Słowo na „P”

19 lutego 2018

Autor: Piotr Szaradowski, Muzealne Mody (www) (fanpage) (instagram)

Moda – to brzmi dumnie. I oczywiście pięknie – modelki, wybiegi, suknie za grube dolary, do to tego fotografowie, magazyny. Ten łańcuszek ciągnie się niemal w nieskończoność. Nic dziwnego, że moda przyciąga do siebie tylu chętnych, chcących uszczknąć trochę z tego światka lub przynajmniej uważnie obserwować, by być na bieżąco ze najnowszymi trendami, nazwiskami, tytułami. Nawet jeśli pojawiają się rysy na tym wypudrowanym wizerunku mody, to nie na tyle duże, by zmąciły cały obraz.

Taki sposób oglądania i mówienia o modzie wykształciła w nas między innymi narracja prowadzona dekadami przez historyków mody. Historia mody omawia głównie zmieniające się style i sylwetki. Te style, te sylwetki, tak zapamiętywane i niemal fetyszyzowane przez wielu, to – jeśli się przyjrzeć temu z innej strony – po prostu kwestie estetyczne, rodzaj historii stylów. Nie bez powodu przecież historia mody leży blisko historii sztuki. Można jednak wprowadzać inne narracje do historii mody. Uderzyło mnie to szczególnie podczas wizyty w Muzeum Historii Przemysłu w Opatówku (byłem tam tuż przed końcem starego roku).

20171228_102539

Foto: Fragment stałej ekspozycji Muzeum Historii Przemysłu w Opatówku. Archiwum Autora.

Tam możemy zapoznać się z drugą, zapomnianą i wypartą historią mody, zwłaszcza tą dziewiętnastowieczną. Tak dużo mówi się o demokratyzowaniu mody w tamtym okresie, co następowało dzięki prasie, maszynom do szycia czy domom towarowym wprowadzającym choćby usługę sprzedaży wysyłkowej. Jest to zgodne z prawdą, rzecz jasna. Tyle tylko, że zapominamy, czy też pomijamy, prawdziwy koszt tych zmian. Ta nieznana wcześniej w historii na taką skalę dostępność tkanin, ubiorów i innych produktów okupiona była niemal niewolniczą pracą ludzi zatrudnionych w fabrykach. Dziki i nieokiełznany kapitalizm funkcjonował wówczas w najlepsze. Nie tylko pensje były głodowe. Nie było urlopów, dni chorobowych, pracowano 6 dni w tygodniu po kilkanaście godzin dzienne. Do tego brak jakichkolwiek norm bezpieczeństwa, odszkodowań itd. Jak to się stało, że dziś jest inaczej? Strajki robotnicze połączone z aresztowaniami, zastraszaniem widać już w I połowie XIX wieku. Nie bez znaczenia była również Pierwsza Międzynarodówka. A fuj – jak to nam, zwłaszcza w Polsce, źle się kojarzy. Lepiej o tym zapomnieć, a już na pewno nie wspominać o tym w towarzystwie mody. Kościół jako instytucja zabrał głos w obronie robotników dopiero w samym końcu wieku XIX (Leon XIII i jego Rerum Novarum z 1891 roku). Ten fakt też słabo nadaje się do rozgłaszania i publikowania w modowych książkach.

Może nawet wielu z Was uzna, że niewiele wspólnego ma to z modą, ale niestety ma. Bo moda to cały system zależności – żeby coś się pojawiło na wybiegu trzeba to wyprodukować, czyli uszyć z wcześniej wytworzonej tkaniny. Trzeba komuś za to zapłacić. A to określa termin przemysł odzieżowy, który jest teraz rzadko – za rzadko – używany. W tym określeniu oczywiście nie zawiera się żaden glamour, a już na pewno trudno łączyć go ze sztuką. Jednak „przemysł odzieżowy” zdecydowanie lepiej odpowiada rzeczywistości, tej historycznej i tej dzisiejszej. Kiedy bowiem pousuwamy daty z dramatycznych opowieści o robotnikach pracujących niemal jak niewolnicy, to powyższe stwierdzenia mogą stanowić opis dzisiejszych fabryk w Dalekiej i Środkowej Azji. Dziś przecież także chętnie mówimy o demokratyzacji mody, ale już zdecydowanie mniej o koszcie tego procesu. I wciąż nie używamy słowa na „p” – zamiast przemysłu odzieżowego wolimy chociażby „branżę modową” lub po prostu „modę”. Oczywiście, że są projektanci, którzy pracują w inny, „nieprzemysłowy”, sposób, ale to zaledwie kropla w całym morzu odzieżowej produkcji.

Stąd też moja ogromna sympatia do Ziemi obiecanej Władysława Reymonta. To literatura piękna, ale celnie i w sposób przystępny prezentuje fragment dziejów polskiego przemysłu, łódzkiego przemysłu, lepiej niż książki historyczne operujące schematami i tabelami. Do tego nie unika obserwacji rozważań moralnych, co okazuje się równie interesujące. Co mówią bohaterowie tej powieści?

„[…] patrząc szerzej […] zobaczymy, że ta niezależność jest złudzeniem absolutnym w ogólności, a niezależność poszczególna, niezależność ludzi bogatych jest niewolą. Przecież taki Knoll, Bucholc, Szaja, Müller [fabrykanci – PS] i stu innych to najbardziej nędzni niewolnicy własnych fabryk, najmniej samodzielne mechanizmy, nic więcej! Znasz przecież życie fabrykantów i życie fabryk, to wiesz tak dobrze o tym jak i ja. Pomyśl, co za dziwna kombinacja rozwija się dzisiaj w świecie: człowiek ujarzmił potęgi przyrody, odkrył masę sił – i poszedł w pęta tych samych potęg. Człowiek stworzył maszynę, a maszyna człowieka zrobiła swoim niewolnikiem; maszyna będzie się rozrastać i potężnieć do nieskończoności i również wzrastać i potężnieć będzie niewola ludzka. Voilà! Zwycięstwo kosztuje zawsze więcej niż przegrana! Rozważ.” (s. 328).

„Nie, panie Dawidzie, ja dlatego, żeby zarobić rubla więcej, niż potrzeba, nie wstanę pięć minut wcześniej, niż mi się chce, a dlatego, żeby zarobić nawet miliony – nie poświęcę przyjemności pełnego życia, nie wyrzeknę się patrzenia na słońce, spacerów po powietrzu, swobodnego oddychania, myślenia nad trochę większymi rzeczami niż miliardy, kochania, itd., itd. Ja nie będę robił, robił, robił! Bo ja chcę żyć, żyć, żyć! Nie jestem bydlęciem pociągowym ani maszyną, jestem człowiekiem. Tylko głupiec chce pieniędzy i dla zrobienia milionów poświęca wszystko, życie i miłość, i prawdę, i filozofię, i wszystkie skarby człowieczeństwa, a gdy się już tak nasyci, że może pluć milionami, cóż wtedy?” (s. 361)

„[Stach Wilczek] Postanowił je [bogactwa] zdobyć i był już pewnym, że zdobędzie. Mniejsza o sposoby i środki – wszystkie były dobre, jeśli prowadziły do celu, do pieniędzy. Stach Wilczek liczył się tylko z kodeksem, z policją. Na resztę uśmiechał się wzgardliwie i z politowaniem. Opinia, etyka, uczciwość! Kto się z tym w łodzi liczył! Komu tutaj podobne głupstwa mogły przychodzić do głowy! Co to wreszcie jest ta uczciwość!” (s. 411)

Te przykłady wypowiedzi tak aktualnych w dzisiejszych czasach można swobodnie mnożyć. Gdyby tylko pozwolić swobodnie interpretować Ziemię obiecaną, mogłaby się ona okazać na przykład świetnym narzędziem uświadamiającym prawdziwy koszt mody. Pozwoliłoby to również mówić o prawach pracowników dziś, o fast fashion, a nawet o życiowych celach. Bo wbrew temu, co się powszechnie myśli, kwestie produkcji, pracowników itd. nie minęły wraz z XIX wiekiem i wciąż związane są z przemysłem odzieżowym. A zatem i z nami.

Cytaty z: Władysław Stanisław Reymont, Ziemia obiecana, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2015. Wydanie opatrzone wstępem i opracowaniem Magdaleny Popiel.