Pierwsza historia Mody Polskiej

19 marca 2018

Zainteresowanie historią mody w PRL-u i w okresie transformacji systematycznie wzrasta. Jeszcze nie jest tak, że wszyscy znamy się na tym jak na wysokogórskim himalaizmie, ale to tylko dlatego, że łatwiej nauczyć się z książek wspinaczki niż historii. W ostatnich latach z tematyką „moda w PRL” oswajali nas m.in. Maciej Chłopek pisząc o bikiniarzach (już w 2005!), Anna Pelka pisząc Teksas-land. Moda młodzieżowa w PRL (2007) i Z [politycznym] fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD (2014), czy Aleksandra Boćkowska w książce To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL (2015). Pojawiły się też biografie: Jerzego Antkowiaka wzięła na warsztat Agnieszka Janas (Antkowiak. Niegrzeczny chłopiec polskiej mody, 2015), a o Jadwidze Grabowskiej pisała Marta Sztokfisz (Caryca polskiej mody, święci i grzesznicy, 2015). Pojawiła się także biografia Grażyny Hase pióra – czy może raczej klawiatury – Krzysztofa Tomasika (Grażyna Hase. Miłość, moda, sztuka, 2016), a wystawie Modna i już! Moda w PRL-u pokazywanej w Krakowie i Wrocławiu także towarzyszyła publikacja (2015). Ta lista nie wyczerpuje jeszcze tematu – w rozproszonych książkach i czasopismach znajdziemy też krótsze teksty i wywiady dotyczące tego jakże interesującego okresu. Pojawienie się publikacji poświęconej Modzie Polskiej było zatem oczywistością i tym tematem zajęła się Ewa Rzechorzek.

Czekałam na tę książkę, z kilku powodów. Po pierwsze byłam ciekawa, jakiego wyboru dokona Autorka starając się przedstawić kilkadziesiąt lat funkcjonowania przedsiębiorstwa, które kolekcje wybierze do zilustrowania zachodzących w modzie zmian i jak odniesie je do historii mody poza Polską – szczególnie w stosunku do Paryża, który pełnił wówczas niekwestionowaną rolę arbitra elegancji i był głównym punktem odniesienia dla projektantów MP. Po drugie, czytając dotychczasowe publikacji poświęcone modzie w PRL i w okresie transformacji, zawsze intrygowało mnie, w jaki sposób przebiegało finansowanie takiego przedsięwzięcia jak Moda Polska – flagowej instytucji państwowej, która miała pełnić rolę edukatora rodzimego przemysłu w zakresie najnowszych trendów. Po trzecie, chciałam zobaczyć materiały, których nie ma w innych publikacjach: kreacje, metki, zdjęcia wszelkiego rodzaju, dokumenty. Moja największa obawa dotyczyła tego, że książka po prostu zbierze to, co jest dostępne w obiegu w jedną mniej lub bardziej zgrabną całość i tyle. Po czwarte – „czwarte” to była cała lista drobniejszych pytań i ciekawości, czy znajdzie się w książce „to” lub „tamto” oraz w jaki sposób zostanie to opowiedziane: na przykład czy zebrane wspomnienia zostaną skonfrontowane z materiałami z archiwów i prasy, czy będziemy tylko w Warszawie, czy może dowiemy się czegoś o Modzie Polskiej z perspektywy spoza stolicy? Czy osobowości projektantek i projektantów przyćmią projekty i utoniemy w morzu anegdot spośród których z rzadka wybije się jakaś szczególnie ekstrawagancka kreacja? Czy my, czytelniczki i czytelnicy, otrzymamy opowieść o bohaterach walczących na polu estetyki o gustowny wygląd obywatelek i obywateli, czy historię siermiężnej rzeczywistości projektantów, którzy marzyli o tym, by zostać Paryżem Wschodu?

MP-okladka

Foto: materiały prasowe PWN.

Lekturę książki rozpoczęłam standardowo: od ilustracji i bibliografii. Na ilustracje bardzo liczyłam, bo Ewa Rzechorzek kolekcjonuje ubiory i akcesoria z okresu po drugiej wojnie światowej, od lat polując na różnego rodzaju aukcjach na pozostałości z Mody Polskiej: kreacje, publikacje, zdjęcia. Pod tym względem książka dostarcza nam wiele niepublikowanych w innych miejscach ilustracji – dla mnie to olbrzymia zaleta. Jeśli są nowe ilustracje to wiemy, że pojawią się nowe historie – kolejny bonus. Druga ważna kwestia to zebrane publikacje, ponieważ wstępnie pokazują, w która stronę mogą zmierzać zebrane historie – czy będą skupione na wspomnieniach, czy historia danej epoki zostanie uwzględniona i przez pryzmat jakich autorów, czy i jakie publikacje poświęcone historii mody zostały uwzględnione. Otwarłam na stronie wymieniającej materiały archiwalne – wielki plus! Zaczęłam kartkować listę pozycji zawartych w bibliografii i bardzo ucieszył mnie widok takich tytułów jak „Gazeta Handlowa” czy „Sztandar Młodych”, bo to gwarantowało wyjście poza tytuły stricte związane z modą. Tym bardziej, że o ile dla tematu „moda w PRL” w wielu przypadkach polecałabym rubrykę Barbary Hoff w „Przekroju”, o tyle akurat w przypadku Mody Polskiej informacji o tym przedsiębiorstwie w kolumnie Hoff jest jak na lekarstwo. Zastanowiło mnie natomiast (i zastanawia do tej pory), dlaczego Autorka w bibliografii nie uwzględniła książek takich jak wymieniona powyżej publikacja Boćkowskiej, biografia Antkowiaka, książka Sztokfisz czy katalog z wystawy. W bibliografii mamy przeciekawy wybór różnego rodzaju artykułów z prasy, materiały zebrane w archiwach, które będą obowiązkowym punktem odniesienia dla kolejnych badaczek i badaczy tego tematu, ale nie ma naszych rodzimych publikacji z ostatnich lat. I ani jednej publikacji książkowej dotyczącej historii mody. Nie jest to obowiązkiem autora, aby przeczytać „wszystko”, co dotyczy danego tematu (to jest po prostu niemożliwe), niemniej pominięcie akurat tych lektur jest dla mnie zagadką.

Zaczęłam czytać.

Pierwsze wrażenie? To jest bardzo zgrabnie i lekko napisana książka i pod względem języka mogę powiedzieć tylko jedno: to się dobrze czyta. Znacie książki, których temat Was interesuje, ale sposób podania jest nie do przyjęcia i nie do przebrnięcia? Tutaj się to nie zdarza. Wybrane przez Autorkę wątki są podane w postaci krótkich historii, nie dłuższych niż kilka stron, w których osobiste opowieści przeplatają się z materiałami źródłowymi utrzymując balans między dostarczaniem suchych faktów a widocznym staraniem o to, by prezentowany temat składał się z krwi, kości i mięsa (i oczywiście ciucha!). Choć osobiście jestem fanką raportów w rodzaju „sukienka z jedwabiu, numer 27, długość 3 cm nad kolano, kolekcja wiosna/lato 1971, na wybiegu o 17:28”, to w przypadku publikacji takich jak opowiadana nam przez Autorkę historia Mody Polskiej doceniam wysiłek włożony w to, że dzięki licznym opisom miejsc czy wydarzeń  udaje nam się przenieść w opowiadaną epokę. Bezcenna umiejętność pisarska.

Dla mnie najciekawsze były podrozdziały, które wychodziły poza to, co już na temat Mody Polskiej zdążyłam przeczytać. Czyli? Historia mody męskiej powoli zyskuje zainteresowanie historyków mody, dlatego bardzo ucieszył mnie rozdział „Adam” poświęcony Stanisławowi Kudajowi, który był projektantem mody męskiej w Modzie Polskiej. Dlaczego „Adam”, skoro Stanisław? No to już trzeba sobie doczytać. Druga historia, która mnie ustrzeliła, to rozdział poświęcony jedwabnikom – dziś moglibyśmy chyba określić te żyjątka mianem podwykonawców Mody Polskiej. Kalina Paroll, jedna z projektantek MP, tworzyła przepiękne suknie z milanowskiego jedwabiu. Milanówek zdecydowanie zasługuje na własną publikację – może ktoś już nad tym tematem pracuje? Może taka publikacja już istnieje? Myślę, że to super temat. I te jedwabniki…

Obok mody męskiej i jedwabników historia Mody Polskiej w opracowaniu Ewy Rzechorzek uwzględnia ciut szerzej postaci projektantek pracujących w tym przedsiębiorstwie. Nazwiska Jadwigi Grabowskiej i Jerzego Antkowiaka potrafimy już odmieniać w kontekście MP przez wszystkie przypadki, ale dopiero ta publikacja (i nie tak dawna wystawa poświęcona modzie w PRL pokazywana w Krakowie i we Wrocławiu) pokazuje, że nie samą Grabowską i Antkowiakiem Moda Polska stała. Mamy więc osobne podrozdziały poświęcone Magdzie Ignar, Kalinie Paroll, Irenie Biegańskiej, Krystynie Dziak, Małgorzacie Zembrzuskiej, Krystynie Wasylkowskiej czy Katarzynie Raszyńskiej. Docenione zostają też „pszczoły”, czyli konstruktorzy i konstruktorki odzieży, krawcowe, krawcy, technolodzy, modelki, modele, magazynierki, personel sklepowy, dekoratorzy witryn, pracownicy administracji. A także chałupnicy szyjące w domach ubrania dla Mody Polskiej, fotografowie i fryzjerzy (s.279) – cały ten tłum pracował na sukces przedsiębiorstwa. To bardzo ważne, żeby opowiadając historię mody zwracać uwagę na to, że projektant\ka-gwiazda nie tworzy samodzielnie, że bez tego całego zaplecza jej/jego kreacje pozostają szkicami na papierze lub pomysłami w głowie.  Praca „pszczół” to również część opowieści i bardzo podoba mi się to, że Autorka zwróciła uwagę na pracę rzeszy najczęściej bezimiennych osób, bez których Moda Polska po prostu by nie istniała.

Inne wybrane przeze mnie „fajności”: ciekawy – i jak na początek lat siedemdziesiątych bardzo odważny – jest plakat Doroty Kabiesz (1971, s. 160), na moje oko bardzo w stylu fotografii Helmuta Newtona, jednak plakat bije tu na głowę fotografię, według mnie jest dużo bardziej wymowny. Zbiór metek z ubrań Mody Polskiej – rewelacja (s.164). Taki zbiór nie powstaje w miesiąc czy rok, to lata poszukiwań, więc tym bardziej doceniam to, że Autorka się nimi dzieli. Z kolei kreacje Kaliny Paroll pokazane w książce skłaniają mnie ku tezie, że to jej warto byłoby poświęcić osobną wystawę. Patrząc na te projekty nie uderza mnie – jak w przypadku projektów Grabowskiej i Antkowiaka – jawna inspiracja Paryżem, projekty Paroll mają swój indywidualny rys.

Do otwarcia Mody Polskiej w 1958 roku prowadzi nas Autorka przez historię przodków Jadwgi Grabowskiej, jej losy w okresie powojennym oraz poprzez opowieści ze świata odzieżowo-modowego w Polsce po zakończeniu drugiej wojny światowej. Ta część zajmuje około jednej trzeciej książki. Opowieści o rodzinie Grabowskiej, o Warszawie, o różnych inicjatywach pokazujących troskę jednostek o wygląd Polek i Polaków w okresie poprzedzającym powstanie MP to wspaniałe historie przybliżające nam tę epokę. Jednak w pozostałych dwóch trzecich, gdy przechodzimy do samej Mody Polskiej, brakuje mi potem tak szczegółowych historii o innych bohaterkach i bohaterach czy też o innych przedsiębiorstwach z epoki. Im bliżej czasów nam współczesnych tym mniej szczegółów z historii MP w porównaniu z czasami przed jej powstaniem. Myślę sobie jednak, że o ile stosunkowo łatwo opowiada się o latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – bo rewolucyjne, kolorowe, przebojowe – o tyle kolejne dekady są dużo trudniejsze: na świecie mnożą się różnorakie style, pojawiają subkultury, Londyn pokazuje coś innego niż Paryż, a w Polsce sytuacja bardzo odbiega od zachodniego dobrobytu. Drugie wyzwanie, o którym myślę w kontekście opisywania historii MP, to jak pokazać powolny, lecz konsekwentny upadek przedsiębiorstwa, wokół którego kreuje się legendę mitycznego twórcy dobrego smaku, naszego polskiego bohatera na froncie estetyki ubioru? Pojawia się pytanie (ok, mnie się pojawia) czy i jak pokazywać kolekcje mało ciekawe, wtórne, nie wytrzymujące konkurencji innych przedsiębiorstw istniejących w latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych? Kiedy przeglądałam czasopisma „Moda” czy „Świat Mody” z drugiej połowy lat osiemdziesiątych to naprawdę trudno byłoby utrzymać tezę o jakimś szczególnym znaczeniu Mody Polskiej lub jej wyróżniających się projektach.

Czytając książkę robiłam różne notatki, z których chyba najwięcej punktów zebrało się w kategorii „lista życzeń”. Jak wygląda moja lista wątków, które warto byłoby pokazać, dopowiedzieć lub dopisać w tej historii?

Kiedy na stronie 91. patrzę na dwa modele z kolekcji Biura Pokazu Mody w Lipsku, to zastanawiam się, czy to jest efekt „oczekiwań względem mody polskiej prezentowanej międzynarodowej widowni w Lipsku”, czy jednak jest to efekt kompromisu wyobraźni projektantów, którzy musieli pogodzić edukację w zakresie trendów paryskich, ale nie okazywać się zanadto entuzjastyczni wobec zachodnich wzorców – stąd kreacje mają ludowe ornamenty lub wzory, ale linia sylwetki jest iście paryska. Wątki ludowe w kolekcjach odzieżowych z okresu PRL, nie tylko w przypadku Mody Polskiej, to również temat wart osobnej książki: np. jak wprowadzenie kolekcji folklorystycznej w 1968 roku miało się do istniejącego w świecie ruchu hippisowskiego? Czy gdy Zachód patrzył na Indie, Polska patrzyła na Zakopane i Łowicz? Myślę, że odniesienia do folkloru w Modzie Polskiej to bardzo dobry pomysł na „Paryż po polsku” i każde zdjęcie w tym temacie zamieszczone w książce jest dla mnie bezcenne.

Co dalej? Obok garsonki z kolekcji Mody Polskiej nazwanej „Chanel” (jesień-zima 1963/1964, s.64) warto byłby pokazać oryginalny żakiet Chanel. Suknia Barbary Hiller z 1958 roku (s. 142) przypomina suknię, którą nosiła Rita Hayworth w filmie Gilda (1946). Turbany z lat osiemdziesiątych, które Autorce kojarzą się z różą z plakatu Cieślewicza (s. 156) mnie każą pytać o to, czy ich obecność może być związana z pokazem Comme des Garçons z 1983 lub 1985 (papierowe turbany CdG)? W kolekcji Mody Polskiej turban na wybiegu pojawił się w 1986 roku (choć inny niż ten ze zdjęcia w książce).

Chciałabym także zobaczyć, jak w projektach Magdy Ignar przejawiała się przywołana w tekście „miłość do Japończyków” (s. 228) bez konieczności wertowania innych książek. Podobnie interesuje mnie, czy jeśli „w latach siedemdziesiątych Polki pokochały dzianinę” (s.267), to czy miało to związek z pojawieniem się w paryskim świecie Sonii Rykiel? Na stronie 340. znajdziecie też czarną suknię (niedatowaną) – to ta na zdjęciu zamieszczonym na fanpejdżu książki. I traf chciał, że suknia o bardzo podobnej linii i tym samym pomyśle łączenia materiału sukienki i bufiastych rękawów znajduje się w kolekcji Muzealnych Mód. Tak, oczywiście, YSL.

Obok wspomnień Katarzyny Aniśkowicz, która opowiedziała, że modele o linii worka (tzw. robe sack) zaprojektowała wcześniej niż pojawiły się one w Paryżu warto byłoby dodać, że jednak ta luźna linia powstała w Paryżu wcześniej niż jej projekty. Chodzi mi tu o płaszcze Balenciagi z kolekcji wiosna-lato 1947. A jeśli teza Aniśkiewicz jednak byłaby słuszna, to chciałabym zobaczyć taki projekt, bo wspomnienie to dla mnie za mało – miło je przeczytać, ale warto sprawdzić. Pisząc o kolekcji wiodącej z 1977 (s.274) roku warto (trzeba!) powiązać ją z kolekcją rosyjską Yves Saint Laurent (jesień-zima 1976/1977). Podobnie warto byłoby zapytać, skąd nagle pomysł na zamówienie materiału na afrykańskie suknie w 1967 roku (s.290). A co w tym okresie prezentował YSL? Tak, kolekcję afrykańską. Przezroczysta bluzka na wybiegu Mody Polskiej – to samo odniesienie. Autorka w kilku miejscach wskazuje na inspirację paryskimi wybiegami, jednak akurat wątek „inspiracji” YSL, którego uwielbiał i Antkowiak, i Halina Kłobukowska, mógł być pociągnięty ciut dalej, szczególnie w przypadku tak ważnych kolekcji. Zwracam akurat na ten wątek uwagę, bo interesują mnie owe „inspiracje” w polskich kolekcjach z okresu PRL sięgające do Paryża – niektóre świetnie korzystające z obowiązującej sylwetki, ale przerabiające je na „polską modę”, niektóre skopiowane niemalże w stu procentach. Obserwuję polski rynek wydawniczy od lat i z dużą pewnością mogę dziś napisać, że takich analiz jest jak na lekarstwo. Nigdy nie będziemy dobrze opowiadać historii mody w Polsce bez bardzo dobrej znajomości historii mody na świecie – ale to temat na osobny wątek.

Jest też jedna rzecz, której osobiście nie lubię: pokazywanie rzeczy „z epoki” we współczesnych stylizacjach, np. zdjęcie spódnicy zaprojektowanej przez Magdę Ignar w kolekcji jesień-zima 1989 i sfotografowanej w 2017 roku w towarzystwie współczesnych dodatków (s.220). Wybór materiałów do książki przez autorkę czy autora jest kwestią subiektywną – jednak według mnie takie zdjęcie niewiele wnosi i lepiej można byłoby wykorzystać to miejsce zamieszczając oryginalne zdjęcia kolekcji. Zdaję sobie sprawę, że wyjaśnianie praw autorskich w wielu przypadkach to droga przez mękę i często wysoki koszt wybranej fotografii, niemniej z perspektywy wybrednej czytelniczki napiszę: proszę na tym nie oszczędzać. A skoro przy zdjęciach jesteśmy: szkoda, że w tej publikacji praktycznie nie istnieją recenzje pokazów i zdjęcia kolekcji Mody Polskiej zamieszczone w czasopiśmie „Ty i Ja”. Pisząca dla tego magazynu Teresa Kuczyńska jest według mnie jedną z najlepszych dziennikarek modowych okresu PRL, a o kolekcjach MP potrafiła pisać zarówno pozytywnie, jak i mocno krytycznie. Tego głosu mi zabrakło. Są inni krytycy, inne źródła – świetne tym bardziej, że wcześniej nie cytowane i różnorodnie dobrane, jednak mnie osobiście brak perspektywy z „Ty i Ja” trochę doskwiera.

Pozostaje nam zatem najbardziej palące pytanie: czy książkę tę kupić i czytać? I odpowiem na to: oczywiście, że tak. Byłabym zdziwiona, jeśli ta książka nie będzie się dobrze sprzedawać. Nie powiedziałabym, że jest to opracowanie naukowe (na ma recenzentów ani konsultantów merytorycznych) – ale jak tytuł tej recenzji głosi: jest to pierwsza historia Mody Polskiej na naszym rynku i dokonała tego Ewa Rzechorzek. Z wizją Autorki (jak i z uwagami recenzentki) nie trzeba się zgadzać, ale jeśli chcemy mieć temat do dyskusji to musimy czytać. O nie, przepraszam, my to chcemy przeczytać.

Dla mnie najważniejsze jest to, że ta książka się pojawiła i mamy fantastyczne pole do dyskutowania o tym, jak pisać o historii mody w ogóle, o historii mody w Polsce i w końcu o historii Mody Polskiej. Doceniam pracę włożoną w kolekcję, w zebranie materiałów i ich opisanie. Równocześnie widzę część tej historii inaczej, czy też widzę inne jej fragmenty. Być może będzie okazja do zapytania Autorki o poruszone powyżej kwestie podczas jakiegoś spotkania autorskiego. Tymczasem Was zostawiam z moimi wrażeniami, Autorce dziękuję za podjęcie tego wymagającego tematu, a Wydawnictwu PWN za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

***

Moda Polska Warszawa, PWN, 2018 (klik) – teraz taniej o 30%, więc warto.

Fanpejdż książki (klik)

Rozmowy z Autorką możecie wysłuchać na stronie Radia dla Ciebie (klik)

O Modzie Polskiej „w odcinkach” pisze na stronie vogue.pl Aleksandra Boćkowska (klik) w związku z przygotowywaną w łódzkim CMW wystawą poświęconą Modzie Polskiej i Jerzemu Antkowiakowi, której kuratorem jest Tomasz Ossoliński.

***

Pisząc tę recenzję sięgałam m.in. do książek takich jak Fashion Game Changers. Reinventing the 20th-Century Silhouette (2016), Vogue. History of 20th Century Fashion (1988), The History of Modern Fashion (2015), katalog z wystawy Yves Saint Laurent (1983) – polecam każdą z nich.

P.S. Już po napisaniu tej recenzji poszukałam innych opinii na temat tej książki. Znalazłam je na stronie Fashion50Plus, wywrota.pl, Life by Marcelka, DYKF. Czyjeś opinie też mnie ciekawią.