenia przypomina zatem wzrost organizmów komórka po komórce. Bitonti do stworzenia swojego obiektu wykorzystał matematyczny model Game of Life, dzięki któremu możliwe było „wyhodowanie” butów, których kolorystyka to organiczne przejście z jednego koloru w kolejny.

IMG_0069

Przyglądając się temu obiektowi zastanawiam się, czy podejmowane obecnie próby wykorzystywania najnowszych technologii w produkcji prototypów naszych części garderoby możliwych  w przyszłości to moda konceptualna XXI wieku. Czy to intelektualnie potomkowie Husseina Chalayana? Jaką historię opowiada Molecule Shoe? Czy jest to realny but przyszłości? Moim zdaniem nie, ponieważ tak sztywne obuwie byłoby zabójcze dla naszych stóp. Owszem, jest to twór „ubieralny” – jak roboczo tłumaczę angielski termin wearable, ponieważ da się w niego włożyć stopę. Ale nie wydaje mi się, żeby to był produkt nadający się faktycznie do noszenia w codziennym życiu, a to kryterium użyteczności wyznacza dla mnie granicę, po przekroczeniu której projekt przechodzi z fazy idei do fazy produkcji. Póki co, but Bitontiego to przede wszystkim pokaz możliwości drukarki Stratatys 3D. Natomiast sam pomysł ma olbrzymi potencjał, jeśli do produkcji przedmiotów za pomocą druku 3D można byłoby np. wykorzystywać plastikowe butelki do przetworzenia na nowoczesne stoliki, miski czy biżuterię – rzeczy, które nie wymagają elastyczności materiału.

A skoro już spojrzeliśmy w stronę, która jest koniecznością naszej przyszłości, czyli tworzenie przedmiotów przyjaznych dla środowiska, to spójrzmy na ten komplet bielizny zaprojektowany przez austriacką markę Wolford. Czarny, prosty zestaw.

IMG_0081

Jednym z wyzwań, przed którymi stoi przemysł tekstylny, jest produkowanie materiałów, które po zużyciu będą biodegradowalne. Konsumpcja odzieży w tej chwili jest gigantyczna, produkowane są tony niepotrzebnych nikomu ubrań, które po sezonie trafiają na wysypiska. Przez ostatnie trzy lata firma Wolford współpracowała z piętnastoma lokalnymi dostawcami badając możliwość stworzenia tekstyliów, które można przetworzyć na kompost. Projekt prowadzono zgodnie z wymogami certyfikacji Cradle to Cradle®. Efektem tych badań jest prototyp bielizny oraz rajstop, które w najbliższych latach zostaną wprowadzone na rynek. W tym przypadku proces koncepcyjny został już wprowadzony w stadium, w którym jego realna egzystencja w naszych garderobach jest niemalże pewna. Jeśli zestawimy produkty marki Wolford z powyżej przedstawionymi obiektami dobrze widać, czego możemy oczekiwać w bliższej, a czego w dalszej przyszłości. Możemy tutaj też skonfrontować ze sobą te trzy obiekty stawiając pytanie o ekologiczność kreacji Wipprecht czy butów Bitontiego: zachwyt nad możliwościami technologicznymi to jedno, ale jak takie buty będą się rozkładać, jeśli ich użytkowniczka dojdzie do wniosku, iż są démodé?  Czy możliwe będzie ich przetworzenie na nową parę? To rozwiązanie byłoby ciekawe, o ile z tego samego budulca można byłoby wielokrotnie produkować nowe przedmioty. Póki co, czekam na wprowadzenie do sprzedaży produktów Wolforda.

Ostatnim obiektem, który chciałabym Wam dziś pokazać, jest projekt kolektywu Post-Couture. Co za nim stoi? Idea tworzenia ubrań przyszłości na zasadzie open source, wolnego dostępu do projektów ubrań, których wykrój każdy będzie mógł ściągnąć sobie bezpłatnie i wykonać albo u lokalnego twórcy ubrań, albo samodzielnie. Celowo piszę „twórcy”, a nie „krawca” lub „krawcowej”, ponieważ ubrania zaprojektowane przez kolektyw nie wymagają maszyny do szycia. Jak zatem nazwać osobę, która robi ubrania, ale ich nie szyje? Czy nadchodzi era post-krawiectwa?

Na zdjęciu widzicie przykładowy wykrój bluzki. Jej brzegi są wykończone ząbkami i dziurkami, które należy ze sobą ręcznie połączyć, aby powstała nasza bluzka. Myślę, że taka metoda tworzenia ubrań trafi do przekonania nie tylko osobom zainteresowanym metodą „zrób to sam”, ale pozwali także na odzyskanie świadomości, jak bardzo pracochłonne jest produkowanie ubrań – zatem ubranie nie może być tak tanie, jak obecnie najczęściej jest. Tworzywo, z którego wyprodukowano widoczną na zdjęciu zielonkawą bluzkę to przetworzone butelki PET. Mamy zatem odpowiedź na pytanie o to, czy i jak można przetwarzać część wyrzucanych przez nas surowców.

IMG_0077

Idea „krawiectwa po krawiectwie” to także kolejny kamyczek do ogródka edukacji przyszłych projektantów i pytanie o to, jak ich kształcić? Myślę, że to jest ogromne wyzwanie dla szkół uczących projektowania ubioru.

Okołoodzieżowe obiekty z wystawy to zaledwie jej mały fragmencik, ale ile pytań można postawić w oparciu o zaledwie pięć obiektów. MAK w swoich przestrzeniach dotyczących projektowania w przyszłości zadaje zwiedzającym również ogólne pytanie: czego my właściwie chcemy od technologii? Fascynacja nowinkami technologicznymi i sny o lotach na Księżyc to jedno, ale czego w naszej codzienności, w naszym rutynowym funkcjonowaniu oczekujemy od technologicznych rozwiązań? Spójrzcie na hasztagi na zdjęciu poniżej, może w nich tkwi część odpowiedzi? (A przy okazji: jak genialnie można zestawić klasyczną rzeźbę ze światem mediów społecznościowych i zadać pytanie o nowe jutro! @rivergod27 #yourock!)

IMG_0070

Wątki fashiontech, współpracy świata mody z geekami, to jeden z najczęściej omawianych trendów. Atrakcyjny wizualnie, porywający wizją przyszłości, w której człowiek tworzy cuda dzięki podległej mu maszynerii. Lata sześćdziesiąte bis – możemy powiedzieć, bazując na prostych skojarzeniach. Jednak tuż obok pojawiają się pomysły, które dostrzegają też alienujący wątek technologizacji naszego życia, odgradzania od innych ekranem laptopa czy smartphona. Na jednej z tablic na wystawie przeczytałam o pomyśle naklejek, które w blokach można naklejać na skrzynki pocztowe. Naklejki te informowałyby mieszkańców o tym, jakie narzędzia mam w domu, którymi chętnie się podzielę. Mało kto używa codziennie wiertarki, robot kuchenny też niekoniecznie jest w użyciu całodobowo, a niektórzy z żelazka korzystają tylko od święta. Po co kupować te rzeczy, skoro korzystamy z nich rzadko lub nie na tyle często, żeby nie pożyczyć sąsiadowi? Dzięki temu być może odżyłyby więzi sąsiedzkie i idea życia, w którym nie jesteśmy wolnymi elektronami, ale częścią wspólnoty. Wierzę, że sharing economy, gospodarka oparta na dzieleniu się, ma przyszłość.

I już prawie chciałam zakończyć ten tekst optymistycznie, gdy przypomniało mi się, co jeszcze widziałam w Wiedniu, a co również jest komentarzem na temat przyszłości. Przed Belwederem stał Gruby Dom (Fat House, 2003), projekt Erwina Wurma, który można zinterpretować jako komentarz na temat nadmiernej konsumpcji. Czy zatem przyszłość będzie gruba?

IMG_0085

* * *

Wystawa Hello, Robot, Design between Human and Machine, 21.06. – 1.10.2017, MAK, Wiedeń (klik)

  • Anna Katarzyna Kaczmarek

    Mam cichą nadzieję, że analogowe krawiectwo nie zginie i będzie nadal tradycyjne w swej formie. Drukowanie w 3D odzieży przez automaty jest z lekka odhumanizowane :-). Gdzie w tym przyjemność poszukiwania swojego modelu oraz analizowania dostosowania garderoby do sylwetki, stylu i potrzeb? Mam nadzieję, że automaty nie zastąpią mojej małej słabości (a właściwie namiętności), czyli szycia kreacji według własnych potrzeb i pomysłów u zaprzyjaźnionej krawcowej :-).

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      A ja kibicuję i odrodzeniu krawiectwa w najlepszym wydaniu, i tym nowinkom przyszłości. Chcę wszystkiego ;) Myślę, że zanim rzeczywiście każdy z nas będzie mógł sobie takie buty wydrukować w domu to jeszcze sporo czasu upłynie, a i branża modowo-technologiczna na pewno zdąży po drodze nas czymś nowym zaskoczyć.