Dziedzictwo Yves Saint Laurenta

6 listopada 2017

Autor: Piotr Szaradowski, Muzealne Mody (www) (fanpage) (instagram)

ZDJĘCIE 00

Yves Saint Laurent to bez wątpienia jeden z najważniejszych projektantów francuskich II połowy XX wieku. Oprócz niekwestionowanego talentu miał on też wiele szczęścia – czego nie możemy powiedzieć o wielu utalentowanych osobach. Pierre Bergé był tym, który mocno pomógł w tworzeniu legendy Yves Saint Laurenta.  Ale jest też wiele głosów (np. Lagerfeld) twierdzących, że to działania Bergé były przyczyną cierpienia projektanta. Jednak cienie kariery i życia osobistego z reguły dość szybko wylatują z pamięci. O sukcesach YSL zaś nieustannie przypominają nam ubiory: damskie smokingi, mondrianowskie sukienki, bluzy safari i wiele innych. Tak, wydaje się, że w tej kwestii wszystko zostało już powiedziane. A jednak…  Niedawno Suzy Menkes wyraziła swoją wątpliwość co do sposobu opowiadania o pracy YSL (tutaj). Pisze wyraźnie, że chciałaby zobaczyć jego suknie zestawione z ubiorami innych projektantów, po to by odkryć ich nowe znaczenia. Po przeczytaniu tego tekstu napisanego po konferencji prasowej poświęconej otwarciu dwóch muzeów YSL (w Paryżu i w Marrakeszu) naprawdę zastanawiałem się, co zobaczę w budynku przy Avenue Marceau. Tym bardziej, że byłem już tam w 2009 roku, widziałem też ogromną, retrospektywną wystawę w Petit Palais pokazaną rok później oraz odwiedziłem ogród Majorelle dwa lata temu. Mając w pamięci znajdujące się tam Muzeum Berberów miałem jednak pewność, że niezależnie od treści jakość wystawy będzie najwyższa.

Muzeum Yves Saint Laurenta w Paryżu znajduje się w kamienicy, na rogu avenue Marceau i rue Léonce Reynaud, będącej od 1974 roku siedzibą domu mody (wcześniej rue Spontini 30 bis) oraz Fundacji (Fondation Pierre Bergé – Yves Saint Laurent). W moim odczuciu to największy atut tego muzeum, gdyż wchodząc do niego jedocześnie wchodzimy do domu mody haute couture. Dwa pomieszczenia po lewej stronie od wejścia – obecnie szatnia i miejsce, gdzie wyświetlany film wprawadza zwiedzających w temat – to przestrzeń służąca klientkom przybywającym na przymiarki. Jak informuje nas przewodnik (ok, książeczka do pobrania przy kasie) ta część domu mody nie została zmieniona, więc faktycznie możemy się poczuć jak klientki.

ZDJĘCIE 01

Drugim miejscem, gdzie muzeum stapia się z domem mody jest pracownia YSL. To ciche pomieszczenie z oknami wychodzącymi na nieduży dziedziniec optycznie powiększają tafle luster niezbędne do pracy, umieszczone na wprost drzwi. Zachwyciła mnie tam dbałość o detale i estetyka. Na przykład wyznaczone dla zwiedzających linie to delikatne, ale widoczne, podświetlone białym światłem listwy. Pudło z biżuterią do stylizacji modeli leży otwarte, ale obciągnięte jest delikatnym czarnym tiulem, na wypadek, gdyby ktoś pomylił atelier ze sklepem z pamiątkami. Mnie poza oczywiście całą resztą urzekła zwyczajna miseczka na wodę dla psa. Naprawdę jest to miejsce, gdzie niemal czuć obecność projektanta.

ZDJĘCIE 02

ZDJĘCIE 03

ZDJĘCIE 04

Nadszedł już chyba moment by powiedzieć, że nie jest to duże muzeum. Osobiście postrzegam to jako atut. To muzeum po prostu nie męczy. Można iść, zwiedzić, przyjemnie spędzić czas i nie czuć się przytłoczonym wielkością miejsca czy ilością eksponatów (kto był chociażby w Luwrze czy innym podobnym muzeum ten wie o co chodzi). Cóż więc zobaczymy poza pracownią i wspomnianymi pomieszczeniami dla klientek przybyłych na przymiarki? Na początek dostajemy poczwórny portret YSL namalowany przez Andy’ego Warhola. Następny w kolejności jest krótki elementarz: trencz, kombinezon, smoking oraz bluza safari. Później zaczyna robić się ciekawie. Mamy przed sobą ogromną gablotę, która przedstawia „historię pewnej kolekcji”. W rzeczywistości dwie z jednego roku – 1962. Świetny, prosty pomysł, który pozwala na nieskończoną niemal wymianę obiektów, a jednocześnie pokazujący ile pracy wiąże się ze stworzeniem kolekcji (w sensie plastycznym). W gablocie bowiem są liczne rysunki, szkice z próbkami tkanin, rysunkowe notatki dotyczących dodatków itd. Bardzo dobrze się to ogląda. Tym bardziej, że na przeciwko gabloty jest kilka manekinów prezentujących te właśnie kolekcje.

ZDJĘCIE 05

ZDJĘCIE 06

Tutaj dygresja. Prezentowany teraz na kanale ARTE film dokumentalny Yves Saint Laurent i jego szkice (tutajw reżyserii Loïc’a Prigenta pokazuje bogactwo zbiorów rysunkowych Fundacji. W komentarzu na końcu filmu usłyszeć można, że nawet nie zinwentaryzowano jeszcze wszystkich szkiców projektanta. Do jednej kolekcji mogło ich powstać nawet około tysiąca! Naprawdę warto poświęcić godzinę ze swojego życia, by obejrzeć ten film, zwłaszcza, że jest to obecnie bezpłatne.

Wróćmy jednak do zwiedzania. Dalej mamy informację o współpracy domu mody z różnymi rzemieślnikami i oczywiście obiekty, które to potwierdzają. Następnie znany z wielu wcześniejszych wystaw dział: egzotyczne inspiracje. Sla tych, którzy widzą to po raz pierwszy, są proste i syntetyczne podpisy (naprawdę bardzo dobrze napisane – dotyczy to całego muzeum, są one w dwóch językach, francuskim i angielskim), a także ujęcia z pokazów prezentujące część tych ubiorów na modelce na wybiegu. I już wchodzimy na piętro po drodze mijając kolejkę osób czekających na obejrzenie kilkunastominutowego filmu wyświetlanego na półpiętrze. Temat: Pierre Bergé i Yves Saint Laurent. Na górze zaś mamy „Hołd dla mody”. Czysty teatr: kryształowe żyrandole, Marię Callas z głośników, draperie na ścianach… Ale piszę to bez ironii. Świetnie oddaje to ducha pokazów z Intercontinentalu (ok, brakuje ogromnych bukietów i girland kwiatów). Może się to komuś podobać lub nie, ale pasuje to do stylu domu mody i już. Co ciekawe, prezentowane są tam całe „looki” – buty, biżuteria, nakrycia głowy. Według mnie – na plus. Tak zaprojektował to YSL i tak to oglądamy. Co jeszcze rzuciło mi się w oczy przy czytaniu podpisów (zboczenie zawodowe) to fakt, że dom mody czasem odkupywał od klientek ubrania. Na pewno nie od wszystkich, ale widać, że chcą mieć kontrolę – na ile to możliwe – nad swoim dziedzictwem. Na marginesie dodam, że nie są w tym względzie wyjątkiem. Inne domy mody, choć nie wszystkie, też tak robią. Następnie, niemal jako ukoronowanie wizyty wchodzimy wreszcie do opisanego wyżej studia, gdzie YSL rysował, projektował, drapował itd.

ZDJĘCIE 07

ZDJĘCIE 08

I już schodzimy z powrotem na dół. Tam czekają na nas kolejne filmy do oglądania, pokazujące różne aspekty haute couture. Są tam wypowiedzi dotyczące pracowni, przymierzalni, prasy itp. No i przede wszystkim są tam ludzie. Więc jeśli więc chcemy to obejrzeć – cierpliwość wskazana.

ZDJĘCIE 09

Na sam koniec wizyty zostawione są największe smaczki – wspaniałe rysunki YSL, biżuteria z jego pokazów oraz najbardziej rozpoznawalne ubiory.

ZDJĘCIE 10

Jako pierwsza wzrok przyciąga suknia ślubna inspirowana obrazami Georgesa Braque’a z kolekcji haute couture, wiosna lato 1988. Pokazywana jest ona z komentarzem mówiącym, że suknia ślubna wieńczy kolekcję, a tutaj ekspozycję. Jeszcze raz to powiem: podpisy w tym muzeum naprawdę są świetne i pomagają zrozumieć układ ekspozycji. Za panną młodą jest już tylko kilka obiektów, ale jakich! Przede wszystkim suknia mondrianowska oraz żakiet wyszywany we wzór słoneczników malowanych przez van Gogha.

ZDJĘCIE 11

ZDJĘCIE 12

Naładowani emocjami wchodzimy wprost do muzealnego sklepiku. I znów jest estetycznie i z klasą.

Wiem, że brzmi to jak krótka wizyta, ale po pierwsze celowo nie opisuję każdego manekina, żebyście mieli jakieś niespodzianki dla siebie. Ponadto, tak czy inaczej ze zwiedzania robi się bita godzina, a jeśli dodać wszystkie filmy to spokojnie można tam spędzić ponad dwie. I to naprawdę wystarcza. Ileż człowiek może wchłonąć w trakcie jednej wizyty?

Mnie osobiście to muzeum urzekło. Jest świetnie przygotowane. Widać, że tworzenie wcześniejszych wystaw nie poszło na marne. Pracownicy i współpracownicy świetnie potrafią czerpać z własnego doświadczenia. Opowiadają historię zgrabnie i bardzo przystępnie. Można oczywiście powiedzieć, że część z tego już znamy, ale z drugiej strony myślę sobie, że w tej przestrzeni chyba nie zdecydowałbym się na krytyczne ujęcie twórczości YSL. To jest miejsce gdzie tworzył, gdzie pracował. Moim zdaniem to właśnie to trzeba wykorzystać i przybliżyć zwiedzającym świat haute couture. Rozumiem, że robi się z tego trochę rodzaj sanktuarium, ale w tej tak znaczącej przestrzeni mnie to nie razi. Wręcz czyni to miejsce niepowtarzalnym.

Wracając do uwag Suzy Menkes, ja również chciałbym usłyszeć i obejrzeć odmienną historię mody, gdzie poza YSL będą też obecni inni projektanci, ale nie wydaje mi się, by Muzeum Yves Saint Laurenta w Paryżu nadawało się do tego. Jest to jednak  wyzwanie dla Fundacji stojącej na straży dziedzictwa projektanta. Zwłaszcza teraz, po śmierci Pierre’a Bergé, ciekawe jest w jakim kierunku to pójdzie. Czy Fundacja będzie chętnie współpracować przy projektach mających na celu pokazanie twórczości YSL w innych, nowych, być może krytycznych ujęciach? Jako muzealnik i jednocześnie miłośnik projektanta mam nadzieję, że tak.

P.S. Osobną kwestią jest tutaj rola zupełnie nowego, zbudowanego od zera Muzeum Yves Saint Laurenta w Marrakeszu. Na ten temat nie napiszę jednak więcej, dopóki nie odwiedzę osobiście tego miejsca. Trzymajcie więc kciuki, by się to udało.