Konferencja ZEITmagazin & VOGUE. Jak było?

24 stycznia 2018

Dziwię się ludziom, którzy twierdzą, że moda ich nie dotyczy – bo nie lubią zakupów, bo nie czytają magazynów modowych, a o szafiarskiej blogosferze mają w najlepszym wypadku mniemanie nikłe i niepochlebne. Moda? Nie ich sprawa. Tymczasem niemieckie czasopismo Zeit Magazin wspólnie z redakcją niemieckiego Vogue’a po raz kolejny zorganizowały konferencję poświęconą modzie, tym razem pod tytułem ‚The Relevance of Fashion’, o znaczeniu mody w naszym życiu.

26166941_1650234395033374_5795284904652822704_n

Ciuchy to jednak tylko część świata mody, moda bowiem to zjawisko, które przenika nie tylko nasze garderobiane wybory, ale dyktuje nam jak urządzić mieszkanie, jakie książki czytać, do jakich miejsc chodzić i czy chia jest ‚in’, czy ‚out’. Moda może powodować, że wybieramy określony kierunek studiów (pokolenie absolwentów „marketingu i zarządzania”), uprawiamy ten, a nie inny sport (joga, joga, joga), czy decydujemy się pojechać na wakacje niezupełnie przypadkowo do Portugalii czy na Islandię. Także ludzie twierdzący, że moda ich nie dotyczy, żyją w błędzie.

Założenie o wszechobecności mody w naszym życiu przyświecało pierwszemu prelegentowi, Tilmannowi Prueforowi, który piastuje funkcję Style Director w ZEIT Magazin. Pompatyczna „miłość do mody”, która kojarzy mi się z rozentuzjamowanymi nową parą butów dziewczątkami i tymi wszystkimi #OMGOMGOMG, w wykonaniu pana Pruefera jest połączeniem pasji do swojej branży z dotkliwym wytknięciem jej wszystkich słabości, braków, obszarów wymagających poprawy. W dziewięciu hasłach wypunktował bolączki świata mody, które jego zdaniem psują system mody. To między innymi traktowanie projektantów jako kreatywnych robotów, zmuszonych do wymyślania setek kreacji w coraz szybszym tempie. To myślenie o słupkach sprzedaży i myślenie wyłącznie o jutrze, a nie o pojutrzu: o tym, co można poprzez modę opowiedzieć, jakie nadzieje obudzić, jakie demony wyzwolić.

Najbardziej rozbawił mnie punkt „stop personalizacji!”, bo redaktor wychodzi z założenia, że personalizowanie produktów szkodzi markom: w jej efekcie na ulicach pojawiają się często produkty o wątpliwej estetyce z przyklejonym do nich logo marki. Nie można odmówić temu logiki, a kiedy pomyślę sobie o spersonalizowanych butach znajomego, które kiedyś miałam okazję obejrzeć, to gdybym była marką to nie chciałabym, żeby z moim logo takie coś biegało po ulicach. No ale znajomy mógł się pochwalić, że sam wybrał kolory. I nie ma tego nikt inny. Na szczęście.

Gościem konferencji była Linda Loppa, kiedyś projektantka, właścicielka butiku w Antwerpii, w przeszłości również dyrektorka Wydziału Mody w Antwerpii, dziś współpracująca z włoską Polimodą i londyńskim University of Arts (między innymi). W rozmowie z Christiane Arp, redaktor naczelną niemieckiego Vogue’a, stwierdziła „Nie patrzę za siebie, przeszłość jest stara” – interesuje ją to, co nowe, a nie to, co minęło. Współczesna moda jest dla niej cytatem, odwoływaniem się do starego. Jednak przede wszystkim system mody musi zwolnić, a młodym adeptom sztuki projektowania ubioru potrzeba przede wszystkim rozmów i rozwijania umiejętności odpowiedzi na pytanie: co chcesz przekazać poprzez swoją twórczość?

ZEITmagazin & VOGUE KONFERENZ (c) Phil Dera für DIE ZEIT (11)

Foto: materiały prasowe © Phil Dera dla DIE ZEIT. Ikona mody Linda Loppa w rozmowie z Christiane Arp, redaktor naczelną niemieckiego VOGUE. Temat rozmowy: co jest dla mody ważniejsze – teraźniejszość czy przyszłość. 

Myślałam o tym, kiedy następnego dnia oglądałam stoiska różnych marek skupionych na targach Premium w Berlinie. Co, poza chęcią zaistnienia, tym „teraz ja” lub „chcę mieć swoją markę”, odróżnia wystawców między sobą? Trudno mi obudzić w sobie zachwyty nad nowymi markami, bo rzadko która ma wyrazistą osobowość i/lub przemyślaną strategię pod tytułem „dokąd zmierzamy i po co tam zmierzamy?”. Tym bardziej, że przebić się na rynku dziś jest bardzo trudno: jeśli własne linie produkują ludzie znani z tego, że są znani lub z tego, że osiągnęli coś w kompletnie innej niż moda dziedzinie i wiedzą, że ich fani kupią ich produkty (a jakoś szczególnie często ta inna branża to sprzedaż odzieży sygnowanej przez X lub Y), to jak mały żuczek ma się przebić przez taki szum?

Poza tym, najzwyczajniej w świecie, same ubrania już nie wystarczą. W dyskusji padło też pytanie o to, czy projektanci muszą być także self-promoters, mieć umiejętność promowania siebie? Zastanawiam się, czy to jest konieczność, czy jednak nadajemy obecności w mediach w ogólności, a w mediach społecznościowych w szczególności, nadmierną wagę? Może jednak warto konsekwentnie „robić swoje”, bo przecież pokazywanie każdej fazy naszej pracy zabiera czas, który można wykorzystać inaczej niż na autopromocję.  Jest to oczywiście trudniejsze i mało spektakularne, ale trzeba poszukiwać ścieżek alternatywnych. Taka karma.

W przedpołudniowej sesji pojawił się także gość, który skradł show i opowiedział, co jest ważne przy prowadzeniu własnego biznesu. Gościem tym był Brunello Cuccinelli, temperamentny właściciel włoskiej marki o tej samej nazwie. Rozpoczął od nazwania Niemców „najbardziej romantycznym narodem Europy” i dziękował za to, że ich niemieckie marki bardzo pomogły mu na początku jego biznesowej drogi – Niemcy byli głównymi klientami kupującymi zaprojektowane przez niego kaszmirowe swetry.

ZEITmagazin & VOGUE KONFERENZ (c) Phil Dera für DIE ZEIT (9)

Foto: materiały prasowe © Phil Dera dla DIE ZEIT. Brunello Cuccinelli (w środku) opowiada Tillmanowi Prueforowi (z prawej, Style Director w ZEITmagazin) w jaki sposób chce w sprawiedliwy sposób kształtować swoją firmę dla swoich pracowników: „Nadgodziny są u nas zakazane”.

Mówiąc o przyszłości branży mody wskazał dwa kierunki: nadmiernie uprzemysłowione produkty i produkty rzemieślnicze. Według pana Cuccinelli powinniśmy zacząć używać rzeczy zamiast je konsumować. Myślałam wtedy o tym, jak szybko nudzą nam się nowo kupione rzeczy, które zaledwie kilkakrotnie wypuszczamy z naszych szaf, bo oto już nadchodzi nowe, lepsze, nieopatrzone. Myślałam o wiecznym zdziwieniu mojego Taty, który ciągle powtarza, że te jego spodnie czy koszula przecież jeszcze są dobre, więc po co kupować nowe. I, niestety, myślałam też o własnych zakupach.

Brunello Cuccinelli mówił też o tym, żeby od jutra zamiast słowa ‚strach’ używać słowa ‚nadzieja’. Żeby biznes budować z poszanowaniem ludzkiej godności – a to w kontekście świata mody brzmi często dosyć gorzko. Mówił też o jednej z możliwości życia w przyszłości: o życiu ukrytym przed naszymi smartfonami. Zastanawiacie się czasem nad takim życiem? Niepodzielanym w mediach społecznościowych, bez włączonej lokalizacji w telefonie, bez internetu. Przyznam, że budzi się we mnie taka nostalgiczna chęć powrotu do czasów, gdy bezprzewodowy telefon był szczytem technologii w domu. To se ne vrati, jak mawiają nasi sąsiedzi, ale wyłączenie wi-fi w telefonie to naprawdę nie jest wyzwanie, a pozwala na wyciszenie jednego kanału kontaktu do niezbędnego minimum – jeśli to coś ważnego, można zadzwonić. Maile poczekają. Jeśli znajdziecie dwadzieścia minut wolnego czasu, posłuchajcie jego wystąpienia, jest dostępne na stronie konferencji (klik). Wielkie brawa dla tłumaczki i wyrazy współczucia dla moderatora, które próba zmoderowania energetycznego Włocha każdorazowo była kwitowana śmiechem publiczności. Był to jednak śmiech pełen zrozumienia i ogólnej wesołości, bo pan Cuccinelli zjednał sobie sympatię absolutnie wszystkich.

Popołudniową sesję konferencji otwarła austriacka piosenkarka Mavi Pheonix z piosenką Aventura.  W 2017 roku została nominowana do prestiżowej muzycznej Nagrody Amadeusza w kategorii ‚artystka roku’. Zobaczcie teledysk, posłuchajcie tekstu. Po jej krótkim, bo jednopiosenkowym, występie naszła mnie otóż taka myśl: czy dwudziestolatki czytają Vogue’a, czy to już dla nich pieśń przeszłości, magazyn pełen reklam prowadzony przez starsze panie? Słuchając Mavi trudno było nie dostrzec dysonansu między owym legendarnym światem mody rodem z magazynów a rzeczywistością, w której młodsze peselem pokolenie wybiera swoich własnych bohaterów. Oczywiście, tak było zawsze, jest i będzie. Jeśli młodzi przestaną buntować się przeciwko starym to świat zmurszeje i rozpadnie się w drobny pył. Tylko gdzieś poczułam to delikatnie dziabnięcie, że świat Mavi to nie mój świat. Z jednej strony tekst jej piosenki jest dla mnie nadto hasztagowy, hasłowy, jawi mi się jako indywidualny manifest piosenkarki, który mogę sobie po swojemu interpretować, ale mam wątpliwości, czy jest to interpretacja trafna. Z drugiej strony natomiast dostrzegam komizm sytuacji, w której młoda śpiewa ze sceny wersem ‚They mad they ain’t famous/Shove it up your anus’ prosto w publikę, wśród której siedzi redaktor naczelna niemieckiego Vogue’a.

W popołudniowej sesji miał pojawić się fotograf Oliviero Toscani, któremu sławę przyniosły kampanie dla marki Benetton. Niestety nie dojechał, ma pojawić się przy kolejnej edycji konferencji w lipcu. Pojawił się jednak gość, który swoim dystansem do świata mody, podejściem do pracy i humorem po prostu rozkochał w sobie publiczność. Był to pan Gerhard Steidl, drukarz z Getyngi. Drobny mężczyzna w koszuli w kratę raczej nie sprawiał wrażenia urodzonego mówcy. I też nim nie był. Miał natomiast przeuroczą osobowość, która w połączeniu ze szczerością i prostotą wypowiedzi najzwyczajniej zaczarowała słuchaczy. Po zakończeniu rozmowy dostał największe brawa ze wszystkich zaproszonych gości.

Dlaczego w ogóle pojawił się na tej konferencji? Otóż współpracuje z Chanel, a konkretnie z Karlem Lagerfeldem, już od ćwieczwiecza. Przygotowuje publikacje dla marki, jak np. ‚The Little Black Jacket’. Wspólnie z Karlem wydali książkę o przewrotnym tytule ‚L.S.D.’ – tytułowe literki odnoszą się do nazwisk Lagerfeld, Steidl i słowa drukarnia (niem. Druckerei). Pan Steidl jest jedną z najpierwszych osób na świecie, które mają dostęp do zdjęć z najnowszych kolekcji Chanel. O wydawanych przez jego wydawnictwa książkach o modzie mówił, że kupując książkę o modzie kupuje się wiedzę o kulturze, sztuce, o estetyce. Gdzieś przy tym zdaniu się zakochałam. Opowiadał też o książce wydanej w 1995 roku z okazji premiery jednych z perfum Chanel – chciał wycofać tę książkę, bo według niego niepięknie pachniała i nie współgrało to jego zdaniem z promocją perfum. Jednak jego stary kumpel Karl odrzekł, że najpiękniejszy zapach to zapach świeżo wydrukowanej książki. I było po problemie. W 2017 roku magazyn New Yorker napisał o nim artykuł, w którym określił go mianem „drukarza, któremu najbardziej ufają najlepsi fotografowie świata” (klik). Profesjonalista w każdym calu, najlepszy współpracujący z najlepszymi. Chodzący dowód na to, że trzeba robić swoje najlepiej jak się da, a sukces przychodzi.

Kilka z wystąpień jest dostępnych na stronie internetowej konferencji, m.in. wspomniany powyżej Brunello Cucinelli czy Linda Loppa (klik). Jeśli macie chwilę to zachęcam do posłuchania, bo na polskich wydarzeniach takich gości ze świecą szukać. Konferencja odbywa się cyklicznie, podczas berlińskiego tygodnia mody, część wystąpień jest w języku niemieckim, część w angielskim (z przewagą tychże). Było to jedno z najciekawszych spotkań, w jakich w ostatnim roku udało mi się uczestniczyć i mam nadzieję, że w lipcu też uda mi się tam być.

ZEITmagazin & VOGUE KONFERENZ (c) Phil Dera für DIE ZEIT (6)

Foto: materiały prasowe © Phil Dera dla DIE ZEIT. Organizatorzy Konferencji ZEITmagazin & VOGUE (od lewej): Tillmann Pruefer (Style Director w ZEITmagazin), Christiane Arp (redaktor naczelna niemieckiego VOGUE), Christoph Amend (redaktor naczelny ZEITmagazin). 

***

Strona internetowa konferencji WWW

Program konferencji KLIK

Opisy zdjęć pochodzą od Organizatora.

  • http://www.narwany.com.pl/ Narwany

    Zawsze się zastanawiam nad tym jak to jest z tą modą, że na pokazach, wybiegach i konferencjach pokazuje się coś czego przeciętny Kowalski albo nie założy, albo go na to nie stać. Czy moda tak na wybiegu, jak i w magazynach nie powinna być dla ludzi?

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Im „ciekawiej” a wybiegu, tym lepsze publicity dla marki, pojawia się w większej ilości publikacji wszelkiego rodzaju. To wpływa na rozpoznawalność marki, więc jeśli potencjalna klientka zobaczy potem rzecz danej marki (która dobrze jej się kojarzy) to może chętniej ją kupi. To, co na wybiegach czy w kampaniach reklamowych, nie w pełni odzwierciedla potem asortyment danej kolekcji. Porównaj np. ostatnią kampanię Reserved z tym, co można faktycznie kupić w ich sklepach. Wybiegi, reklamy, sesje zdjęciowe mają uwieść klientelę, skusić ją do dokonania zakupu, rozpalić wyobraźnię. Ostatecznie może nie kupię sobie jakiejś szalonej sukienki, którą widziałam w magazynie modowym, ale może po wejściu na stronę danej marki nabędę coś bardziej umiarkowanego, coś „prawie jak z sesji”. A to (przynajmniej teoretycznie) powinno zapewnić mi dobre samopoczucie i chęć dokonania kolejnego zakupu.

      • http://www.narwany.com.pl/ Narwany

        Teraz dokładnie to zrozumiałem :)