Gdzie się chowa moda w Wiedniu?

12 lipca 2018

A konkretnie, gdzie chowają się ciekawe wystawy, obiekty, miejsca, które mogą nas zainteresować, jeśli akurat spędzamy dni kilka w Wiedniu – albo kilka miesięcy, jak zdarzyło mi się kilka lat temu podczas stypendium, lub minionej właśnie wiosny, kiedy odkrywałam uroki języka niemieckiego na równi z kolejnymi kawiarniami.

Gotowi na spacer?

Wiedeń jest dla mnie stolicą, która mam najbardziej oswojoną. Spędziłam tu niemal rok, zliczając wszystkie krótsze i dłuższe pobyty. Tu skończyłam pisanie doktoratu, więc to miasto zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć. Jednak o o ile z nutką nostalgii wspominam buszowanie po różnych oddziałach biblioteki Uniwersytetu Wiedeńskiego w poszukiwaniu kolejnych publikacji mających przybliżyć mnie do magicznego tytułu naukowego, to już odkrywanie Wiednia jako miasta modowych wydarzeń i odkryć wspominam ciut słabiej. Owszem, zdarzają się wystawy, jak na przykład zeszłoroczna The Vulgar? Fashion Redefined , wystawa poświęcona historii nakryć głowy czy retrospektywa prac projektanta oprawek do okularów Roberta La Roche’a (klik), ale to wydarzenia, na które zwyczajnie trzeba zapolować. Bo Wiedeń stał i stoi przeszłością Habsburgów i Secesją Wiedeńską. W tym roku szaleństwo sięga zenitu, bo mija nie tylko sto lat od zakończenia pierwszej wojny światowej, ale także mija wiek od śmierci takich sław jak Gustav Klimt czy Egon Schiele (wystawy im poświęcone można obejrzeć w Muzeum Leopoldów, retrospektywa Schielego jest genialna, Klimta jeszcze nie udało mi się obejrzeć). A skoro jesteśmy przy Egonie to chciałabym Wam pokazać jeden z jego obrazów, który od razu skojarzył mi się z reklamą Benettona z 1992 roku pokazującą księdza całującego się z zakonnicą. Pamiętacie, jakie wywołało to dyskusje? Obraz Schielego musiał być dla jego współczesnych co najmniej kontrowersyjny.

20180513_120648

Foto: Egon Schiele, Kardynał i zakonnica (1912).

Chodząc po Wiedniu, szczególnie po centrum, trudno oprzeć się wrażeniu, że zaraz zza rogu wyskoczy imć Klimt – jeśli nie osobiście to na pewno w postaci parasolki, siatki na zakupy czy talerzyka. Spacerując po różnych dzielnicach tego wyjątkowo wypielęgnowanego miasta utwierdzam się w przekonaniu, że Wiedeń jest też solidnie zaipregnowany na wszelkie nowinki modowe, wzornictwo obecne w sklepach nad wyraz często każe wracać pamięcią do epoki ciuchów blisko spokrewnionych z filcem, a estetyka nierzadko jest ciut bazarkowa. Jeszcze przez chwilę myślałam, że włóczę się po niewłaściwych miejscach, że przerost turystów nad ludnością tubylczą w okolicach centrum wypacza mój obraz gdzieś tam ukrytej świetności modowej miasta Wiednia… ale nie. Wiosenne miesiące utwierdziły mnie w przekonaniu, że jeśli chciałabym w dużym mieście zaoszczędzić na zakupach odzieżowych to Wiedeń nadaje się do tego idealnie. Sieciówki takie jak wszędzie, tkmaxx może i rzuca czasem coś od Margieli za zaledwie dwieście eurasków, ale coś ciekawego pod względem modowym prędzej odnajdę w muzeach niż w sklepach. I oczywiście te miejsca chcę Wam polecić.

Zaczynamy od oczywistości i od mojego najulubieńszego wiedeńskiego muzeum, czyli Muzeum Sztuk Użytkowych w skrócie zwanego MAKiem (klik). Obok stałej ekspozycji meblowo – ceramicznej najczęściej schodzę do podziemi, bo tam znajduje się archiwum prac austriackiego projektanta Helmuta Langa. Lang – niezwykle wpływowy w latach dziewięćdziesiątych – obecnie zajmuje się działalnością artystyczną, a MAK dysponuje największą kolekcją jego ubiorów wEuropie. Jeśli badać przeszłość Langa to tylko tam.

IMG_0067

W MAK-u możemy także znaleźć takie perełki austriackiej myśli projektanckiej jak turban z lat pięćdziesiątych zaprojektowany przez  Adele List – bardzo znaną projektantkę tego okresu. Zawsze sobie przy tym obiekcie myślę, ile projektantek i projektantów w różnych krajach było właśnie tymi, którzy zdobywali nagrody w konkursach, w danej epoce cieszyli się sporą popularnością, a kilka dekad później pozostaje po nich jeden obiekt w gablocie.

Drugim miejscem, które regularnie sprawdzam to Muzeum Miasta Wiednia. To muzeum ma jeden z największych zbiorów ubiorów w Europie i stara się co jakiś czas pokazywać wystawę dotycząca części naszej garderoby – jak wspomniana powyżej wystawa nakryć głowy. W tej chwili można obejrzeć tam wystawę Mit Haut und Haar poświęconą różnorodnym zabiegom pielęgnacyjnym dotyczącym naszego ciała i włosów.

Haut_und_Haar_PR_Foto_13

Foto: Punk sfotografowany podczas Donauinselfest, 1996. Fotograf: Didi Sattmann, © Wien Museum.

W tym muzeum podoba się lokalne odniesienie wystaw – czyli jeśli mówimy o zakładach fryzjerskich, kosmetycznych czy o najpiękniejszych postaciach danej epoki to zawsze w odniesieniu do Wiednia. Przyznaję jednak, że ze wszystkich obiektów na wystawie najbardziej w pamięć wryła mi się analiza wizerunku Adolfa Hitlera, bodajże z roku 1936, pokazująca jak Fuehrer zmieniał się rok po roku przez okres dwóch dekad (czy też raczej nie zmieniał). I o ile na zdjęciu z 1916 roku trudno rozpoznać Adolfa jakiego znamy z podręczników historii, bo jego wąs jeszcze nie został przycięty do mini-rozmiaru nad górną wargą, o tyle kolejne fotografie nie pozostawiają wątpliwości co do tożsamości postaci. Wąs Hitlera jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wąsów i do dnia dzisiejszego nieodłącznie kojarzy się z nazizmem i zwolennikami dyktatora.

W tymże muzeum możemy także zobaczyć stałą wystawę poświęcona historii miasta. Znajduje się tam też kilka sukni – ale biorąc po uwagę zasobność magazynów muzeum dziwi mnie, czemu zdecydowano się zaledwie na pojedyncze sztuki. Obok przedstawicielek damskiej garderoby z XIX wieku znalazłam też obraz, który spodobał mi się tak bardzo, że przy następnej wizycie w Wiedniu zakupię sobie jego reprodukcję. O jakim obrazie mowa? Mowa o Kobiecie w żółtej sukni (1899) Maxa Kurzweila. Zapewne naoglądałam się zbyt wiele stron w kolorowych magazynach, które święcą popularności żółci, ale przede wszystkim uwodzi mnie pewność siebie namalowanej kobiety i jej wyzywające spojrzenie. Schyłek dziewiętnastego wieku nie sprzyjał takim postawom. Tym bardziej intryguje mnie tożsamość tej kobiety, której malarz nam poskąpił.

lady-in-yellow-1899.jpg!HalfHD

Foto: Kobieta w żółtej sukni (1899), Max Kurzweil. Źródło (klik).

Na tym samym piętrze znajduje się także przeciekawy obraz pokazujący pracę w fabryce piór z 1902 roku. Zwrócił mi na niego uwagę Piotr Szaradowski i teraz co jakiś czas wracam do zdjęć tego malowidła przyglądając się jego poszczególnym bohaterkom – tym, jak były ubrane, czym zajmowały się w fabryce, na czym mogło polegać oporządzanie piór i czemu one służyły.

20180703_132736

Foto: Johan Hamza, Fabryka piór (1902).

Chodźmy do kolejnego muzeum. Albertina – tam się zawsze dużo dzieje, teraz czekam na wystawy prac Monet’a i Wurma, ale zawsze z przyjemnością wracam do ich stałej ekspozycji pokazującej prace od Monet’a do Picassa. We wrześniu 2016 roku załapałam się na spotkanie dla blogerów z okazji otwarcia wystawy o puentylizmie i wykorzystałam ją do pokazania kobiecych sylwetek z końca XIX wieku i powiązania ich z koncepcją Thorsteina Veblena (klik). Ostatnie wizyty to z jednej strony standardowe przystanki przy pracach takich jak Młoda Dziewczyna w Kwiecistym Kapeluszu (1910) Jawlenskiego oraz obraz kobiety w przepięknym kimono Na zielonej ławce (1913) Lebasque’a. Żadne zdjęcie czy reprodukcja nie odda kolorów i światła oryginałów. Moje kolejne zachwyty dotyczące obrazów z tej kolekcji co jakiś czas będą pojawiać się na moim koncie na Instagramie, gdzie serdecznie zapraszam, ale te dwa obrazy chcę Wam pokazać tutaj.

20180512_121531

Foto: Młoda dziewczyna w kwieciestym kapeluszu (1910), Alekxey von Jawlensky. Źródło (klik).

20180512_120722

Foto: Na zielonej ławce (1913), Henri Lebasque. 

W Albertinie widziałam rewelacyjną wystawę prac Keitha Haringa, który to – jeśli pochodzicie pierwotnie ze świata mody, a nie ze świata sztuki – w pierwszym odruchu kojarzy się z kolekcją butów zaprojektowanych przez Nicholasa Kirkwooda wykorzystującą prace Haringa. W odruchu drugim natomiast przedstawiona przez Haringa krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego oraz jego wizualne sposoby komentowania obecności technologii w naszym życiu głęboko zapadają w pamięć i pozostawiają nie do końca przyjemną konstatację, że głos artysty choć trafny, to niewiele zmienia. Ale miało być o modzie.

W czerwcu zakończyła się wystawa fotografii ze zbiorów Albertiny The Director’s Choice.  Jeśli fotografie to ludzie w ubraniach, jeśli ludzie w ubraniach to oglądamy. W tym dyrektorskim wyborze znalazło się między innymi zdjęcie dwóch kobiet uczestniczących w pokazie mody w Nowym Jorku, w Hotelu Pierre, w okresie 1940 – 1946. Wyglądają na znudzone. To ujęcie ciągle mnie bawi i znów zżera mnie ciekawość, kim były obie panie i jaki to show nie wzbudził ich szczególnego entuzjazmu. Wróćmy do wiedeńskości.

Przy okazji retrospektywy prac Egona Schiele w Muzeum Leopoldów obejrzałam też wszystkie pozostałe wystawy – przy Schiele wszystko inne blednie i żadna kiecka, żaden but czy torebka nie są w stanie poruszyć mnie tak bardzo jak autoportret Egona. U Leopoldów można obejrzeć też wystawę prac z kolekcji Heidi Horten (polecam obejrzeć przed Egonem, bo potem wszystko wydaje się miałkie i błahe). I tam znalazłam ciekawy obiekt, a mianowicie pracę Białe złoto (2010) Sylvie Fleury. Przesławna Birkin Bag doczekała unieśmiertelnienia – choć może niekoniecznie torebka, na którą czeka kolejka chętnych, chciała stać się symbolem idiotycznej konsumpcji, klasycznej Veblenowskiej konsumpcji na pokaz. Inny  – tym razem przyjemny w odbiorze – obiekt z tej kolekcji to obraz Augusta Macke Dwie kobiety przed sklepem z kapeluszami (1913). Jest ślicznie, kolorowo i bezkrytycznie. I można trochę zatęsknić za kapeluszami.

20180513_130016

Foto: Sylvie Fleury, Białe złoto (2010).

MACKE

Foto: Dwie kobiety przed sklepem z kapeluszami (1913), August Macke © Courtesy Heidi Horten Collection

W tym roku odkryłam też w Wiedniu fantastyczną galerię fotografii, Westlicht. A odkryłam ją dzięki wystawie fotografii Vivian Maier rozreklamowanej na wiedeńskich ulicach. Fotografka pozostowała nieznana przez lata, aż do 2009 roku, kiedy to archiwum jej zdjęć wpadło w ręce młodego kolekcjonera. Ten potrafił docenić znalezisko i historia Vivian potoczyła się dalej niemalże samoistnie. Dla mnie najciekawsze były ujęcia z lata pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, które pokazują jak spostrzegawcze oko miała młoda fotografka. Dziś jej nazwisko wymienia się obok takich tuz fotografii jak Henri Cartier – Bresson czy Diane Arbus, a jej prace wpisują się w fotografię uliczną, street photography (którą ze względu na obecność ludzi w ubraniach ze względów marketingowych nazywa się często street fashion photography… ). Wpisałam sobie tę galerię na listę miejsca do sprawdzenia przed kolejną wiedeńską wizytą.

004_Vivian_Maier

Foto: 9. stycznia 1957, Floryda. Fotograf: Vivian Maier. Materiały prasowe.

003_Vivian_Maier

Foto: 10 kwietnia 1955, Nowy Jork. Fotograf: Vivian Maier. Materiały prasowe.

Szwędałam się też pewnego dnia po MUMOK-u, Muzeum Sztuki Współczesnej, i w końcu udało mi się zobaczyć na żywo „But falliczny” (1966) Yayoi Kusamy. Znałam go ze zdjęć z katalagów, ale znów się powtórzę: ilustracje są drugorzędne wobec trzywymiarowego obiektu. Nie doczytałam (jeszcze!) czy i jak ta praca rezonowała w środowisku artystki w latach sześćdziesiątych, a w przypadku tego typu dzieł staram się powściągnąć własne interpretacje. Niewątpliwie nadaje się na wszelkie wystawy z gatunku „moda i sztuka”, a jego umieszczenie w koncepcji takowej wystawy zależy tylko od interpretacyjnej fantazji kuratorki bądź kuratora.

20180527_151558

Foto: Yayoi Kusama, But falliczny (1966).

A gdzie znajdują się modowe elementy poza muzeami? Warto zaglądać na stronę fanpejdżu  University of Applied Arts w Wiedniu, bo tam pojawiają się różne wydarzenia związane z pracami studentek i studentów kierunku projektowania mody. Kierownikiem tego kierunku jest obecnie w Wiedniu Hussein Chalayan, co ściąga do Wiednia studentów z całego świata. Mnie udało się wziąć udział w spotkaniu z Chalayanem oraz z dziennikarką Sarah Mower – dyskusja dotyczyła sytuacji młodych adeptek i adeptów projektowania ubioru. Najbardziej zaskakującą informacją skierowaną do widowni składającej się głównie ze studentów, było przestrzeganie ich przed Chinami – okazuje się, że olbrzymim problemem młodych, a zdolnych projektantek i projektantów, jest wykupywanie w Chinach domen z ich nazwiskami. Kiedy chcą otworzyć markę pod swoim imieniem i nazwiskiem okazuje się, że domeny są już zajęte.

W Wiedniu istnieje też Austrian Center for Fashion Research, które zajmuje się badaniami nad modą, a w październiku organizuje trzydniowe warsztaty ‚Practice Based Fashion in Research’ – warto śledzić również ich aktywności.

Znalazłam także wiedeńską modową lekturę, czyli zbiór felietenów jednego z najbardziej znanych architektów tego miasta Adolfa Loosa Why a man should be well-dressed?. Lektura bardzo przyjemna, z wieloma odniesieniami do mody w Wiedniu na przełomie XIX. i XX. wieku. Można z nich dowiedzieć się o istnieniu Viennese Hat Fashion Association, które według Loosa nadawało ton kapeluszniczej modzie tego okresu w Europie Zachodniej, o austriackich szewcach, czy o wpływie fotografii na to, jak meblowano mieszkania. Znajduje się tam również okrutny cytat na temat osób wyróżniających się ubiorem (klik) – klikacie na własną odpowiedzialność.

IMG_20180521_152139

A zakupy? – zawoła ktoś. Gdzie na zakupy? Polecanie miejsc na zakupy raczej nie stanie się moją domeną, ale jeśli już koniecznie gdzieś chcecie wydać pieniądze to najłatwiej w dzielnicy Neubau. Można tam znaleźć i kilka sklepów z markami austriackimi, i niewielkie butiki oferujące odzież produkowaną z poszanowaniem człowieka i środowiska. Prędzej jednak przypomnę sobie lokalizację księgarni z końcówkami serii wydawniczych, gdzie udało mi się zakupić kilka lektur po obniżonej cenie niż wycisnąć z siebie adresy dobrych miejsc na zakupy odzieżowe. Najciekawsze ciuchy w Wiedniu napotkałam w butiku z rzeczami z Francji, więc to ładnie podsumowuje próbę odkrycia niebanalnych ciuchów z metką „made in Austria”. Zrobiłam zdjęcia dwóm czy trzem sklepom vintage, które odkryłam spacerując wieczorami – i przez trzy miesiące nie udało mi się do nich wrócić w godzinach otwarcia. Jest tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia niż chodzenie po sklepach.

Zasadniczo Wiedeń nie jest miastem o wysokim stężeniu mody per capita. Jednak przy odrobinie wysiłku można odnaleźć tam coś okołomodowego. Z miejsc, których nie udało mi się odwiedzić, chciałabym tylko wspomnieć o Muzeum Butów – otwiera swoje podwoje raz w miesiącu, w drugi wtorek miesiąca między 16.00 a 19.00. Niestety nie udało mi się ten wąski termin trafić, może następnym razem. Można też umówić się telefonicznie na indywidualne zwiedzanie – być może trzeba skorzystać z tej opcji. Strona internetowa nie wygląda specjalnie intrygująco, ale nadoptymistycznie zakładam, że w samym muzeum może kryć się jakiś obuwniczy skarb.

Wiedeń jest prześwietnym miastem dla wszystkich zainteresowanych kulturą – a zasadniczo dla pożeraczy wydarzeń kulturalnych, szczególnie wystaw i koncertów muzyki klasycznej. Jednak nie jestem w stanie zetrzeć uporczywego wrażenia, że owa wspaniałość, wielkość i monumentalność są tak mocno osadzone w przeszłości, że na teraźniejszość i przyszłość pozostaje niewiele miejsca. I choć owa przeszłość niejednokrotnie zachwyca, to czasem myślę, że współczesnych trochę dusi – bo jak tu przebić się przez sławę zmarłych przed wiekiem architektów czy malarzy. Gdybym miała zabawić się we wróżkę, to stawiałabym na to, że na austriackiej ziemi prędzej pojawi się technologia rewolucjonizująca produkcję odzieży niż projektant/ka, który/a zaskoczy nas nową, niespodziewaną wizją estetyczną. W oczekiwaniu na ten cud technologiczny pozostaje nam szwędanie się po muzeach, galeriach i nabywanie miękkich kształtów na diecie kawowo-ciastkowej, które rzeźbią nasze kształty w sposób nieodpowiedzialny, ale jakże przyjemny.